Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 kwietnia 2016

Śniadanie: zupa mleczna z kaszą jęczmienną

Spotkałam się z określeniem, że płatki z mlekiem to zupa mleczna. Jakoś określenie to mi tu kompletnie nie pasuje. W takim razie idąc dalej tym tropem, jogurt naturalny z musli powinien być nazywany kremem na zimno. Dla mnie zupa mleczna musi zawierać w sobie coś gotowanego, makaron, ryż albo kaszę. Ta ostatnia to moja ulubiona wersja. Z kaszą jęczmienną średnią, nie z pęczakiem, jest on zdecydowanie za duży. Za to manna kojarzy mi się z papką dla dzieci. Średnia jest dla mnie taka akuratna. Przygotowuję ją dokładnie tak jak moja mama, a przednią babcia. 

Porcja na osobę to:
3 łyżki kaszy
1 łyżeczka cukru
ok. szklanka mleka

Do wrzącej, lekko osolonej wody wrzucam kaszę (wody wlewam tyle, żeby kasza całą wchłonęła). Powoli gotuję ją na małym ogniu. Trzeba jej pilnować, łatwo może się przypalić. Kiedy kasza jest ugotowana wlewam do niej mleko i wsypuję łyżeczkę cukru. Mieszam wszystko dokładnie i śniadanie gotowe. Zajmuje to trochę więcej czasu niż zrobienie jajecznicy czy tosta, jednak jak mam rano czas to wolę takie śniadanie. Smakuje dzieciństwem i beztroską. 


czwartek, 11 grudnia 2014

Puszyste śniadanie z omletem białkowym i bez glutenu

"Śniadanie to podstawowy posiłek", zdanie powtarzane jak mantra. No cóż czy się to komuś podoba czy  nie tak jest. Ja osobiście nie jestem wielbicielką śniadań. Do godziny 13:00 spokojnie mogę nie jeść i wcale nie odczuwam głodu. Trzy kawy świetnie zastępują  mi  posiłek. Jednak zdrowy rozsądek stuka mi gdzieś w tył czaszki i powtarza, że tak nie można. W ramach życzeń na trzydziestkę ktoś podesłał mi link do artykułu. Był on o tym dzieje z organizmem po trzeciej dekadzie i trochę się przestraszyłam. Postanowiłam, że koniec zwalania wszystkiego na brak czasu i trzeba się za siebie wziąć. Nie jestem rano głodna, ale staram się zjeść coś zdrowego, żeby nie wychodzić do pracy z pustym żołądkiem i nie robić przysługi wrzodom.

W dni wolne staram się bardziej. Ostatnio przygotowałam na śniadanie omlet białkowy i sałatkę z fenkułem. Sałatka była niczego sobie. Znalazłam przepis w internecie, trochę go oczywiście zmodyfikowałam. Jednak kiedy doszło do konsumpcji uznałam, że receptura wymaga dopracowania. Dlatego na razie w ramach dygresji od omletu tylko zdjęcie, a przepis w najbliższym czasie.


Tymczasem pomysł na omlet pojawił się kiedy czytałam jakieś jadłospisy znanych ludzi. Co druga osoba, ponoć codziennie jada takie omlety na śniadanie. Miałam kilka białek w lodówce (żółtka wylądowały w carbonarze) i uznałam, że to ten moment. Jak pisałam jakiś czas temu moda na unikanie glutenu zagościła pod moim dachem i jakoś nie chce minąć. Dlatego omlet dodatkowo był bezglutenowy. Do jego przygotowania potrzebowałam:

3 białek
łyżkę mąki z ciecierzycy
3 plastry szynki szwarcwaldzkiej
kawałek awokado
kawałek niebieskiego, twardego sera pleśniowego
ziarna słonecznika
olej słonecznikowy
masło

Białka ubiłam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodałam łyżkę mąki i miksowałam, aż całość miało gładką fakturę. Na patelnię wylałam trochę oleju i dałam kawałek masła. Na rozgrzany tłuszcz wysypałam trochę ziaren słonecznika, żeby się zarumieniły. Do piany dodałam, delikatnie mieszając: szynkę, awokado i ser. Wszystko pokrojone na drobne kawałki. Białą masę przełożyłam na patelnię. Omlet obróciłam jak zarumienił się z jednej strony, a kiedy druga była złota, śniadanie było gotowe.

 omlet bezglutenowy, glutenfreies Omelett,  tortilla sin gluten, omelette sans gluten, gluten-free omelette


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Omlet! Pyszne, ciepłe śniadanie w wersji włoskiej

Kanapka to najprostszy sposób na śniadanie. Automatycznie sięga się po pieczywo i  coś do niego. Sama z resztą tak robię. Inną opcja jest jajecznica, której nie znoszę, preferuję raczej jajka sadzone. Omlet robię bardzo rzadko, a szkoda. Sama na siebie dzisiaj z tego powodu nakrzyczałam. Jest to przecież danie z jajek, które ma nieskończoną ilość wariantów. Gama smaków jest niesamowicie bogata! Może być na słodko, kwaśno, ostro... Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. 

Dzisiaj rano miałam straszną ochotę na warzywa, a że wieczorem była pizza na kolację miała w czym wybierać. Ochota na włoską kuchnię mi nie minęła i śniadanie było w takim właśnie klimacie. Danie było na dwie osoby i ciężko określić mi ilość jajek (miałam w lodówce kilka przepiórczych i postanowiłam je zużyć), w końcu wszystko wymieszałam w jednej misce. Z tych powodów nie będę podawał proporcji. Do mojego włoskiego omlety potrzebowała:

jajka
mąkę pszenną
cukinię
pomidorki koktajlowe
paprykę
świeżą bazylię
świeżą pietruszkę
czarny pieprz
sól
olej

Jajka roztrzepałam z mąką. Wsypałam do miski cukinię, pomidorki i paprykę wszystko odpowiednio pokrojone w plasterki, ćwiartki i kostkę. Zioła pocięłam drobno nożyczkami, dosypałam soli, czarnego pieprzu i smażyłam. Przepadam za rukolą więc na talerzu wylądowała jeszcze garść zielonych listków.


omlet z warzywami kuchnia włoska

niedziela, 12 stycznia 2014

Słodkie śniadanie w amerykańskim stylu

Gdyby nie urlop i butelka syropu klonowego, który dostałam od matki, nie zrobiłabym pancakes. Cały czas zastanawiam się czy są to placki, czy naleśniki i nie jestem w stanie do końca odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nie miałam pomysłu co zrobić z syropem i tak wyszło. Szczytem mojej porannej aktywności jest zrobienie kanapek, dopiero po drugiej kawie się budzę. Nie musi być z kofeiną. Może być zbożowe placebo, byle byłoby ciepłe i z mlekiem. Zmusiłam się do podniesienia głowy z poduszki, zawlekłam się do kuchni, wypiłam pierwszy kubek i zorientowałam się, że w lodówce nie mam maślanki. 

Wieczorem, dnia poprzedniego zrobiłam małe recherche i na bazie kilku propozycji przygotowałam sobie przepis. Sytuacja beznadziejna, na dworze zimno, a ja nawet jeszcze nie zdążyłam dowlec się w stronę prysznica, a tu do sklepu trzeba iść. Byłam bliska kapitulacji. Na szczęście wystarczyło mi samozaparcia, ubrałam coś na grzbiet i udałam się w długą, dwuminutową wyprawę po maślankę. Udało się! Chłodne powietrze trochę mnie obudziło i drugą kawę wypiłam dopiero po zmiksowaniu ciasta. Do jego przygotowania potrzebowałam:

200 g mąki
1 jajko
250 ml maślanki
3 łyżki cukru pudru
1/2 paczki proszku do pieczenia
1 łyżkę sody

Ciasto wyszło gęste, chyba nawet za gęste. No, cóż pierwsza próba. Smażyłam je z dwóch stron, ładnie rosły i były całkiem smaczne. Jednego prawie spaliłam. Trochę się zagapiłam. Polewałam, ciepłe syropem i nakarmiłam wszystkich, którzy tego ranka byli na śniadaniu. Niejadek, oczywiście odmówił: "Nie podobają mi się takie naleśniki, nie są płaskie, ja wolę płaskie z cukrem pudrem". Podmiana na takiego z cukrem nie poskutkowała i skończyło się na bułce słodkiej, którą profilaktycznie kupiłam w trakcie wycieczki do sklepu. Jak słodkie śniadanie to dla wszystkich.



sobota, 2 marca 2013

Jajka na niedzielę

Jak rano wstanę będzie niedziela. Dzień, który kojarzy mi się leniwie, spokojnie i z odrabianiem lekcji. Przypomina mi się też późne śniadanie. Dziadek w niedzielę zawsze jadł jajecznicę z kiełbasą. Jako kilkuletni rozbójnik, wyjadałam mu z talerza co bardziej spieczone jej kawałki, ale jajek nie chciałam. Ojciec w niedzielę jada jajecznicę posypaną szczypiorkiem, smażoną obowiązkowo na maśle i koniecznie przez moją mamę. Ja lubię jajka smażone. Jednak jajecznica do mnie nie trafia. Moim faworytem jest jajko sadzone. Zawsze jem je z kromką chleba posmarowaną majonezem. Chyba, że się odchudzam to jem tylko jajko. Żółtko musi być płynne, pozwalam mu się rozlać po talerzu i na sam koniec wszystko wycieram owym chlebem, albo mając w poważaniu savoir-vivre, wylizuję talerz.

Czy zawsze trzeba jeść jajka pod tą samą postacią? Zdecydowanie nie! Monotonia w każdej sferze życia jest zabójcza, dlatego należy dbać o urozmaicenie. Mam kilka alternatyw na całkiem efektowne, nie nudne niedzielne jajka. Pierwsza, to

Chleb z dziurką i potrzeba do przygotowania:

1 jajko
1 kromkę chleba
trochę masła
trochę oleju
sól 

Wycinam w chlebie kształt, jestem leniwa i robię to dużą foremką do ciastek, zawsze obiecuję sobie coś fikuśnego następnym razem, jakąś głowę konia, albo chociaż gwiazdkę, którą wytnę nożem, a i tak zawsze zostaję przy kółku. Na patelni roztapiam masło i dolewam kapkę oleju, żeby masło się nie zaczęło palić. Obsmażam chleb z dziurkę i to co wycięłam z jednej strony, obracam i do dziurki w chlebie wbijam jajko. Robię to powoli, wylewając białko na brzegi otworu. Jak się zetnie to nie rozleje się poza chleb (wszystkie moje patelnie są z jakiegoś powodu krzywe). Kiedy jajko jest odpowiednio ścięte, a każdy ma w tej kwestii własne preferencje, ściągam całość z patelni.

Drugim sposobem, na ciekawe jajka są koszyczki z szynki. Na prawdę robią wrażenie, a są banalnie proste. Do przygotowania

Koszyczka z szynki potrzeba:

1 plaster szynki
1 jajko
sól


W foremce na babeczki układam plaster szynki. Musi on być nie byle jaki, plasterek polędwiczki sopockiej jest trochę za mały. Do ułożonej w koszyczek wędliny wbijam jajko i wkładam blaszkę do piekarnika rozgrzanego do 180°C na ok. 12 min. Jeszcze czasu nie jestem do końca pewna. Po kilku próbach nie jestem wstanie określić dokładnie ile czasu muszę trzymać jajo w gorącym brzuchu piekarnika, aby białko się ścięło, a żółtko pozostało płynne. Do koszyczków podaję pumpernikiel posmarowany masłem i posypany posiekanym szczypiorkiem. Mniam! Szkoda, że do śniadania jeszcze kilaka godzin. 



sobota, 23 lutego 2013

Efekt uboczny pieczenia tortu bezowego dla koleżanki Basi

W poprzednią niedzielę miałam bojowe zadanie. Koleżanka z pracy miała urodziny i obiecałam jej tort. Wszystkim znajomym robię torty na urodziny. Basia zażyczyła sobie tort bezowy z bitą śmietaną. Na początku wydawało mi się, że te smaki nie bardzo będą się komponować, mama przekonywał mnie, że wcale nie mam racji. Bojąc się porażki zrobiłam po swojemu. Jak zwykle zresztą. Efektem końcowym był cynamonowo-jabłkowy tort bezowy z bitą śmietaną. Uwielbiam krzątać się po kuchni, a pieczenie sprawia mi największą frajdę. Pomyśleć, że kilka lat temu moim szczytowym osiągnięciem kulinarnym był rozgotowany makaron z sosem z torebki. Teraz nawet bezy się nie boję.

Do tortu potrzebowałam sześć białek. Pojawił się problem. Co zrobić z sześcioma żółtkami? I o tym właśnie dzisiaj będzie, a tort bezowy cynamonowo-jabłkowy następnym razem. Mam słabość do babeczek. Wkurzają mnie tylko papilotki, dlatego zagustowałam w foremkach sylikonowych i robię coś co wygląda raczej jak bułeczki niż babeczki. Aby w pożyteczny sposób zużyć sześć żółtek i zrobić

Jajecznicę do ręki potrzeba:

200 ml jogurtu naturalnego
50 g masła
1 jajko
1,5 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sól 
pieprz
1-2 kiełbasy myśliwskiej albo inne, zależy kto co lubi
i oczywiście 6 żółtek, które zostały z tortu
trochę oleju.


Do miski wbiłam jajko i wlałam roztopione, chłodne masło, przy pomocy miksera połączyłam to w jednolitą, płynną masę. Wsypałam do tego mąkę, proszek do pieczenia, wlałam jogurt nasypałam soli i pieprzu (jak zwykle za mało) wymieniłam końcówki i miksowałam tak długo, aż w misce pojawiło się gładkie ciasto bez grudek.
W między czasie kiełbasę pokroiłam w kostkę i usmażyłam na paru kroplach oleju. Przestudzoną  wymieszałam z ciastem. Do foremki sylikonowej z sześcioma wytłoczkami przełożyłam po ok. półtorej kopiastej łyżki ciasta. Umyłam jajka (ja wszystko myję) i zaczęłam separację białek od żółtek. Białka do dużej miski, a żółtka po jednym na ciasto do wytłoczki. Jak zaczęłam się modlić, żeby przypadkiem któreś się nie rozwaliło to się rozwaliło. Na szczęście tylko jedno. Przykryłam żółtka kołderką z pozostałego ciasta i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego na 180°C. Wyciągnęłam jak miały złoty kolor.