Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

Babeczki z brokułami

Jestem wielką wielbicielką wytrawnych babeczek i kiedy ostatnio mieli pojawić się goście uznałam, że babeczki będą świetnym pomysłem. Przekopałam lodówkę w poszukiwaniu inspiracji i trafiłam na brokuła, który wymagał natychmiastowej obróbki  termicznej.  Znalazłam jeszcze fetę i papryczki chilli. Zestaw był doskonały. Wystarczyło tylko przygotować ciasto. Wszystkie składniki miałam w domu i niezwłocznie zabrałam się za przygotowania. Zaczęłam od brokuła, którego zwyczajowo ugotowałam na parze. Papryczkę pokroiłam w drobniutką kosteczkę, a fetę w trochę większą. Do przygotowania babeczek potrzeba:

4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g jogurtu naturalnego
200 ml mleka
2 jajka
100 g masła
pół kostki fety
2 garści ugotowanych brokułów
papryczkę chilli
czarny pieprz
sól

Mąkę zmieszałam z proszkiem do pieczenia, jogurtem, mlekiem, jajkami i miękkim masłem. Mieszałam składniki mikserem do momentu kiedy masa zrobiła się idealnie gładka. Potem dodałam ser i warzywa, posypałam przyprawami i delikatnie wymieszałam łyżką, tak żeby dodatki równo rozłożyły się w cieście. Przyznam się, że byłam trochę leniwa i zamiast użyć foremek (nie znoszę ich myć) nałożyłam ciasto wprost do papilotek ułożonych na blasze. Babeczki trochę straciły na fasonie, ale nie na smaku, a to najważniejsze. Piekłam je w temperaturze 170 stopni przez ok. 40 min. (nie jestem jak zwykle pewna czasu, miały złotą skórkę, a w środku nie były surowe jak je wyjęłam)


wtorek, 4 marca 2014

Babeczki, które wreszcie się udały

Pod koniec lutego subiektywnie obchodziło swoje pierwsze urodziny. Chciałam zrobić babeczki i wetknąć w jedną z nich urodzinową świeczkę. Babeczki były pomidorowe z fetą, zielonymi oliwkami i chyba czerwoną cebulą, ale w tej chwili to jest już bez znaczenia. Zamiast fasonowych babeczek wyszło mi stado zakalców. Mam koleżankę, która lubi takie wypieki. Ucieszyła się jak odwiedziła mnie w pracy w poniedziałek. 

Do ciasta dodałam maślankę i sok pomidorowy. Ciasto wydawało mi się cały czas za gęste, więc dolałam jeszcze trochę i jeszcze trochę płynów i jeszcze ciutkę. Skończyło się na tym, że na dwie szklanki mąki miałam trzy i pół szklanki soku zmieszanego z maślanką. Z tego nie mogły wyjść babeczki, to się tylko na naleśniko-placki nadawało. Po takim blamażu musiałam upiec babeczki. Oczywiście słone, bo za słodyczami to ja nie koniecznie przepadam. Babeczki były na maślance i z pieczarkami. Tylko trochę innymi niż zwykle. Podsmażyłam je z cebulą i pestkami słonecznika (łuskanego oczywiście) Do przygotowania grzybków do babeczek potrzeba:

200 g pieczarek
1 małą czerwoną cebulę
olej słonecznikowy
garść ziaren słonecznika
sól
czarny pieprz

Na łyżce oleju podsmażyłam cebulę i drobno pocięte pieczarki, oczywiście po wrzuceniu ich do garnka od razu posypałam je solą, żeby puściły wodę, dodałam słonecznik, a na koniec popieprzyłam. Do przygotowania ciasta potrzebowałam:

2 jajka
50 g masła
2 szklani mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
sól 
200 ml maślanki

Jajka połączyłam z masłem, wsypałam mąkę, proszek do pieczenia, sól i wlałam maślankę. Wszystko miksowałam, aż uzyskałam gładką masę. Wtedy dodałam pieczarki i rozprowadziłam je po cieście. Nie pamiętam oczywiście jak długo je piekłam. Kiedy były wyrośnięte i złote sprawdziłam patyczkiem czy są gotowe i zostawiłam je na kolejnych kilka minut w piekarniku, który był rozgrzany do 180°C. Udało się, zakalców nie było.

środa, 5 lutego 2014

Trochę słodkiej rozpusty

Kilka dni temu zauważyłam, że skórka na bananach, które kupiłam dwa dni wcześniej robi się coraz ciemniejsza. Było to trochę dziwne, bo jak przyniosłam je do domu były całkiem zielone, a nie leżały obok jabłek. Chętnych na zjedzenie surowych owoców nie znalazłam i musiałam coś z nimi zrobić. Tego dnia znajomi, którzy wpadli z kilku dniową wizytą akurat wyjeżdżali, więc uznałam, że na drogę dostaną babeczki. Dawno zresztą nie piekłam i miałam dobry pretekst,żeby nie wyjść z wprawy. Przegrzebałam wszystkie szafki i lodówkę w poszukiwaniu brakujących składników. Natknęłam się na groszki czekoladowe w pudełku z dodatkami do pieczenia, co strasznie mnie ucieszyło. Uwielbiam połączenie bananów i czekolady. W lodówce nie miałam śmietanki 30%, którą zwykle dodaję do babeczek, więc wypiek był mniej kaloryczny niż zwykle. Lista składników przedstawiała się następująco:

100g masła
2 jajka
ok. 100g cukru pudru
250g mąki
250ml mleka 3,2%
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 banany
1 garść groszków czekoladowych

Banany obrałam ze skórki i pokroiłam na plasterki. Do dużej miski wbiłam dwa jajka, wsypałam cukier puder i wlałam roztopione masło. Wszystko dokładnie połączyłam, oczywiście zachlapując blat dookoła. Potem przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia, wlałam mleko, a kiedy masa zrobiła się jednolita, wsypałam groszki czekoladowe i banany. Z lenistwa użyłam dużych foremek. Wyszło osiemnaście babeczek. Piekłam je w temperaturze 190°C. Zdążyłam w ostatniej chwili, ale udało mi się zapakować kilka ciepłych babeczek na drogę.


piątek, 15 listopada 2013

Czekolada i dżem wiśniowy

Zapuściłam się ostatnimi czasy w pieczeniu babeczek. Postanowiłam, że się poprawię i będę to częściej robić. Długa przerwa wpłynęła na moje umiejętności wyjątkowo nie korzystnie bo straciłam wyczucie i parę rzeczy ostatnio się nie udało. Uparłam się, że zrobię puchate czekoladowe muffinki z dodatkiem dżemu wiśniowego. Przewertowałam wszystkie moje notatniki, zrobiłam listę zakupów, skoczyłam do sklepu i o godzinie 14:00 w niedzielę zabrałam się z przygotowanie ciasta. Potrzebowałam:
 
100g masła
200g cukru
2 jajka
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki gorzkiego kakao
125g śmietanki 30%
mleko
dżem wiśniowy

Żółtka utarłam z cukrem i dodałam miękkie masło. Połączyłam składniki na gładką masę. Przesiałam mąkę, proszek do pieczenia i kakao, a potem miksowała ze śmietanką dodając mleko, aż uzyskałam odpowiednią konsystencje. Na koniec ubiłam białka na sztywno i dodałam do masy powoli mieszając łyżką. Surowe ciasto pachniało świetnie i miało niezły smak. Uznałam, że sukces jest murowany. Niestety. Nie przyszło i do głowy, że z białkiem to one powinny piec się trochę dłużej i przed upłynięciem minimum 20 minut nie można otwierać piekarnika. Piec rozgrzałam do180° C, babeczki zaczęły nęcić zapachem i ... Otworzyłam piekarni. Zakalec murowany. W smaku były super, tylko... no właśnie. Na szczęście większość osób, które próbowały tych babeczek lubi zakalce.


niedziela, 6 października 2013

Babeczki z gruszką i test konsumenta

W sobotę rano wybrałam się na lokalny placyk po orzechy. Spacer między straganami dobrze mi zrobił. Ostatnio czułam się wyzuta z pomysłów na gotowanie, a tu... Jesień przyszła i asortyment na straganach diametralnie się zmienił. Pełno jest skrzynek z orzechami. Gruszki i jabłka, a ile odmian. Śliwki mieniące się na fioletowo. Olbrzymie dynie i grzyby. Na grzyby nastawiłam się strasznie, ale o tym następnym razem. Skoro przyszedł łikend postanowiła, że zrobię coś na słodko. Dawno o tym nie pisałam, wysokie temperatury nie nastrajają do pieczeni. W końcu po co przy czterdziestu stopniach w słońcu dogrzewać się dwustoma z piekarni.

Mowa o niczym innym jak moich kochanych babeczkach. Uznałam, że do tak pięknego słonecznego dnia będą pasowały takie ze słodką gruszką. Nie zastanawiałam się długo. Kupiłam dużą, słodką, odrobinę miękką gruszkę i jak tylko wróciłam do domu, to wzięłam się za pieczenie. Do przygotowania takich babeczek potrzeba:

100g masła
200g cukru
1 jajko
1/2 torebki cukru wanilinowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 szklanki mąki
ok. 1 1/2 szklanki mleka
2 rządki gorzkiej czekolady
1 dużą miękką gruszkę
2 szczypty cynamonu

Miękkie masło utarłam z cukrami i dodałam do nich żółtko, a białko zostawiłam w osobnej misce do ubicia na sztywno. Do masy z żółtkiem przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia, wlałam mleko, starłam czekoladę i wsypałam cynamon. Gruszkę umyłam, obrałam i pokroiłam w drobną kostkę, a czekoladę starłam prosto do miski na dużych oczkach. Wszystko razem połączyłam, a na koniec, delikatnie mieszając dodałam sztywne białko. Piekłam babeczki w 180° C przez około 15 minut. Wyszły niezłe. Dostałam nawet pochlebną recenzję od mojego niejadka, który po skosztowaniu małego kęsa, wszedł do kuchni i powiedział. Mamo jakie smaczne babeczki, mają pyszny smak. Po pięciu minutach wrócił i stwierdził. Mamo dostanę nagrodkę za to, że powiedziałem, że babeczki z gruszką są smaczne. Ot lizus interesowny.

niedziela, 16 czerwca 2013

Babeczki truskawkowe

Każdy ma swój ulubiony owoc. Moja mama na przykład potrafi siedząc przed telewizorem zjeść kilogram jabłek. Znam też pewnego wielbiciela bananów, ale tylko tych bardzo dojrzałych. Ja w sprawie owoców czuję się rozdarta pomiędzy arbuzem, a truskawkami. W czasie karmienia nie jadłam w ogóle truskawek. Bałam się alergii. Jeśli truskawki są sypane dostaje paskudnej wysypki. Nie chciałam, żeby moje owocowe zachcianki miały wpływ na małego. Za to jeśli chodzi o arbuza, spróbowałam go kiedy mój syn miła miesiąc. Lekarz powiedział, że jest to już bezpieczny czas. Okazało się, że reaguje na niego dobrze, więc zaczęłam zjadać po dwa i pół kilo dziennie. Na truskawkowe obżarstwo musiałam czekać rok, do następnego sezonu.

Najbardziej lubię świeże owoce. W liceum, w drodze do domu, po lekcjach zjadałam do półtora kilo, ot tak. Teraz też jem ich dużo, ale w różnych postaciach. Bardzo lubię koktajle i ciasta, a czasem jeszcze bardziej kombinuję (ale o tym za jakiś czas). Nie mogłam oczywiście nie spróbować, musiałam upiec babeczki z truskawkami.

Do ich przygotowania potrzebowałam:

250g truskawek
2 jajka
140g cukru pudru
100g masła
250g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 laska waniliowa
100 ml śmietanki 30%
100 ml mleka

Jajka utarłam z cukrem, dodałam roztopione masło i miksowałam do póki masa nie była jednolita. Potem przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia, wyskrobałam wszystkie ziarenka waniliowe, wlałam śmietankę i mleko. Kiedy ciasto było jednolite dodałam pokrojone w małą kostkę truskawki, dokładnie wymieszałam i przełożyłam masę do foremek. Piekłam w 180°C na złoty kolor. Kiedy babeczki ostygły posypałam je cukrem pudrem. Jakie wyszły? Oczywiście truskawkowo!





poniedziałek, 20 maja 2013

Wielkie pieczenie mini babeczek

Cała przygoda z wielkim pieczeniem zaczęła się od niezobowiązującej rozmowy. O babeczkach i ciasteczkach i wszystkim co może pasować do kawy. Potem była rozmowa o konferencji, a potem porwałam się z motyką na słońce i stwierdziłam „To ja wam coś upiekę”. Zaczęły się eksperymenty i próby, oczywiście udokumentowałam je (dowód  nr 1 i nr 2). Na spotkanie przyniosłam wielką miskę słodkości z kawą, bananami, konfiturą jagodową i jabłkami. Wybór organizatorów padł na małe babeczki z kawą i ciastka z musem jabłkowym. Założenie na początku było proste, ma być na jeden, góra dwa kęsy i ma nie nastręczać problemów przy konsumpcji (żadnych papilotek). 

Konferencja MENE, TEKEL, PERES – ROZWÓJ METROLOGII I SPOSOBÓW WIDZENIA PRZESTRZENI W PRADZIEJACH miała się odbyć w dniach 8-10 maja 2013.Czekały mnie dwa długie wieczory pieczenia. Zobowiązałam się przygotować po sto ciasteczek i sto babeczek na pierwsze dwa dni,  razem czterysta słodkości. Produkty były przygotowane, kupiłam dodatkowych dwanaście foremek, oczywiście sylikonowych i zadbałam o zapas papieru do pieczenia. Do piekarnika rozgrzanego do 180°C wstawiałam na zmianę babeczki i ciasteczka. Do zrobienia babeczek w ilości nie wymagającej specjalnej organizacji przestrzeni w kuchni i czterech godzin pod piekarnikiem potrzeba:

25ml mocnej kawy
1 jajko
50g masła
125g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 ml śmietanki 30% lub 36%
ok. 70g cukru pudru
1/2 łyżeczki cukru wanilinowego
kawa w ziarenkach (najlepiej mocno palona)

Jajko miksuję z roztopionym masłem, dodaje cukier puder i cukier wanilinowy.  Kiedy masa jest gładka przesiewam mąkę z proszkiem do pieczenia, wlewam śmietankę i kawę. Gładkie ciasto przekładam do foremek, po łyżce do każdej. Na koniec każdą porcję dekoruję trzema ziarenkami kawy, których gorycz świetnie kontrastuje ze słodyczą ciasta. W tamten wtorkowy i w środowy wieczór wszystkiego było cztery razy więcej. Nie podejrzewałam nawet, że pieczenie może być tak męczące, ale się udało. 

Ciastka z musem jabłkowym są banalnie proste w przygotowaniu. Jak ma się kochaną babcie która raz w roku przygotowuje jabłka w słoikach, takie na szarlotkę to jest to w ogóle spacerek. W moim przypadku był to spacerek na sto ciasteczek. Zanim zabrałam się za ciastka przygotowałam małe trójkąciki ze świeżego jabłka, którymi dekorowałam każde ciastko. Owoc, obowiązkowo o ładnej skórce pokroiłam w cienkie plastry, a następnie powycinałam z nich małe cząsteczki i zanurzyłam je w soku z cytryny, żeby nie ściemniały. Prócz dekoracji, która jest opcjonalny, do przygotowania porcji ciasteczek do popołudniowej kawy potrzeba:

1 płat ciasta francuskiego
1 żółtko
odrobina mleka
mus jabłkowy

Z ciasta francuskiego wycięłam kółka, ułożyłam je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. W misce rozbełtałam żółtko z odrobiną mleka i posmarowałam dokładnie przyszła ciasteczka. Następnie na środek każdego kółka nakładałam łyżeczkę musu jabłkowego. Ciastka trzymałam w rozgrzanym piekarniku do chwili kiedy ciasto zmieniło kolor na złoty. Po wyjęciu każde dekorowałam kawałkiem jabłka. 

Umęczyłam się strasznie tym pieczenie, nawet na dłuższą chwilę miałam dość siedzenia w kuchni. Na szczęście po tygodniu mi minęło. Efekt... Myślę, że nie najgorszy. Nikt się nie potruł i nikt nie narzekał, więc chyba nieźle. Wizualnie wyglądały dobrze, zdjęcia można zobaczyć na fb. Nie sądzę abym kiedykolwiek spróbowała jeszcze raz porwać się na takie pieczenie, przynajmniej teraz wiem czym to pachnie.  


 

poniedziałek, 25 marca 2013

Połasować każdy lubi

Kilka dni temu, w ramach podziękowania, upiekłam dla pewnej brunetki babeczki z konfiturą wiśniową. Były całkiem smaczne, ale... Coś mi nie odpowiadało. Ciasto było zbyt kruche, a powinno być delikatne i aksamitne. Dwa dni później znowu pojawiła się okazja na słodkie babeczki. Tym razem z konfiturą jagodową. Postanowiłam poeksperymentować trochę z ciastem. Zamiast zwykłego cukru dodałam cukier puder. Mleko natomiast w dużym stopniu zastąpiłam śmietanką 30%. Nadal uważam, że do absolutnie fenomenalnego ciasta jest mi jeszcze daleko, ale małymi kroczkami powolutku się zbliżam. Zaczęłam od podstawowego przepisu i powoli go modyfikuję. Przy okazji karmię wszystkich dookoła, co cieszy tych którzy nie są na diecie. Koleżanka Basia twierdzi, że oponka jej przeze mnie rośnie, ale i tak nigdy nie odmawia, a jak jest bita śmietana to się nie może powstrzymać. To całkiem miłe jeśli jest kogo karmić i jeszcze karmionemu to smakuje. Nie lubię gotować sama dla siebie, a czasem niestety tak to się kończy. Małe dzieci czasem mają swój zestaw dań i nie chcą nic poza nim próbować. Jak podrośnie i będzie jadł wszystko to mu przypomnę.

Tymczasem wracając do babeczek z konfiturami. Do ich przygotowania potrzeba na pewno słoik konfitur, najlepiej żeby były trochę kwaskowate, to równoważy słodkość ciasta. Składniki na ciasto to:



2 jajka

100g masła

200g cukru pudru

1 łyżka cukru wanilinowego

250g mąki pszennej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

50ml mleka 3,5%

250ml śmietanki 30%


Jajka zmiksowałam z płynnym, ostudzonym masłem, dodałam cukru i trochę utarłam. Potem przesiałam mąkę z proszkiem i dolałam mleka i śmietankę. Wszystko miksowałam, aż powstała gładka masa. Przełożyłam do foremek warstwami: ciasto - konfitura - ciasto. W 180°C przez około 35 minut. Efekt końcowy całkiem niezły. Dzięki śmietance ciasto zrobiło się delikatne i samo rozpływało się w ustach.



poniedziałek, 4 marca 2013

Zabawa w Doktora Frankensztajna

Jestem opętana potrzebą stworzenia doskonałej "nie słodkiej" babeczki. Momentami moja spokojna kuchnia zamienia się w potworne laboratorium, pełne bulgoczących tłuszczy i ostrych papryczek. Marzy mi się idealnie ostra babeczka o zbalansowanym smaku. Wczoraj po zmroku przeistoczyłam się w szaleńca szukającego idealnej receptury. Miałam dwie koncepcje. Pierwsza to babeczka przełożona kremem, a druga to babeczka pieczona na smalcu. 

Krem testowałam w pewnym sensie przy okazji. Na dzień kobiet planuje upiec tort dla wszystkich dziewczyn w pracy. Tylko cicho, to niespodzianka. Upiekłam babeczki w wersji podstawowej, tylko ciasto bez dodatków. Po przetestowaniu efektu końcowego stwierdziłam jednak, że lepiej by smakowały, gdybym do ciasta dodała posiekane czarne oliwki. Do mojej bazy na babeczki, z której najczęściej korzystam potrzeba:

2 jajka
100 g masła
2 1/2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
400 ml kefiru
sól

Jajka łączę z roztopionym tłuszczem, dodaje przesianą mąkę i proszek, wlewam kefir. Wszystko miksuję, aż uzyskam gładką masę, a potem tylko siup do piekarnika na 180˚C i na złoto. Gotowe babeczki wyjęłam z pieca i pozwoliłam im ostygnąć, wyjęłam ostry nóż z szuflady i bezlitośnie każdą przekroiłam na pół. Środek wypełniłam ostrym kremem na bazie fety. Krem jest banalnie prosty. Wystarczy mieć:

1 kostka sera typu feta
2 łyżki z górką jogurtu greckiego
3 ostre papryczki (najlepiej w różnych kolorach)
sól 
pieprz

Ser zmieszałam z jogurtem na gładką masę, dodałam drobno posiekaną paprykę sól i pieprz i to wszystko. 

Babeczki smakowały lepiej po nocy spędzonej w lodówce, niż od razu po nałożeniu kremu, ale to raczej normalne, musieli się poznać. 

Drugi wczorajszy eksperyment to babeczki na smalcu. Uważam, że powinnam jeszcze spróbować z innym nadzieniem, ale cebula i zielony pieprz wypadły nieźle. Żadnej negatywnej recenzji nie było. Do wykonania babeczek na smalcu z wyżej wymienionym wkładem, które świetnie nadają się do piwa potrzeba:

2 jajka
100 g smalcu
2 1/2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
400 ml śmietany 
200 ml kefiru
sól, pieprz
1 naprawdę duża cebula
1 łyżka oleju
1 łyżka masła
2 łyżeczki zielonego pieprzu

Z ciastem postąpiłam tak samo jak z tym na maśle, które opisałam wyżej. Cebulę podsmażyłam na maśle i oleju na złoto. Ja wszystko robię na złoto. Połączyłam ciasto z cebulą i pieprzem, przełożyłam do foremek i do piekarnika tak samo jak te na maśle. Wyszły pyszne. Tylko piwa zabrakło.




wtorek, 26 lutego 2013

Ostra babeczka

Od pewnego czasu zauważyłam pewne niepokojące zjawisko, które bądź co bądź mnie trochę przeraża. Może przeraża to za duże słowo, ale gęsiej skórki na pewno dostaję. Przez wszystkie sfery życia przenika moda, moda na... Nie chodzi tylko o ubiór, ale o cały styl życia. Wpadamy w koleiny jak śliwka w kompot i nie mamy wyjście. Musimy wyglądać, zachowywać się, mieć i bywać, a nawet jeść to co jest "trendi".

Muffinki rozprzestrzeniły się. Motyw słodkiej babeczki jest wszędobylski. Poddałam się trendom.  Uwielbiam jeść babeczki, uwielbiam je piec, ale jest mały problem. Ja nie przepadam za słodkim. Dlatego któregoś dnia postanowiłam upiec babeczki wytrawne. Okazało się, że te nie są już takie popularne. Słodkie kolorowe, ozdobione różyczkami, kokardkami i serduszkami babeczki są dla grzecznych dziewczynek, a ja nie jestem grzeczna. Przeklinam i pale papierosy. Wniosek był prosty. Ja będę piekła NIE SŁODKIE babeczki i będę w tym najlepsza. Ha ha ha (diaboliczny śmiech). 

Tak mniej więcej się to zaczęło. Teraz eksperymentuję w kuchni przynajmniej dwa razy w tygodniu. Efekty są całkiem niezłe. Zamiast słodkich pieką słone, ostre, a czasem kwaśne babeczki. Najbardziej chyba lubię te ostre. Do przygotowania takiej

Ostrej babeczki potrzeba:

1 jajko
50 g masła
1 1/4 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
200 ml kefiru
1 duża papryczka chilli
100 g lazura błękitnego

Schemat pracy zawsze jest ten sam. Wbijam jajko do miski, roztrzepuję je, dodaję roztopione masło i łączę je z jajkiem, przesiewam mąkę i proszek, dodaje kefir i miksuję wszystko na gładką jednolitą masę, potem dodaję papryczkę i lazur. Przy pierwszych babeczkach z chilli cierpiałam z powodu piekących dłoni, ale jest na to sposób.  Wystarczy ręce wysmarować olejem. Ciasto przekładam do foremek i piekę w temperaturze 180°C do chwili kiedy będą złoto rumiane. Finito.



sobota, 23 lutego 2013

Efekt uboczny pieczenia tortu bezowego dla koleżanki Basi

W poprzednią niedzielę miałam bojowe zadanie. Koleżanka z pracy miała urodziny i obiecałam jej tort. Wszystkim znajomym robię torty na urodziny. Basia zażyczyła sobie tort bezowy z bitą śmietaną. Na początku wydawało mi się, że te smaki nie bardzo będą się komponować, mama przekonywał mnie, że wcale nie mam racji. Bojąc się porażki zrobiłam po swojemu. Jak zwykle zresztą. Efektem końcowym był cynamonowo-jabłkowy tort bezowy z bitą śmietaną. Uwielbiam krzątać się po kuchni, a pieczenie sprawia mi największą frajdę. Pomyśleć, że kilka lat temu moim szczytowym osiągnięciem kulinarnym był rozgotowany makaron z sosem z torebki. Teraz nawet bezy się nie boję.

Do tortu potrzebowałam sześć białek. Pojawił się problem. Co zrobić z sześcioma żółtkami? I o tym właśnie dzisiaj będzie, a tort bezowy cynamonowo-jabłkowy następnym razem. Mam słabość do babeczek. Wkurzają mnie tylko papilotki, dlatego zagustowałam w foremkach sylikonowych i robię coś co wygląda raczej jak bułeczki niż babeczki. Aby w pożyteczny sposób zużyć sześć żółtek i zrobić

Jajecznicę do ręki potrzeba:

200 ml jogurtu naturalnego
50 g masła
1 jajko
1,5 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sól 
pieprz
1-2 kiełbasy myśliwskiej albo inne, zależy kto co lubi
i oczywiście 6 żółtek, które zostały z tortu
trochę oleju.


Do miski wbiłam jajko i wlałam roztopione, chłodne masło, przy pomocy miksera połączyłam to w jednolitą, płynną masę. Wsypałam do tego mąkę, proszek do pieczenia, wlałam jogurt nasypałam soli i pieprzu (jak zwykle za mało) wymieniłam końcówki i miksowałam tak długo, aż w misce pojawiło się gładkie ciasto bez grudek.
W między czasie kiełbasę pokroiłam w kostkę i usmażyłam na paru kroplach oleju. Przestudzoną  wymieszałam z ciastem. Do foremki sylikonowej z sześcioma wytłoczkami przełożyłam po ok. półtorej kopiastej łyżki ciasta. Umyłam jajka (ja wszystko myję) i zaczęłam separację białek od żółtek. Białka do dużej miski, a żółtka po jednym na ciasto do wytłoczki. Jak zaczęłam się modlić, żeby przypadkiem któreś się nie rozwaliło to się rozwaliło. Na szczęście tylko jedno. Przykryłam żółtka kołderką z pozostałego ciasta i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego na 180°C. Wyciągnęłam jak miały złoty kolor.