Coraz bardziej jestem zaskoczona swoją pomysłowość. Jak tak dalej pójdzie będę mogła stworzyć broszurkę z pomysłami na mięso wyjęte z zupy. Rosół to u mnie ostatnio podstawowe danie. Jakiś pomór padł na dom i wszyscy po kolei zaliczają sztafetę grupowo przeziębieniowo zapaleniową. Całe masy gotowanego mięsa zostają mi z zupy. Wyrzucić nie mogę, zwierząt w domu nie mam, a okoliczne koty i tak są tak tłuste, że można je lać po pyskach najlepszą szynką i tak jeść nie będą chciały.
Poszperałam w lodówce i znalazłam cukinię. Zauważyłam pewną prawidłowość u siebie. Jak idę do warzywniaka, to kupuję wszystko jak leci. Trochę tak bez zastanowienia. Wychodzę z założenia, że "przecież coś z tym zrobię", albo najczęściej mam już jakiś pomysł, którego nie mam czasu zrealizować i zostaję jak w tym przypadku z cukinią w ręku.
Jak gotuję rosół na kurczaku to prawie zawsze obdzieram go ze skóry. W tym przypadku miałam do dyspozycji udko. Oprócz udka zużyłam:
marchewkę z rosołu
kawałek cukini
świeżą pieruszkę
kiełki rzeżuchy
sól
czarny pieprz
wodę
Wszysko włożyłam do naczynia żaroodpornego jak na zdjęciu poniżej, przyprawiłam i podlałam wodą. Od dna jakieś niecały centymetr. Kiedy cukinia nabrała ładnego koloru danie było gotowe. Kurczak wyszedł całkiem soczysty, a bałam się, że go ususzę.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 19 maja 2014
wtorek, 11 marca 2014
Pomysł na całkiem szybki obiad z kurczakiem i szpinakiem
Jak tylko usiadłam za biurkiem w pracy poczułam pulsujący ból głowy i dreszcze. Choroba się zaczęła. Wypiłam aspirynę i zrobiło mi się nieco lepiej. Jednak perspektywa powrotu do domu i gotowania skomplikowanego obiadu zaczęła mnie osłabiać i paraliżować. Nie miałam w lodówce rosołu dla niejadka i potrzebowałam czegoś na szybko. Po oczach i plątaninie w zeznaniach wiedziałam, że na pewno nie jadł drugiego dania w przedszkolu. Potrzebowałam coś co zje on i mi też będzie odpowiadać.
Naleśniki! Tylko, że ja nie miałam ochoty na takie z samym cukrem pudrem, tym przecież nie da się najeść, poza tym są za słodkie. Niejadek jednak takie preferuje, chyba, że w przedszkolu, to wtedy i z serem, i z dżemem, i chyba ze wszystkim zje, ale w domu... Trudno. Byłąm skazana na naleśniki, które swoją drogą bardzo lubię i robię je ekspresowo, a co najważniejsze mniej śmierdzą niż placki ziemniaczane. Przepis na naleśniki podałam już kiedyś w poście Proste jak naleśnik.
Zostaje kwestia farszu. Postawiłam na kurczaka i szpinak. Widziałam ostatnio jakieś zdjęcie rolady z tymi składnikami i jakoś mi ich zestawienie w pamięć zapadło. Do przygotowania szybkiego farszu potrzeba:
300g piesi z kurczaka
300g rozdrobnionego mrożonego szpinaku
kilka kawałków pomidorów suszonych
2 ząbki czosnku
olej
sól
czarny pieprz
parmezan
Kurczaka pokrojonego w drobną kostkę podsmażyłam na oleju na złoto kolor. Wrzuciłam szpinak na patelnię i wszytko mieszałam, kiedy szpinak się całkiem roztopił i zaczął bulgotać dodałam drobno pokrojone pomidory suszone i wycisnęłam czosnek. Od czasu do czasu musiałam dolewać trochę wody, szybko wyparowywała. Na koniec przyprawiłam solą, pieprzem i posypałam startym parmezanem. Wymieszałam i miałam obiad gotowy w 20 minut, a co ważniejsze każdy jadł to co chciał.
Naleśniki! Tylko, że ja nie miałam ochoty na takie z samym cukrem pudrem, tym przecież nie da się najeść, poza tym są za słodkie. Niejadek jednak takie preferuje, chyba, że w przedszkolu, to wtedy i z serem, i z dżemem, i chyba ze wszystkim zje, ale w domu... Trudno. Byłąm skazana na naleśniki, które swoją drogą bardzo lubię i robię je ekspresowo, a co najważniejsze mniej śmierdzą niż placki ziemniaczane. Przepis na naleśniki podałam już kiedyś w poście Proste jak naleśnik.
Zostaje kwestia farszu. Postawiłam na kurczaka i szpinak. Widziałam ostatnio jakieś zdjęcie rolady z tymi składnikami i jakoś mi ich zestawienie w pamięć zapadło. Do przygotowania szybkiego farszu potrzeba:
300g piesi z kurczaka
300g rozdrobnionego mrożonego szpinaku
kilka kawałków pomidorów suszonych
2 ząbki czosnku
olej
sól
czarny pieprz
parmezan
Kurczaka pokrojonego w drobną kostkę podsmażyłam na oleju na złoto kolor. Wrzuciłam szpinak na patelnię i wszytko mieszałam, kiedy szpinak się całkiem roztopił i zaczął bulgotać dodałam drobno pokrojone pomidory suszone i wycisnęłam czosnek. Od czasu do czasu musiałam dolewać trochę wody, szybko wyparowywała. Na koniec przyprawiłam solą, pieprzem i posypałam startym parmezanem. Wymieszałam i miałam obiad gotowy w 20 minut, a co ważniejsze każdy jadł to co chciał.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Tajska zupa z kurczakiem
Pierwsze plany walentynkowe były romantyczne i odpowiednio kiczowate, w klimacie nowego święta. Na całe szczęście nic z tego nie wyszło. Na szybko musiałam wykombinować jakiś obiad, skoro plany restauracyjne legły w gruzach. Wpadłam na ekspresowe zakupy do biedronki. Przypomniałam sobie, że ostatnio czytałam przepis na zupę tajską z kurczakiem. Nie bardzo pamiętałam jakie składniki były potrzebne, więc postanowiłam zadać się na moją kreatywność. Kupiłam praktycznie wszystko oprócz papryczki chilli i mleczka kokosowego. Brakujące składniki zostały mi doniesione. Do przygotowania zupy potrzebowałam:
400-500g piersi z kurczaka
małą cebule
1 papryczkę chili
pół papryki
1 marchewkę
pęczek szczypiorku
limonkę
pół puszki mleczka kokosowego
curry
sól
słodka papryka
2 ząbki czosnku
pieprz cayenne
Kurczaka oczyściłam, pokroiłam w kostkę i nasmarowałam curry, słodką papryką, olejem i dałam mu odpocząć. Cebulę, paprykę, szczypiorek i chilli pokroiłam. Skoro były walentynki uznałam, że marchewkę pokroję w plasterki w kształcie serduszek. Mięso wysmażyłam na złoto, przełożyłam do garnka dodałam cebulę, paprykę, czosnek (całe ząbki),chilli i wlałam wodę, tak żeby przykryła wszystko. Kiedy marchewka zmiękła, zgasiłam gaz. Przyprawiłam sokiem z limonki, solą, pieprzem, dodałam jeszcze trochę curry, a na koniec wlałam pół puszki mleczka kokosowego. Przed podaniem posypałam szczypiorkiem.
400-500g piersi z kurczaka
małą cebule
1 papryczkę chili
pół papryki
1 marchewkę
pęczek szczypiorku
limonkę
pół puszki mleczka kokosowego
curry
sól
słodka papryka
2 ząbki czosnku
pieprz cayenne
Kurczaka oczyściłam, pokroiłam w kostkę i nasmarowałam curry, słodką papryką, olejem i dałam mu odpocząć. Cebulę, paprykę, szczypiorek i chilli pokroiłam. Skoro były walentynki uznałam, że marchewkę pokroję w plasterki w kształcie serduszek. Mięso wysmażyłam na złoto, przełożyłam do garnka dodałam cebulę, paprykę, czosnek (całe ząbki),chilli i wlałam wodę, tak żeby przykryła wszystko. Kiedy marchewka zmiękła, zgasiłam gaz. Przyprawiłam sokiem z limonki, solą, pieprzem, dodałam jeszcze trochę curry, a na koniec wlałam pół puszki mleczka kokosowego. Przed podaniem posypałam szczypiorkiem.
sobota, 29 czerwca 2013
Kurczak w sosie...
Nie wiem czy ja tak
tylko mam, czy więcej osób z mięs preferuje kurczaka. W moim
przypadku, to chyba trochę z lenistwa, bo do porządnego sklepu
mięsnego mam nie po drodze, więc idę do marketu biorę tackę i
problem z głowy. Ostatnio cierpiałam na jakiś brak weny twórczej
w kuchni. Zrobiło się ciepło i odechciało mi się gotować, z
resztą przed urlopem człowiek jakiś taki wypompowany się czuje.
Żywiłam się głównie warzywami i owocami. Truskawki to mnie w
zasadzie opętały i robiłam z nimi wszystko, nawet jeśli zdrowy
rozsądek podpowiadał mi, że tak nie można.
Dzisiaj rano obudziłam się z mocnym postanowieniem poprawy i uznałam, że ugotuję porządny obiad, a najlepiej coś czego dawno nie robiłam. Kiedyś już pisałam, o braku dań z sosem na moim stole z uwagi na fanaberie mojego syna. Pewnie to jeden z powodów, dlatego wiecznie decyduję się na kurczaka. Przygotowanie go na dwa sposoby, w krótkim czasie i w małej kuchni nie nastręcza wielu problemów. Dla młodego były kotleciki, a dla mnie kurczak w sosie serowym z brokułami i pieczarkami. Ugotowałam do tego makaron, który bardzo lubię ale rzadko jadam.
Wypiłam rano kawę i dalej nie miałam pomysłu na obiad. Z resztki rosołu zmajstrowałam krupnik dla małego, ale nadal nie miałam koncepcji na danie główne. Uznałam, że najlepiej będzie wybrać się do naszego lokalnego warzywniaka. Spacery po jarzyny i owoce zawsze sprawiały mi dużą przyjemność. Można pogadać z panią i wszystko odbywa się w takiej przyjemnej, bezstresowej atmosferze. Po drodze wymyśliłam sobie recept na kurczaka, ale nie było brokuła, zostały tylko kalafiory, jak się idzie w sobotę koło południa po zakupy to taka sytuacja jest prawie nieunikniona. Tak czy inaczej do godziny 14.00 udało mi się zdobyć wszystkie ingredienty czyli:
3 łyżki oleju
kilka gałązek tymianku
2 filety z piersi kurczaka
7 pieczarek średniej wielkości
1 małego brokuła
parmezan
1 ząbek czosnku
2 łyżki śmietany
1 łyżkę mąki
sól
czarny pieprz
Kurczaka umyłam, wycięłam wszystko co mi się nie podobało i pokroiłam w kostkę. Na patelni rozgrzałam olej z gałązkami tymianku, które wyjęłam przed wrzuceniem mięsa. Kurczaka usmażyłam na złoto i dodałam kapelusze pieczarek, pokrojone na sześć części. Wcześniej obgotowałam brokuła, podzielonego na drobne różyczki. Posoliłam pieczarki i kiedy puściły sok zalałam patelnię wodą tak, żeby sięgała do płowy zawartości. Dodałam brokuły i wycisnęłam ząbek czosnku. Gotowałam przez około minutę, ścierając parmezan. Dodałam sól i pieprz, zagęściłam mąką i zabieliłam śmietaną. Wyszło smacznie i nie za ciężko i przede wszystkim z makaronem.
Dzisiaj rano obudziłam się z mocnym postanowieniem poprawy i uznałam, że ugotuję porządny obiad, a najlepiej coś czego dawno nie robiłam. Kiedyś już pisałam, o braku dań z sosem na moim stole z uwagi na fanaberie mojego syna. Pewnie to jeden z powodów, dlatego wiecznie decyduję się na kurczaka. Przygotowanie go na dwa sposoby, w krótkim czasie i w małej kuchni nie nastręcza wielu problemów. Dla młodego były kotleciki, a dla mnie kurczak w sosie serowym z brokułami i pieczarkami. Ugotowałam do tego makaron, który bardzo lubię ale rzadko jadam.
Wypiłam rano kawę i dalej nie miałam pomysłu na obiad. Z resztki rosołu zmajstrowałam krupnik dla małego, ale nadal nie miałam koncepcji na danie główne. Uznałam, że najlepiej będzie wybrać się do naszego lokalnego warzywniaka. Spacery po jarzyny i owoce zawsze sprawiały mi dużą przyjemność. Można pogadać z panią i wszystko odbywa się w takiej przyjemnej, bezstresowej atmosferze. Po drodze wymyśliłam sobie recept na kurczaka, ale nie było brokuła, zostały tylko kalafiory, jak się idzie w sobotę koło południa po zakupy to taka sytuacja jest prawie nieunikniona. Tak czy inaczej do godziny 14.00 udało mi się zdobyć wszystkie ingredienty czyli:
3 łyżki oleju
kilka gałązek tymianku
2 filety z piersi kurczaka
7 pieczarek średniej wielkości
1 małego brokuła
parmezan
1 ząbek czosnku
2 łyżki śmietany
1 łyżkę mąki
sól
czarny pieprz
Kurczaka umyłam, wycięłam wszystko co mi się nie podobało i pokroiłam w kostkę. Na patelni rozgrzałam olej z gałązkami tymianku, które wyjęłam przed wrzuceniem mięsa. Kurczaka usmażyłam na złoto i dodałam kapelusze pieczarek, pokrojone na sześć części. Wcześniej obgotowałam brokuła, podzielonego na drobne różyczki. Posoliłam pieczarki i kiedy puściły sok zalałam patelnię wodą tak, żeby sięgała do płowy zawartości. Dodałam brokuły i wycisnęłam ząbek czosnku. Gotowałam przez około minutę, ścierając parmezan. Dodałam sól i pieprz, zagęściłam mąką i zabieliłam śmietaną. Wyszło smacznie i nie za ciężko i przede wszystkim z makaronem.
piątek, 31 maja 2013
Kurczak na dwa sposoby
Chwila, w której mój
syn zaczął wybrzydzać i uznał, że je tylko suche potrawy, stałą
się dla mnie małą osobistą katastrofą. Przestałam robić
spaghetti, jednogarnkowe dania i wszystko co było w sosie. Jeśli
mam straszną ochotę na coś i prześladuje mnie to przez tydzień,
to po prostu gotuje dwa obiady. Pojawia się u mnie jeszcze
kwestia obiadu w pracy, który najczęściej zabieram z domu i
na miejscu podgrzewam. Najwygodniejsze są geste „eintopfy”.
Kilka dni temu stanęłam przed problemem obiadu dla mnie i obiadu
dla małego. Uznałam, że bez skrupułów wykorzystam kurczaka
na dwa sposoby. Z dwóch średniej wielkości piersi przygotowałam
dwa dania.
Podstawą przygotowania było odpowiednie oprawienia mięsa. Do kotlecików potrzebowałam cienkie (ok. 5mm) plastry mięsa, które pocięłam na kawałki o maksymalnej długości 6-7 cm, resztę mięsa pokroiłam w kostkę.
Kotleciki były dla dziecka. Nie chciałam ich panierować w nudnej bułce. Wymyśliłam panierkę zdrowszą z orzechów i nasion. Do przygotowania kotlecików potrzeba:
plasterki z piersi kurczaka
2 garści nerkowców
4 garści sezamu
sól
czarny pieprz
słodką paprykę
jajko
kilka kropli sosu sojowego
olej
Zaczęłam od posiekania nerkowców. Siekanie sprawia mi przyjemność i uważam je za relaksujące, dlatego bardzo powoli i bardzo dokładnie je rozdrobniłam. Przełożyłam na talerz, dosypałam sezam i czerwoną paprykę. Nie umiem określić dokładnych proporcji. Było jej tyle, że po zmieszaniu panierka miała ceglany kolor. Dodałam szczyptę pieprzu i sól. Do roztrzepanego jajka wkropiłam trochę sosu sojowego. Obtoczone w jajku i panierce kawałki mięsa smażyłam na złoty kolor. Kurczak po usmażeniu było wilgotny i miało w sobie coś orientalnego, mimo braku curry czy kurkumy. A co najważniejsze, na drugi dzień okazało się, że niejadkowi smakowało.
Mój obiad do pracy był typowym kurczakiem w warzywach z patelni. Prócz mięsa do przygotowania potrzebowałam:
1 czerwoną paprykę
sporą garść czarnych oliwek
pół średniej cebuli
ząbek czosnku
pół kieliszka czerwonego wina półwytrawnego
sól
pieprz
olej
Mięso pokrojone w kostkę podsmażyła, kiedy miało już złoty kolor, dodałam cebulę pokrojoną w piórka i ząbek czosnku pokrojony w plasterki. Kiedy cebula stała się szklista zalałam całość wodą i dorzuciłam paprykę pokrojoną w zapałkę i oliwki w połówki. Dolałam wino i odrobinę posoliłam. Kiedy papryka zmiękłą posypałam całość świeżo zmielonym czarnym pieprzem i finito.
Do jednej i drugiej wersji kurczaka była kasza jęczmienna. A młody miał dodatkowo mizerię, która jest w zasadzie obowiązkowa zawsze i wszędzie.
Podstawą przygotowania było odpowiednie oprawienia mięsa. Do kotlecików potrzebowałam cienkie (ok. 5mm) plastry mięsa, które pocięłam na kawałki o maksymalnej długości 6-7 cm, resztę mięsa pokroiłam w kostkę.
Kotleciki były dla dziecka. Nie chciałam ich panierować w nudnej bułce. Wymyśliłam panierkę zdrowszą z orzechów i nasion. Do przygotowania kotlecików potrzeba:
plasterki z piersi kurczaka
2 garści nerkowców
4 garści sezamu
sól
czarny pieprz
słodką paprykę
jajko
kilka kropli sosu sojowego
olej
Zaczęłam od posiekania nerkowców. Siekanie sprawia mi przyjemność i uważam je za relaksujące, dlatego bardzo powoli i bardzo dokładnie je rozdrobniłam. Przełożyłam na talerz, dosypałam sezam i czerwoną paprykę. Nie umiem określić dokładnych proporcji. Było jej tyle, że po zmieszaniu panierka miała ceglany kolor. Dodałam szczyptę pieprzu i sól. Do roztrzepanego jajka wkropiłam trochę sosu sojowego. Obtoczone w jajku i panierce kawałki mięsa smażyłam na złoty kolor. Kurczak po usmażeniu było wilgotny i miało w sobie coś orientalnego, mimo braku curry czy kurkumy. A co najważniejsze, na drugi dzień okazało się, że niejadkowi smakowało.
Mój obiad do pracy był typowym kurczakiem w warzywach z patelni. Prócz mięsa do przygotowania potrzebowałam:
1 czerwoną paprykę
sporą garść czarnych oliwek
pół średniej cebuli
ząbek czosnku
pół kieliszka czerwonego wina półwytrawnego
sól
pieprz
olej
Mięso pokrojone w kostkę podsmażyła, kiedy miało już złoty kolor, dodałam cebulę pokrojoną w piórka i ząbek czosnku pokrojony w plasterki. Kiedy cebula stała się szklista zalałam całość wodą i dorzuciłam paprykę pokrojoną w zapałkę i oliwki w połówki. Dolałam wino i odrobinę posoliłam. Kiedy papryka zmiękłą posypałam całość świeżo zmielonym czarnym pieprzem i finito.
Do jednej i drugiej wersji kurczaka była kasza jęczmienna. A młody miał dodatkowo mizerię, która jest w zasadzie obowiązkowa zawsze i wszędzie.
środa, 22 maja 2013
Trochę słodki i trochę ostry kurczak, który słoika nie widział
W
ostatni łikend, miałam okazję urzędować po raz kolejny w
nieswojej kuchni. Byłam z synem u rodziców. Miałam zamiar trochę
odpocząć i nie gotować. Strach przed kuchnią po ostatnim wielkim
pieczeniu tlił się jeszcze gdzieś w środku. W okolicy południa
mama zaczęła przeprowadzać mały researcher, w celu stwierdzenia
kto na co ma ochotę. Ja nie miałam zdania. Mały nie odpowiedział,
był straszliwie zajęty czytaniem Encyklopedii Star Wars. Z
kręgu milczenia wyłamał się ojciec, który stwierdził, że dawno
nie jadł ryżu z takim sosem ze słoika.
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Nie
miałam ochoty na gotowanie, ale opcja obiadu ze słoika zmroziła mi
krew w żyłach. Nie to, abym była jakąś straszną przeciwniczką
słoików. Swego czasu to nawet byłam ich wielbicielką, ale teraz
kiedy większość produktów z benzoesanem mi szkodzi, nie chętnie
po nie sięgam. Sytuacja dojrzała do tego, żebym wzięła się za
gotowanie. Poprosiłam mamę, żeby kupiła podwójny płat z
kurczaka i ugotowała ryż. Po resztę zakupów poszłam z małym i
przy okazji zaliczyliśmy całkiem długi spacer. Wchodząc do
sklepu, nie wiedziałam do końca czego chcę. Ostateczna wizja
narodziła się gdzieś między działami warzywnym, a owocowym.
Planowałam zrobić sos niepomidorowy i coś z nutką orientalną.
Trochę pokręciliśmy się po sklepie, dałam się naciągnąć na
ciasteczka i spędziliśmy sporo czasu przed regałem z przyprawami.
Jako zawodowo czynny bibliotekarz, doszukuję się jakiegoś porządku
i układu w tych małych torebkach. Nigdy go jeszcze nie odnalazłam,
choć wciąż mam nadzieję. Niestety zawsze trafiam na ścianę
chaosu. Nie lepiej było by to ustawić w układzie alfabetycznym
albo chociaż rzeczowym?
Zakupy
zrobiłam, nie udało mi się kupić niesolonych fistaszków, więc
zadowoliłam się tymi przyprawionymi. Przed posiekaniem po prostu je
opłukałam. Daniem na sobotni obiad był kurczak słodko-ostry, do
jego przygotowania potrzeba:
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







