Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2016

Kurczak w sezamie

Moje zmagania z dolegliwościami pokarmowymi wywołanymi posiadaniem szybko powiększającej się fasolki w brzuchu dalej trwają. Unikam smażonego jak ognia, w zasadzie trzymam się z daleka od jakiegokolwiek tłuszczu. Nawet chudy rosołek jest sprawcą potwornej zgagi. Dlatego staram się jeść dania pieczone. Jak falafele o który pisałam ostatnio. Kolejnym problemem jest zapach mięsa. Surowe wywołuje u mnie mdłości, mimo, że jestem na półmetku ciąży. Na szczęście w krojeniu surowizny wyręcza mnie mąż, a jak trzeba to i w panierowaniu też. Dzięki współpracy udało nam się ostatnio przygotować kurczaka pieczonego w sezamie. Bardzo lubię czarny sezam, uważam że wygląda mrocznie i tajemniczo, dlatego z zamiłowaniem go używam. Do przygotowania kurczaka potrzeba:

500g piersi z kurczaka
sezam (kolor nie gra roli)
pieprz cayenne
sól
mielony imbir

Piersi kurczaka umyte i pokrojone w medaliony wymoczyłam w jajku i obtoczyłam w mieszance dwóch sezamów z dodatkiem soli, mielonego imbiru i pieprzu cayenne. Panierka nie musi przylegać dokładnie do całości. Kawałki mięsa ułożyłam na blaszce przykrytej papierem do pieczenia i trzymałam w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni Celsjusza  do chwili kiedy były złociste.



sobota, 1 czerwca 2013

Chałwa: słodki dzień dziecka

Czemu chałwa? W tym przypadku moje motywy były inne niż zwykle. Nie chodziło o spróbowanie czegoś nowego czy zrobienie komuś przyjemności albo przygotowanie posiłku. Chciałam udowodnić sama przed sobą, że potrafię coś lepiej zrobić, a dokładnie ładniej. Nie lubię chałwy, w odróżnieniu od kilku fanatyków których znam. Nigdy nawet nie zastanawiałam się jak i z czego się ją robi. Dwa dni temu zostałam oświecona. Jednak po kolei.


Pogoda była paskudna, miałam lenia i czułam się śpiąca, żeby coś szumiało włączyłam telewizor. Z reguły tego nie robię, bo telewizor kradnie mi czas. Jak coś mnie zainteresuje to stoję i gapię się w ekran jak ciele na malowane wrota. Przeskakiwałam po kanałach i trafiłam na polski program około kulinarny. Nie przepadam za prowadzącą i za formułą, ale treści są ciekawe. Okazało się, że pokazują tam też recepty. Odcinek był o słodyczach i jakaś pani opowiadała jak robi się chałwę. Byłam zaskoczona, że jest ona tak prosta w przygotowaniu. Pani z telewizji wszystko świetnie wyjaśniła, a ja wchłonęłam przepis jak gąbka. Zaskoczył mnie wygląd i sposób prezentacji słodkiego przysmaku. Zirytowało mnie to do tego stopnia, że postanowiłam też zrobić chałwę, ale ładniejszą. 


Zamiast plastikowych pudełek, a'la pudełka na śledzia z garmażerki i foli spożywczej użyłam sylikonowej foremki na babeczki, z której bez problemu chałwa sama wypadła. Nie szukałam przepisu. Uznałam, że wskazówki z przed dwóch dni mi wystarczą. Chciałam przygotować coś smacznego, słodkiego (w końcu dzisiaj dzień dziecka) i ładnego. Nie zrobiłam płaskich, nie równych placków z powbijanymi na wierzchu pistacjami i z odbitymi palcami. Moja chałwa wyglądała jak mini torciki. Może zachowuję się jak marudna zołza, ale jestem przeczulona na punkcie doznań estetyczny. Jak coś jest brzydkie nie chce się tego jeść. Wspominałam już o tym w tekście o cukinii i mango. Coś mnie chyba ostatnio w tym względzie ugryzło i podejrzewam, że nie ostatni raz wytrząsam się na temat estetyki w kuchni. 


Wracając do chałwy. Brak mi doświadczenia w materii mielenia sezamu i  nie mam odpowiedniego sprzętu, który umiałby sobie poradzić jednorazowo z sześciuset gramami nasion. To też musiałam się pobawić i prace podzieliłam na trzy etapy. Wzięły się to z trzech smaków, które postanowiłam zrobić. Do zapełnienia dwóch wytłoczek na babeczki potrzeba:


200g sezamu
100g miodu





Zmielony na gładką masę sezam połączyłam z miodem i baza była gotowa. Potem dokładałam  dodatki. Jako pierwszą przygotowałam chałwę z pistacjami (były solone więc je przepłukałam) Na dnie wytłoczki włożyłam ładne, zielone połówki, a resztę orzechów posiekałam i zmieszałam z masą, którą następnie przełożyłam do foremki. 


Drugi smak jaki sobie wykoncypowałam to chałwa arachidowa. Nie solone orzech zmieliłam na gładką masę i dodałam do bazy z sezamu. Połączyłam je tak, żeby oba kolory były widoczne w końcowym efekcie, a chałwa była marmurkowa. Część fistaszków posiekałam bardzo drobno i ułożyłam na dnie foremek przed przełożeniem masy. 
Ostatni smak jaki dzisiaj zrobiłam to chałwa waniliowa. Do masy dodałam po prostu startą laskę wanilii. Na dno wytłoczek wysypałam trochę orzeszków piniowych i przełożyłam chałwę. 


Zgodnie z zaleceniami pani z telewizji trzymałam całość w lodówce przez dwie godziny. Nie lubię chałwy, ale ta mi smakowała i ładnie wyglądała, no przynajmniej lepiej niż ta w telewizorze. Zresztą, jak ktoś ma ochotę skrytykować moje poczucie estetyki to zapraszam do obejrzenia zdjęć na fb.




piątek, 31 maja 2013

Kurczak na dwa sposoby

Chwila, w której mój syn zaczął wybrzydzać i uznał, że je tylko suche potrawy, stałą się dla mnie małą osobistą katastrofą. Przestałam robić spaghetti, jednogarnkowe dania i wszystko co było w sosie. Jeśli mam straszną ochotę na coś i prześladuje mnie to przez tydzień, to po prostu gotuje dwa obiady.  Pojawia się u mnie jeszcze kwestia obiadu w pracy, który najczęściej zabieram z domu i  na miejscu podgrzewam. Najwygodniejsze są geste „eintopfy”. Kilka dni temu stanęłam przed problemem obiadu dla mnie i obiadu dla małego.  Uznałam, że bez skrupułów wykorzystam kurczaka na dwa sposoby. Z dwóch średniej wielkości piersi przygotowałam dwa dania.

Podstawą przygotowania było odpowiednie oprawienia mięsa. Do kotlecików potrzebowałam cienkie (ok. 5mm) plastry mięsa, które pocięłam na kawałki o maksymalnej długości 6-7 cm, resztę mięsa pokroiłam w kostkę.

Kotleciki były dla dziecka. Nie chciałam ich panierować w nudnej bułce. Wymyśliłam panierkę zdrowszą z orzechów i nasion. Do przygotowania kotlecików potrzeba:

plasterki z piersi kurczaka
2 garści nerkowców
4 garści sezamu
sól
czarny pieprz
słodką paprykę
jajko
kilka kropli sosu sojowego
olej

Zaczęłam od posiekania nerkowców. Siekanie sprawia mi przyjemność i uważam je za relaksujące, dlatego bardzo powoli i bardzo dokładnie je rozdrobniłam. Przełożyłam na talerz, dosypałam sezam i czerwoną paprykę. Nie umiem określić dokładnych proporcji. Było jej tyle, że po zmieszaniu panierka miała ceglany kolor. Dodałam szczyptę pieprzu i sól. Do roztrzepanego jajka wkropiłam trochę sosu sojowego. Obtoczone w jajku i panierce kawałki mięsa smażyłam na złoty kolor. Kurczak po usmażeniu było wilgotny i miało w sobie coś orientalnego, mimo braku curry czy kurkumy. A co najważniejsze, na drugi dzień okazało się, że niejadkowi smakowało.


Mój obiad do pracy był typowym kurczakiem w warzywach z patelni. Prócz mięsa do przygotowania potrzebowałam:

1 czerwoną paprykę
sporą garść czarnych oliwek
pół średniej cebuli
ząbek czosnku
pół kieliszka czerwonego wina półwytrawnego
sól
pieprz
olej

Mięso pokrojone w kostkę podsmażyła, kiedy miało już złoty kolor, dodałam cebulę pokrojoną w piórka i ząbek czosnku pokrojony w plasterki. Kiedy cebula stała się szklista zalałam całość wodą i dorzuciłam paprykę pokrojoną w zapałkę i oliwki w połówki. Dolałam wino i odrobinę posoliłam. Kiedy papryka zmiękłą posypałam całość świeżo zmielonym czarnym pieprzem i finito.

Do jednej i drugiej wersji kurczaka  była kasza jęczmienna. A młody miał dodatkowo mizerię, która jest w zasadzie obowiązkowa zawsze i wszędzie.