Wielokrotnie pisałam, że mam w domu niejadka. Próby podsunięcia czegoś nowego pod pyszczek spotykają się z reguły ze stanowczym i ostentacyjnym: NIE! Jednak jest na niego pewna metoda. Jak uda się wcisnąć mu jednego kęsa i jeśli mu posmakuje... To czasem nawet prosi o dokładkę. Poza tym ostatnio oglądał ze mną programy kulinarne w telewizji. Wszystkiego tam próbowali i w dodatku dzieci gotowały. Postanowiłam wykorzystać chwilę zapału i dałam mu do spróbowania listek bazylii. Posmakowało! Opowiedziałam o pesto, nie takim prawdziwym, tylko takim na potrzeby niejadka. Pomysł przypadła do gustu i został zaakceptowany.
Miałam trochę ciasta makaronowego w lodówce. Rozwałkowany placek mógł sam przepuścić przez maszynkę i zrobić nitki. Pesto sam miksował i sam wrzucał wszystkie składniki do maszyny rozdrabniającej. Nie ucieraliśmy, zbyt duży nakład pracy, zbyt szybko by się znudził. Do przygotowania arachidowego pesto potrzeba:
1/2 krzaczka bazylii
100g orzeszków ziemnych nie solonych
4 łyżki oleju arachidowego
sól
Jak wspomniałam wyżej, wszystko zostało zmiksowane na papkę. Soli użyłam bardzo mało. Gotowe pesto zmieszałam z gorącym, odcedzonym makaronem i obiad był gotowy. Potrawa się przyjęła. Poniżej nasz pierwszy po urlopowy obiad, wersja dla mamy, dziecko jada bez parmezanu oczywiście.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy ziemne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy ziemne. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 sierpnia 2014
środa, 22 maja 2013
Trochę słodki i trochę ostry kurczak, który słoika nie widział
W
ostatni łikend, miałam okazję urzędować po raz kolejny w
nieswojej kuchni. Byłam z synem u rodziców. Miałam zamiar trochę
odpocząć i nie gotować. Strach przed kuchnią po ostatnim wielkim
pieczeniu tlił się jeszcze gdzieś w środku. W okolicy południa
mama zaczęła przeprowadzać mały researcher, w celu stwierdzenia
kto na co ma ochotę. Ja nie miałam zdania. Mały nie odpowiedział,
był straszliwie zajęty czytaniem Encyklopedii Star Wars. Z
kręgu milczenia wyłamał się ojciec, który stwierdził, że dawno
nie jadł ryżu z takim sosem ze słoika.
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Nie
miałam ochoty na gotowanie, ale opcja obiadu ze słoika zmroziła mi
krew w żyłach. Nie to, abym była jakąś straszną przeciwniczką
słoików. Swego czasu to nawet byłam ich wielbicielką, ale teraz
kiedy większość produktów z benzoesanem mi szkodzi, nie chętnie
po nie sięgam. Sytuacja dojrzała do tego, żebym wzięła się za
gotowanie. Poprosiłam mamę, żeby kupiła podwójny płat z
kurczaka i ugotowała ryż. Po resztę zakupów poszłam z małym i
przy okazji zaliczyliśmy całkiem długi spacer. Wchodząc do
sklepu, nie wiedziałam do końca czego chcę. Ostateczna wizja
narodziła się gdzieś między działami warzywnym, a owocowym.
Planowałam zrobić sos niepomidorowy i coś z nutką orientalną.
Trochę pokręciliśmy się po sklepie, dałam się naciągnąć na
ciasteczka i spędziliśmy sporo czasu przed regałem z przyprawami.
Jako zawodowo czynny bibliotekarz, doszukuję się jakiegoś porządku
i układu w tych małych torebkach. Nigdy go jeszcze nie odnalazłam,
choć wciąż mam nadzieję. Niestety zawsze trafiam na ścianę
chaosu. Nie lepiej było by to ustawić w układzie alfabetycznym
albo chociaż rzeczowym?
Zakupy
zrobiłam, nie udało mi się kupić niesolonych fistaszków, więc
zadowoliłam się tymi przyprawionymi. Przed posiekaniem po prostu je
opłukałam. Daniem na sobotni obiad był kurczak słodko-ostry, do
jego przygotowania potrzeba:
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


