Od jakiegoś czasu chodzą za mną smaki wschodu. Jeśli ktoś zagląda na mojego drugiego bloga (http://kanapkazjedzona.blogspot.com/) też natrafi na podobne aromaty. Podejrzewam, że moje ostatnie upodobania są spowodowane wizytą w koreańskiej restauracji, która mnie absolutnie urzekła. Po raz kolejny miałam nadwyżki rosołu i uznałam, że zrobię zupę. Przekopałam lodówkę i znalazłam zestawienie warzywno-owocowe, które było idealne na orientalny krem.
Do jego przygotowania potrzebowałam:
1/2 żółtej papryki
1/2 avocado
3 ząbki czosnku
1 dużą marchewkę
1 cebulę
sok z 1/2 limonki
1 1/2 l rosołu
2 papryczki chilli
sól
pieprz
migdały
Obrane i pokrojone składniki wrzuciłam do garnka z rosołem, gdzie gotowały się do miękkości. Krojąc papryczki nie starłam się pozbyć się wszystkich pestek. Chciałam, żeby krem był mocno pikantny. Kiedy faza gotowania była zakończona, zmiksowałam wszystko blenderem, dodałam sok z limonki sól i pieprz. Nie dodawałam całej gamy przypraw zależało mi na wydobyciu smaku warzyw i avocado. Podawałam z prażonymi migdałami.
Translate
środa, 8 kwietnia 2015
wtorek, 31 marca 2015
Znowu szybka kolacja dla gromadki przyjaciół tzn. szybka męska tarta na słodko i nie tylko
Tym razem było trochę więcej znajomych i na stole znalazło się więcej przekąsko-zakąsek niż tylko tarty. Jednak post będzie wyłącznie o tartach, a właściwie o jednej i to nie mojej. Uznałam, że tak ładnie geometrycznie poukładane składniki muszą zostać docenione. Po za tym facet który odkryje jak pokroić trójkątny ser na mniejsze trójkąty bez strat jest widokiem porównywalnym z małym dzieckiem, które po raz pierwszy stanęło na nogi. Trzeba go poklepać po plecach i powiedzieć, że jest wspaniały. Pomysł był prosty i spójny, to znaczy że równa się doskonały. Do przygotowania męskiej tarty potrzeba:
1 ciasto francuskie
1 opakowanie szynki długo dojrzewającej
1 opakowanie sera pleśniowego (lazur)
2 gruszki
3 jajka
trochę mleka
sól
czarny pieprz (najlepiej świeżo mielony)
Szynkę, gruszki i ser należy ułożyć na cieście najlepiej tak jak na poniższym zdjęciu. Jajka trzeba rozbełtać z mlekiem, solą i pieprze. Zalewajka nie może być za rzadka. Wystarczy ją wylać na ciasto i wstawić blaszkę do piekarnika rozgrzanego do ok. 180-190 stopni.
Kiedy ciasto jest rumiane i składniki zapieczone tarta jest gotowa. Wyszło smacznie. Jednak jest jedno ale i trochę rozważań. Gruszki nie mogą być za słodkie. Jeśli będą, zdominują wszystkie smaki i nawet najbardziej aromatyczna szynka się nie przebije. W trakcie konsumpcji doszliśmy grupowo do wniosku, że jako dodatek pasowałaby żurawina na gęsto albo coś podobnego o lekko kwaskowym smaku. Natomiast amatorzy różnych konsystencji, mogą spokojnie dorzucić orzechy włoskie, które po zapieczeniu będą kruche, a swoją goryczką przełamią smak gruszek.
1 ciasto francuskie
1 opakowanie szynki długo dojrzewającej
1 opakowanie sera pleśniowego (lazur)
2 gruszki
3 jajka
trochę mleka
sól
czarny pieprz (najlepiej świeżo mielony)
Szynkę, gruszki i ser należy ułożyć na cieście najlepiej tak jak na poniższym zdjęciu. Jajka trzeba rozbełtać z mlekiem, solą i pieprze. Zalewajka nie może być za rzadka. Wystarczy ją wylać na ciasto i wstawić blaszkę do piekarnika rozgrzanego do ok. 180-190 stopni.
Kiedy ciasto jest rumiane i składniki zapieczone tarta jest gotowa. Wyszło smacznie. Jednak jest jedno ale i trochę rozważań. Gruszki nie mogą być za słodkie. Jeśli będą, zdominują wszystkie smaki i nawet najbardziej aromatyczna szynka się nie przebije. W trakcie konsumpcji doszliśmy grupowo do wniosku, że jako dodatek pasowałaby żurawina na gęsto albo coś podobnego o lekko kwaskowym smaku. Natomiast amatorzy różnych konsystencji, mogą spokojnie dorzucić orzechy włoskie, które po zapieczeniu będą kruche, a swoją goryczką przełamią smak gruszek.
poniedziałek, 23 marca 2015
Przepyszny krem z warzyw
Któregoś dnia zostałam dotknięta klęską urodzaju. Niejadek się pochorował i wszystkie życzliwe osoby przyniosły mi rosół. Sama zdążyłam też ugotować wielki gar. Na szczęście jest kilka sposobów na nie marnowanie pysznej zupy. Część zamroziłam, część zjadł rekonwalescent, a część przetworzyłam. Wśród dorosłych domowników brakuję entuzjastów królowej zup. Za to wszystkie inne są chętnie zjadana. Dlatego jakieś 1,5 litra rosołu zamieniło się w aromatyczny krem z warzyw. Do przygotowania mojej zupki potrzebowałam:
1 1/2 litra rosołu
2 duże marchewki
1 dużą pietruszkę (korzeń)
1 łodygę selera naciowego
1/2 papryki
garść suszonych pomidorów
sok z cytryny
sól czarny pieprz
Jest to zupa absolutnie porasta w przygotowaniu. Wystarczy, że warzywa pokroiłam w cienkie plasterki, wrzuciłam do garnka z rosołem i gotowałam tak długo, aż zrobiły się miękkie. W mieszkaniu unosił się charakterystyczny zapach pietruszki, którą bardzo lubię.W między czasie na maśle z dodatkiem oleju zrobiłam grzanki z czerstwego chleba. Zupy kremy trzeba przełamać czymś do pogryzienia inaczej są nudne. Po ugotowaniu zawartość garnka potraktowałam blenderem. Byłam bezlitosna, wszystko zmieniłam w papkę. Przyprawiłam sokiem z cytryny solą i pieprzem. Przed podaniem dodawałam grzanki, rzeżuchę i ziarna słonecznika.
Postanowiłam trochę poeksperymentować z taką koncepcją przyrządzania zup. Dzisiejsza była inspirowana smakami orientu, ale o tym następnym razem
1 1/2 litra rosołu
2 duże marchewki
1 dużą pietruszkę (korzeń)
1 łodygę selera naciowego
1/2 papryki
garść suszonych pomidorów
sok z cytryny
sól czarny pieprz
Jest to zupa absolutnie porasta w przygotowaniu. Wystarczy, że warzywa pokroiłam w cienkie plasterki, wrzuciłam do garnka z rosołem i gotowałam tak długo, aż zrobiły się miękkie. W mieszkaniu unosił się charakterystyczny zapach pietruszki, którą bardzo lubię.W między czasie na maśle z dodatkiem oleju zrobiłam grzanki z czerstwego chleba. Zupy kremy trzeba przełamać czymś do pogryzienia inaczej są nudne. Po ugotowaniu zawartość garnka potraktowałam blenderem. Byłam bezlitosna, wszystko zmieniłam w papkę. Przyprawiłam sokiem z cytryny solą i pieprzem. Przed podaniem dodawałam grzanki, rzeżuchę i ziarna słonecznika.
Postanowiłam trochę poeksperymentować z taką koncepcją przyrządzania zup. Dzisiejsza była inspirowana smakami orientu, ale o tym następnym razem
niedziela, 1 marca 2015
Babeczki z brokułami
Jestem wielką wielbicielką wytrawnych babeczek i kiedy ostatnio mieli pojawić się goście uznałam, że babeczki będą świetnym pomysłem. Przekopałam lodówkę w poszukiwaniu inspiracji i trafiłam na brokuła, który wymagał natychmiastowej obróbki termicznej. Znalazłam jeszcze fetę i papryczki chilli. Zestaw był doskonały. Wystarczyło tylko przygotować ciasto. Wszystkie składniki miałam w domu i niezwłocznie zabrałam się za przygotowania. Zaczęłam od brokuła, którego zwyczajowo ugotowałam na parze. Papryczkę pokroiłam w drobniutką kosteczkę, a fetę w trochę większą. Do przygotowania babeczek potrzeba:
4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g jogurtu naturalnego
200 ml mleka
2 jajka
100 g masła
pół kostki fety
2 garści ugotowanych brokułów
papryczkę chilli
czarny pieprz
sól
Mąkę zmieszałam z proszkiem do pieczenia, jogurtem, mlekiem, jajkami i miękkim masłem. Mieszałam składniki mikserem do momentu kiedy masa zrobiła się idealnie gładka. Potem dodałam ser i warzywa, posypałam przyprawami i delikatnie wymieszałam łyżką, tak żeby dodatki równo rozłożyły się w cieście. Przyznam się, że byłam trochę leniwa i zamiast użyć foremek (nie znoszę ich myć) nałożyłam ciasto wprost do papilotek ułożonych na blasze. Babeczki trochę straciły na fasonie, ale nie na smaku, a to najważniejsze. Piekłam je w temperaturze 170 stopni przez ok. 40 min. (nie jestem jak zwykle pewna czasu, miały złotą skórkę, a w środku nie były surowe jak je wyjęłam)
4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g jogurtu naturalnego
200 ml mleka
2 jajka
100 g masła
pół kostki fety
2 garści ugotowanych brokułów
papryczkę chilli
czarny pieprz
sól
Mąkę zmieszałam z proszkiem do pieczenia, jogurtem, mlekiem, jajkami i miękkim masłem. Mieszałam składniki mikserem do momentu kiedy masa zrobiła się idealnie gładka. Potem dodałam ser i warzywa, posypałam przyprawami i delikatnie wymieszałam łyżką, tak żeby dodatki równo rozłożyły się w cieście. Przyznam się, że byłam trochę leniwa i zamiast użyć foremek (nie znoszę ich myć) nałożyłam ciasto wprost do papilotek ułożonych na blasze. Babeczki trochę straciły na fasonie, ale nie na smaku, a to najważniejsze. Piekłam je w temperaturze 170 stopni przez ok. 40 min. (nie jestem jak zwykle pewna czasu, miały złotą skórkę, a w środku nie były surowe jak je wyjęłam)
czwartek, 19 lutego 2015
Białkowa sałatka z tuńczykiem
Sama nigdy nie stosowałam diety Dukana, ale zdarza mi się od czasu do czasu robić sobie dni z samym białkiem. Czuję wtedy że mój organizm zaczyna działać na szybszych obrotach, jestem mniej zmęczona i poprawia mi się trawienie. Początkowo nie miałam pomysłu na moje białkowe dni. Jadłam to co można, ale bez specjalnego zapału. Jajka, tuńczyk z puszki w sosie własnym, pierś z kurczaka pieczony w rękawie, chudy ser biały, jogurt naturalny 0%, generalnie nudna prawie głodówka. Oczywiście sama nie wymyśliłam takiej fajnej diety, z nią jest tak samo jak z bezglutenowym jedzeniem, o którym już kiedyś pisałam.
Pewnego dnia gdy zarządzony został dzień białkowy uznałam, że koniec z tym bezpłciowym jedzeniem. Dokładnie wypytałam co możemy jeść, a co jest zabronione i zrobiłam sałatkę. Jest prosta, szybka i bezglutenowa, a jeśli ma być trochę podkręcona wystarczy dosypać do niej posiekanego szczypiorku.
Do jej przygotowania potrzeba:
6 jajek ugotowanych na twardo
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
5 czubatych łyżek jogurtu naturalnego 0%
2 łyżki musztardy francuziej
sól
kolorowy pieprz
posiekany koperek
posiekana natka pietruszki.
Jajka kroję w kostkę i dodaję do nich tuńczyka. Jogurt mieszam z musztardą, odrobiną soli, kolorowym pieprzem, siekanym koprem i pietruszką. Proporcje przypraw zależą od gustu przyrządzającego. Wszystko trzeba wymieszać i gotowe.
Pewnego dnia gdy zarządzony został dzień białkowy uznałam, że koniec z tym bezpłciowym jedzeniem. Dokładnie wypytałam co możemy jeść, a co jest zabronione i zrobiłam sałatkę. Jest prosta, szybka i bezglutenowa, a jeśli ma być trochę podkręcona wystarczy dosypać do niej posiekanego szczypiorku.
Do jej przygotowania potrzeba:
6 jajek ugotowanych na twardo
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
5 czubatych łyżek jogurtu naturalnego 0%
2 łyżki musztardy francuziej
sól
kolorowy pieprz
posiekany koperek
posiekana natka pietruszki.
Jajka kroję w kostkę i dodaję do nich tuńczyka. Jogurt mieszam z musztardą, odrobiną soli, kolorowym pieprzem, siekanym koprem i pietruszką. Proporcje przypraw zależą od gustu przyrządzającego. Wszystko trzeba wymieszać i gotowe.
sobota, 14 lutego 2015
Ciasteczkowe serduszka z malinowym lukrem na Walentynki
Walentynki to dla mnie takie "niby święto". Okazja żeby kupić trochę wykałaczek z serduszkami i parę foremek o dziwnych kształtach. Skoro jednak mniej lub bardziej zaczyna się wkradać do społecznej świadomości, to postanowiłam, że przygotuję coś. Bardzo rzadko piekę ciastka, szczególnie te kruche. Ciasto wychodzi mi dobre, ale nie lubię całej zabawy, która się wiąże z wykrawaniem i przekładaniem na blaszkę. Niejadek chciał piec ciastka już kilka dni temu więc się zgodziłam.
Przepis podpatrzyłam w książce z przepisami Star Wars, oczywiście pozmieniałam po swojemu i dodałam lukier, a nie posypałam cukrem pudrem. Chciałam, żeby polewa była czerwona albo różowa. Staram się nie korzystać z barwników spożywczych. Co z tego, że można uzyskać intensywną zieleń jak zawiera ona całą masę przetworzonych chemicznie składników. Do przygotowania lukru użyłam:
cukru pudru
domowego, nieklarowanego syropu malinowego
Wystarczyło zmieszać cukier z syropem i już. Lukier musi być gęsty, żeby ładnie układał się na ciasteczkach, a nie rozlewał się wszędzie.
Do przygotowania ciastek natomiast potrzebowałam:
200 g miękkiego masła
250 g cukru
2 jajka
1 laskę wanilii
300 g mąki pszennej
szczyptę soli
Masło rozbiłam mikserem i wsypałam cukier. Ucierałam przez jakiś czas, następnie wbiłam jedno jajko, a kiedy masa była gładka dodałam drugie i powtórzyłam proces. Wsypałam ziarenka z jednej laski wanilii i zaczęłam dodawać po łyżce mąki ze szczyptą soli, cały czas miksując. Gotowe ciasto zawinęłam w folię i włożyłam do zamrażalnika na godzinę.
Kawałki ciasta rozwałkowywałam pomiędzy dwoma kawałkami foli spożywczej, wykrawałam serduszka i kładłam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. W piekarniku rozgrzanym do 200 stopni trzymałam ciasteczka tak długo, aż stały się brązowe.Na koniec lukier i gotowe, efekt widać poniżej.
Przepis podpatrzyłam w książce z przepisami Star Wars, oczywiście pozmieniałam po swojemu i dodałam lukier, a nie posypałam cukrem pudrem. Chciałam, żeby polewa była czerwona albo różowa. Staram się nie korzystać z barwników spożywczych. Co z tego, że można uzyskać intensywną zieleń jak zawiera ona całą masę przetworzonych chemicznie składników. Do przygotowania lukru użyłam:
cukru pudru
domowego, nieklarowanego syropu malinowego
Wystarczyło zmieszać cukier z syropem i już. Lukier musi być gęsty, żeby ładnie układał się na ciasteczkach, a nie rozlewał się wszędzie.
Do przygotowania ciastek natomiast potrzebowałam:
200 g miękkiego masła
250 g cukru
2 jajka
1 laskę wanilii
300 g mąki pszennej
szczyptę soli
Masło rozbiłam mikserem i wsypałam cukier. Ucierałam przez jakiś czas, następnie wbiłam jedno jajko, a kiedy masa była gładka dodałam drugie i powtórzyłam proces. Wsypałam ziarenka z jednej laski wanilii i zaczęłam dodawać po łyżce mąki ze szczyptą soli, cały czas miksując. Gotowe ciasto zawinęłam w folię i włożyłam do zamrażalnika na godzinę.
Kawałki ciasta rozwałkowywałam pomiędzy dwoma kawałkami foli spożywczej, wykrawałam serduszka i kładłam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. W piekarniku rozgrzanym do 200 stopni trzymałam ciasteczka tak długo, aż stały się brązowe.Na koniec lukier i gotowe, efekt widać poniżej.
środa, 11 lutego 2015
Racuchy na tłusty czwartek
Jutro tłusty czwartek! Nie znam osoby której by ten fakt nie cieszył. Oczywiście w drodze do pracy kupię zapas pączków i kilka na pewno wróci ze mną do domu. Jednak nie mogę sobie odmówić jednej przyjemności. Smak dzieciństwa i domu - racuchy. Zanim mama skończyła smażenie to połowy już nie było. Zawsze z siostrą podjadałyśmy. Świeże, chrupiące, posypane grubą warstwą cukru pudru. Do przygotowania racuchów potrzeba:
1/2 kg mąki
1 opakowanie suszonych drożdży
otartą skórkę z cytryny
2 łyżki cukru
szczyptę soli
ciepłe mleko
olej
cukier puder
Mąkę trzeba wymieszać z drożdżami, dodać sól, cukier i skórkę z cytryny. Wszystko wymieszać i wlać mleko. Nigdy nie wiem ile wlewam mleka. Ciasto musi mieć konsystencję jogurtu greckiego. Zmiksowane na gładką masę odstawia się do wyrośnięcia. Jak zwiększy swoją objętość, nakładamy je na łyżkę zmoczoną w gorącym tłuszczu. Racuchy oczywiście smażymy na głębokim oleju. I układamy w garnku lekko poklepując (garnek jest lepszy do smażenia, olej mniej pryska). Na koniec pozostaje tylko posypać je cukrem pudrem i się delektować.
1/2 kg mąki
1 opakowanie suszonych drożdży
otartą skórkę z cytryny
2 łyżki cukru
szczyptę soli
ciepłe mleko
olej
cukier puder
Mąkę trzeba wymieszać z drożdżami, dodać sól, cukier i skórkę z cytryny. Wszystko wymieszać i wlać mleko. Nigdy nie wiem ile wlewam mleka. Ciasto musi mieć konsystencję jogurtu greckiego. Zmiksowane na gładką masę odstawia się do wyrośnięcia. Jak zwiększy swoją objętość, nakładamy je na łyżkę zmoczoną w gorącym tłuszczu. Racuchy oczywiście smażymy na głębokim oleju. I układamy w garnku lekko poklepując (garnek jest lepszy do smażenia, olej mniej pryska). Na koniec pozostaje tylko posypać je cukrem pudrem i się delektować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


