Sama nigdy nie stosowałam diety Dukana, ale zdarza mi się od czasu do czasu robić sobie dni z samym białkiem. Czuję wtedy że mój organizm zaczyna działać na szybszych obrotach, jestem mniej zmęczona i poprawia mi się trawienie. Początkowo nie miałam pomysłu na moje białkowe dni. Jadłam to co można, ale bez specjalnego zapału. Jajka, tuńczyk z puszki w sosie własnym, pierś z kurczaka pieczony w rękawie, chudy ser biały, jogurt naturalny 0%, generalnie nudna prawie głodówka. Oczywiście sama nie wymyśliłam takiej fajnej diety, z nią jest tak samo jak z bezglutenowym jedzeniem, o którym już kiedyś pisałam.
Pewnego dnia gdy zarządzony został dzień białkowy uznałam, że koniec z tym bezpłciowym jedzeniem. Dokładnie wypytałam co możemy jeść, a co jest zabronione i zrobiłam sałatkę. Jest prosta, szybka i bezglutenowa, a jeśli ma być trochę podkręcona wystarczy dosypać do niej posiekanego szczypiorku.
Do jej przygotowania potrzeba:
6 jajek ugotowanych na twardo
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
5 czubatych łyżek jogurtu naturalnego 0%
2 łyżki musztardy francuziej
sól
kolorowy pieprz
posiekany koperek
posiekana natka pietruszki.
Jajka kroję w kostkę i dodaję do nich tuńczyka. Jogurt mieszam z musztardą, odrobiną soli, kolorowym pieprzem, siekanym koprem i pietruszką. Proporcje przypraw zależą od gustu przyrządzającego. Wszystko trzeba wymieszać i gotowe.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 lutego 2015
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Omlet! Pyszne, ciepłe śniadanie w wersji włoskiej
Kanapka to najprostszy sposób na śniadanie. Automatycznie sięga się po pieczywo i coś do niego. Sama z resztą tak robię. Inną opcja jest jajecznica, której nie znoszę, preferuję raczej jajka sadzone. Omlet robię bardzo rzadko, a szkoda. Sama na siebie dzisiaj z tego powodu nakrzyczałam. Jest to przecież danie z jajek, które ma nieskończoną ilość wariantów. Gama smaków jest niesamowicie bogata! Może być na słodko, kwaśno, ostro... Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia.
Dzisiaj rano miałam straszną ochotę na warzywa, a że wieczorem była pizza na kolację miała w czym wybierać. Ochota na włoską kuchnię mi nie minęła i śniadanie było w takim właśnie klimacie. Danie było na dwie osoby i ciężko określić mi ilość jajek (miałam w lodówce kilka przepiórczych i postanowiłam je zużyć), w końcu wszystko wymieszałam w jednej misce. Z tych powodów nie będę podawał proporcji. Do mojego włoskiego omlety potrzebowała:
jajka
mąkę pszenną
cukinię
pomidorki koktajlowe
paprykę
świeżą bazylię
świeżą pietruszkę
czarny pieprz
sól
olej
Jajka roztrzepałam z mąką. Wsypałam do miski cukinię, pomidorki i paprykę wszystko odpowiednio pokrojone w plasterki, ćwiartki i kostkę. Zioła pocięłam drobno nożyczkami, dosypałam soli, czarnego pieprzu i smażyłam. Przepadam za rukolą więc na talerzu wylądowała jeszcze garść zielonych listków.
Dzisiaj rano miałam straszną ochotę na warzywa, a że wieczorem była pizza na kolację miała w czym wybierać. Ochota na włoską kuchnię mi nie minęła i śniadanie było w takim właśnie klimacie. Danie było na dwie osoby i ciężko określić mi ilość jajek (miałam w lodówce kilka przepiórczych i postanowiłam je zużyć), w końcu wszystko wymieszałam w jednej misce. Z tych powodów nie będę podawał proporcji. Do mojego włoskiego omlety potrzebowała:
jajka
mąkę pszenną
cukinię
pomidorki koktajlowe
paprykę
świeżą bazylię
świeżą pietruszkę
czarny pieprz
sól
olej
Jajka roztrzepałam z mąką. Wsypałam do miski cukinię, pomidorki i paprykę wszystko odpowiednio pokrojone w plasterki, ćwiartki i kostkę. Zioła pocięłam drobno nożyczkami, dosypałam soli, czarnego pieprzu i smażyłam. Przepadam za rukolą więc na talerzu wylądowała jeszcze garść zielonych listków.
wtorek, 7 stycznia 2014
Resztki z imprezy
Ostatnio zrobiłam coś nowego. Gotowałam dla przeszło dwudziestu osób. Nie żaden obiad, ale na spotkanie towarzyskie w ramach urodzin. Takie tam przekąski, wszystko w mini wersjach do rączki, na jeden dwa kęsy góra. Pierwsza wersja wydarzeń zakładała, że wszyscy będą siedzieć przy stole, jednak okazało się, że jest za mały stół i że brakuje krzeseł. Więc padło na bufet szwedzki.Alkohole i kieliszki ustawiłam na kredensie, a jedzenie, talerze i sztućce na rozłożonym stole.
Na wieczorne menu składały się trzy sałatki, z czego dwie moje, jedną, bardzo smaczną zrobiła mama jubilata, dwa rodzaje mini tart, o których pisałam w poście Malutkie cudeńka, jajka z majonezem (musi być przecież tradycyjnie, do zakanszania), dwa rodzaje kanapek (z mięsem i bez mięsa), nachos z dipami (dipy przygotowałam sama) i pieczarki zapiekane, które wrzuciłam do piekarnika jak goście byli już w humorach. Oczywiście były jeszcze marynowane cebulki i oliwki do podgryzania. Jak się okazało tarty z tapenadą świetnie komponują się z czerwonym winem i znalazły oddanych amatorów, którzy zlokalizowali i zagarnęli cały ich zapas dla siebie.
W tym poście jednak nie rozchodzi się o dania z powyższego wieczoru. Chodzi o to co z niego zostało. A zostało całkiem sporo. W swoim pragmatyzmie zrobiłam większe zakup, żeby mieć ewentualnie coś w zapasie. Skończyło się na trzech obiadach i kilku śniadaniach, o kolacjach nie wspomnę. Najlepszy daniem jakie przygotowałam z resztek była tarta. W lodówce było wszystko oprócz puszki tuńczyka, którą wystarczyło kupić w biedronce za rogiem. Kluczowym problemem lodówki po imprezie były jajka. Ugotowałam ich za dużo, goście mieli ciekawsze przekąski, niż jajka z majonezem, więc przeszło dziesięć ugotowanych i obranych zostało w lodówce. Co może pasować do jajek? Oczywiście rybą, więc trafiło na tuńczyka. Łososiem się ostatnio strułam i teraz jest passe.
Do przygotowania po imprezowej tart z resztek wykorzystałam:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 puszkę rozdrobnionego tuńczyka w wodzie
pomidorki koktailowe
kawałek papryki
cebulki marynowane
kapary
dip pomidorowy (łagodny)
dwa surowe jajka
odrobinę mleka
świeży posiekany koper
mozzarella do zapiekania
Ciasto należy rozłożyć w formie i po nakłuwać widelcem. Na nim w rozetę ułożyć ćwiartki jajek , połówki pomidorków, pokrojoną w kostkę paprykę, cebulkę i kapary. Zalewajkę robimy z mieszaniny dipu, osączonego tuńczyka, mleka i surowych jajek, nawet nie specjalnie trzeba przyprawiać. Posypujemy tartym serem, a na wierzch kładziemy paski ciast. Do pieca na czterdzieści minut w temperaturze ok.180°C. Po wyjęci z piekarnika i nałożeniu na talerz koniecznie trzeba posypać świeżym, drobno posiekanym koprem. I już, gotowe.
Na wieczorne menu składały się trzy sałatki, z czego dwie moje, jedną, bardzo smaczną zrobiła mama jubilata, dwa rodzaje mini tart, o których pisałam w poście Malutkie cudeńka, jajka z majonezem (musi być przecież tradycyjnie, do zakanszania), dwa rodzaje kanapek (z mięsem i bez mięsa), nachos z dipami (dipy przygotowałam sama) i pieczarki zapiekane, które wrzuciłam do piekarnika jak goście byli już w humorach. Oczywiście były jeszcze marynowane cebulki i oliwki do podgryzania. Jak się okazało tarty z tapenadą świetnie komponują się z czerwonym winem i znalazły oddanych amatorów, którzy zlokalizowali i zagarnęli cały ich zapas dla siebie.
W tym poście jednak nie rozchodzi się o dania z powyższego wieczoru. Chodzi o to co z niego zostało. A zostało całkiem sporo. W swoim pragmatyzmie zrobiłam większe zakup, żeby mieć ewentualnie coś w zapasie. Skończyło się na trzech obiadach i kilku śniadaniach, o kolacjach nie wspomnę. Najlepszy daniem jakie przygotowałam z resztek była tarta. W lodówce było wszystko oprócz puszki tuńczyka, którą wystarczyło kupić w biedronce za rogiem. Kluczowym problemem lodówki po imprezie były jajka. Ugotowałam ich za dużo, goście mieli ciekawsze przekąski, niż jajka z majonezem, więc przeszło dziesięć ugotowanych i obranych zostało w lodówce. Co może pasować do jajek? Oczywiście rybą, więc trafiło na tuńczyka. Łososiem się ostatnio strułam i teraz jest passe.
Do przygotowania po imprezowej tart z resztek wykorzystałam:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 puszkę rozdrobnionego tuńczyka w wodzie
pomidorki koktailowe
kawałek papryki
cebulki marynowane
kapary
dip pomidorowy (łagodny)
dwa surowe jajka
odrobinę mleka
świeży posiekany koper
mozzarella do zapiekania
Ciasto należy rozłożyć w formie i po nakłuwać widelcem. Na nim w rozetę ułożyć ćwiartki jajek , połówki pomidorków, pokrojoną w kostkę paprykę, cebulkę i kapary. Zalewajkę robimy z mieszaniny dipu, osączonego tuńczyka, mleka i surowych jajek, nawet nie specjalnie trzeba przyprawiać. Posypujemy tartym serem, a na wierzch kładziemy paski ciast. Do pieca na czterdzieści minut w temperaturze ok.180°C. Po wyjęci z piekarnika i nałożeniu na talerz koniecznie trzeba posypać świeżym, drobno posiekanym koprem. I już, gotowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


