Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2018

Najszybszy makaron świata

Z czasem u mnie krucho, widać to zresztą po częstotliwości wpisów. Natłok obowiązków spowodował, że rzadziej gotuję. Jak już mi się zdarzy są to najczęściej dania szybkie, proste i zadomowione w mojej kuchni. Jedną z takich potraw jest makaron z sosem pomidorowym. Przygotowanie go trwa tyle co ugotowanie makaronu. Niektórzy powiedzą, że szybciej jest z pesto. Tak, ale... jeśli przygotowujesz pesto samodzielnie to kosztuje cię to więcej zachodu niż sos pomidorowy. Szczególnie jeśli przygotowuje się go z pomidorów z puszki albo passaty rustiki. Ostatnio częściej wybieram tą opcje, ze względu na mojego niejadka i jego problem z kawałkami pomidorów.

Do przygotowania tego super szybkie dania potrzeba:
makaron
kawałek cebuli
2 puszki krojonych pomidorów lub butelkę passaty rustici
oliwę z oliwek
suszone oregano
cukier
sól 
czarny pieprz
tarty grana padano

Makaron gwesoło gotuje się w słonej wodzie, a w tym czasie na rozgrzaną patelnię wlewamy pomidory lub passatę. Dodajemy drobno pokrojoną cebulę (wystarczy grubszy plaster z małej cebulki), wlewamy dwie łyżki oliwy, dosypujemy pół łyżeczki cukru, suszone oregano, sól i pieprz. Całość mieszamy, żeby sos równomiernie się redukował. Wszystko trwa około 15 minut. Na głęboki talerz nakładamy makaron, plewmy sosem i szczodrze obsypujemy tartym serem. Obiad gotowy.


czwartek, 5 maja 2016

Makaron z sardynkami - szybki, prosty obiad

Chciałam ugotować coś innego. Jednak jak poszłam na zakupy to okazało się, że najważniejszych składników nie ma! No cóż, musiałam szybko coś zaimprowizować, bo inaczej nie byłoby obiadu. Pomyślałam, że zrobię tak jak z reguły robi mój mąż. Postawię na rybę. Mimo, że trwał jeszcze tydzień włoski wszystkie fajne rybki były wykupione. Musiałam się zadowolić puszką zwykłych sardynek w oleju. Oto lista składników, które były mi potrzebne do tego szybkiego obiadu:

puszka sardynek w oleju
2 ząbki czosnku
mała cukinia
pół papryki
puszka krojonych pomidorów
makaron (porcja dla dwóch osób)
grana padano
sól 
czarny pieprz

Sardynki wrzuciłam na rozgrzaną patelnię, nieco je rozdrabniając. Dodałam do nich czosnek pokrojony w plasterki. Kiedy białe trójkąciki zarumieniły się odrobinę dorzuciłam cukinię pociętą w plastry i paprykę pokrojoną w kostkę. Wszystko zalałam zawartością puszki z pokrojonymi pomidorami, przykryłam pokrywą i zostawiłam na małym ogniu na kilka minut. Na koniec doprawiłam solą, czarnym pieprzem i wymieszałam z wcześniej ugotowanym makaronem. Podałam z grana padano.


niedziela, 27 września 2015

Makaron w ziołach (nie znam, nie wiem, nie umiem)

Nie znam się na włoskiej kuchni. Nie wiem czy coś prawdziwie włoskiego kiedykolwiek jadłam. Nie umiem określić co jest właściwe albo nie. Mój mąż za to wielokrotnie podróżował do tego kraju i był w różnych jego częściach. Jego podejście do makaronu jest zupełnie inne niż to jakie ja miałam dotychczas. Myślałam stereotypowo (po naszemu, po polsku): makaron spaghetti z sosem pomidorowym i twardym startym serem, a szczytem było zrobienie wersji z mięsem. O ja biedna! Żyłam w okropnej nieświadomości! Z czasem zaczęłam podchodzić do tematu z coraz większym zainteresowaniem. Oczywiście, odkąd zaczęliśmy jadać razem, ja makaronów już nie przygotowywałam. 

Lipiec był w tym roku upalny, mąż wyjechał na kontrakt, a mi się gotować nie chciało. W upały najczęściej nic się nie chce. Głodna byłam jak pierun. Pomyślałam, że to dobra okazja, żeby pod jego nieobecność spróbować... Jak coś nie wyjdzie przynajmniej tylko ja będę o tym wiedzieć i nie będzie wstydu na całą galaktykę. Na balkonie mam ziołowy ogródek. Pozbierałam trochę listków i zabrałam się za przygotowania. Do zmajstrowania mojej pierwszej w życiu autorskiej pasty potrzebowałam:

1 garść ziół: bazylia, oregano. szałwia i mięta
oliwę z oliwek
ząbek czosnku
sól 
sok z cytryny
grana padano
pomidorki koktajlowe
250 g makaron 

Szałwii i mięty było po trzy listki, większość stanowiły bazylia i oregano. Zioła posiekałam drobno, dodałam wyciśnięty ząbek czosnku, szczyptę soli i zalałam oliwą, tak żeby posiekane listki były przykryte. Makaron odcedziłam, wlałam do niego zioła i wrzuciłam pomidorki pokrojone na połówki. Porcję makaronu z ziołami przełożyłam na talerz, skropiłam kilkoma kroplami soku z cytryny i posypałam startym serem.


Pasta była lekka, szybka w przygotowani i bardzo smaczna. Niejadek również w niej zagustował, tyle że bez sera i pomidorów. Zaserwowałam mężowi i teraz dosyć regularnie przygotowuję to danie. Podoba mi się moja zmiana podejścia do makaronu. Nie wiem na ile to włoskie, za to na pewno smaczne.


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kolorowe penne z fistaszkowym pesto

Brak czasu i kuchnia prowadzona pod kaprysy niejadka powoduje, że swoim obiadom nie poświęcam dużo czasu, a wręcz zjadam je bez planu. Te przypadkowe dania można w zasadzie podzielić na trzy grupy. Pierwsza: to co nie smakowało albo to czego w ogóle nie chciało tknąć dziecko i zostało bo perzcież nie wyrzucę. Druga grupa to posiłki gotowane z zamiarem podania ich dziecku, ale z możliwością alternatywnej wersji. Trzecia grupa to posiłki zrobione z tego co jadło dziecko, ale termin się kończy i trzeba to zużyć. Ten smakowicie wyglądający obiad jest połączeniem grupy drugiej i trzeciej.

Mój kochany niejadek lubi pesto, ale pod warunkiem, że jest ono domowe i zawiera trzy składniki plus sól. Pesto dla niejadka przygotowuję z:

liści  świeżej bazylii
orzechów arachidowych
oleju z orzechów arachidowych
ewentualna szczypta soli

Wszystko musi być gładkie, orzechy mogą się delikatnie odznaczać i wtedy jest smacznie. Pesto którego użyłam było z gatunku trzecia grupy. Trzeba zjeść bo pokryje się pleśnią. Piękny kolorowy makaron był pomysłem mojego syna który czasem lubi jak na talerzu coś się dzieje i jest barwnie.

Do przygotowania takiego jak na zdjęciu potrzeba:

arachidowe pesto
kolorowy makaron
suszone pomidory 
parmezan

Makaron ugotowałam al dente, (Połowę paczki zjadła niejadek Oczywiście na sucho, nie miał melodii na pesto. Po pochłonięciu góry kolorowych rurek zjadł łyżeczkę zielonej pasty, żeby przypadkiem w trakcie jedzenia nic się  nie zmieszało.) odcedziłam i do gorącego dodałam pesto oraz  pokrojone na kawałki suszone pomidory. Przełożyłam do talerza, posypałam z tartym serem i obiad był gotowy. Wyglądał jak zaplanowany dla mnie, a w zasadzie ja zjadłam przy okazji. Tak to niestety już jest, w końcu jestem mamą.


piątek, 2 stycznia 2015

Prawdziwa carbonara

Zaczął się nowy rok i po świątecznym obżarstwie postanowiłam schudnąć. Kolega stwierdził, że może lepiej zrobić jakieś bardziej realne postanowienie w stylu: rzucam palenie; ale nie. Przede wszystkim to ja się muszę zacząć ruszać, a bieganie po kuchni przez  pół dnia nie sprawia, że kalorie się spalają. Ich ilość się zwiększa przez pączkowanie wywołane nieznośną bliskością lodówki. Tym czasem, żeby uciec z kuchni zapadłam się w krześle przy biurku i pisze zaległe posty. Trafiłam miedzy innymi na zdjęcie carbonary, wykonane jakiś miesiąc temu. Nie powiem, zrobiłam się głodna.

Wersja ze zdjęcia jest włoska, a nie tłusta, europejska. Makaron ze śmietaną 30% i boczkiem to potrawa, której mogę zjeść dwa widelce i mam dość, a potem jeszcze zgaga, wzdęcie... Nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Prawdziwa carbonra jest lżejsza. 

Do jej przygotowania potrzeba (porcja dla dwóch osób):

200-250g makaronu
100 g  boczku
4 żółtka 
mleko
twardy ser
czarny pieprz

Makaron wesoło bulgocze, a w miedzy czasie boczek pokrojony w drobną kostkę wysmaża się na duże patelni. Kiedy jest już chrupiący wrzuca się do niego odcedzony makaron, wlewa cztery żółtka rozbełtane z odrobiną mleka i miesza. Potrawę układa się na talerzach posypuje startym serem np. grana padano i dużą ilością świeżo zmielonego, czarnego pieprzu.


piątek, 1 sierpnia 2014

Arachidowe pesto dla niejadka

Wielokrotnie pisałam, że mam w domu niejadka. Próby podsunięcia czegoś nowego pod pyszczek spotykają się z reguły ze stanowczym i ostentacyjnym: NIE! Jednak jest na niego pewna metoda. Jak uda się wcisnąć mu jednego kęsa i jeśli mu posmakuje... To czasem nawet prosi o dokładkę. Poza tym ostatnio oglądał ze mną programy kulinarne w telewizji. Wszystkiego tam  próbowali i w dodatku dzieci gotowały.  Postanowiłam wykorzystać chwilę zapału i dałam mu do spróbowania listek bazylii. Posmakowało! Opowiedziałam o pesto, nie takim prawdziwym, tylko takim na potrzeby niejadka. Pomysł przypadła do gustu i został zaakceptowany.

Miałam trochę ciasta makaronowego w lodówce. Rozwałkowany placek mógł sam przepuścić przez maszynkę i zrobić nitki. Pesto sam miksował i sam wrzucał wszystkie składniki do maszyny rozdrabniającej. Nie ucieraliśmy, zbyt duży nakład pracy, zbyt szybko by się znudził. Do przygotowania arachidowego pesto potrzeba:

1/2 krzaczka bazylii
100g orzeszków ziemnych nie solonych
4 łyżki oleju arachidowego
sól

Jak wspomniałam wyżej, wszystko zostało zmiksowane na papkę. Soli użyłam bardzo mało. Gotowe pesto zmieszałam z gorącym, odcedzonym makaronem i obiad był gotowy. Potrawa się przyjęła. Poniżej nasz pierwszy po urlopowy obiad, wersja dla mamy, dziecko jada bez parmezanu oczywiście.

wtorek, 27 maja 2014

Uczę się czegoś nowego, makaron...

Makaron jest integralną częścią rosołu - krótkie drobne nitki, które lądują podstępnie na krawatach, albo bluzkach w trakcie oficjalnych obiadów. To moje pierwsze skojarzenie. Drugie to wersja włoska. Spaghetti, czyli makaron z sosem pomidorowym i parmezanem, ewentualnie z sosem mięsnym. Trzecie skojarzenie - mój przyjaciel, który jest absolutnym wielbicielem kuchni włoskiej i w tej kulinarnej kwest wierzę mu bez jakichkolwiek zastrzeżeń.

Ostatnio dostałam zadanie przygotowania obiadu według instrukcji wykrzykiwanych jak komendy pomiędzy pokojem, a kuchnią. Miałam zrobić makaron z tuńczykiem, szalenie prosty przepis na bardzo szybki obiad. Do jego przygotowania (porcja dla dwóch osób) potrzeba:

250 g makaronu
puszkę tuńczyka (może być w sosie własnym lub w oleju)
pęczek natki pietruszki
rosół
1 średnią cebulę
olej

Uparłam się na olej słonecznikowy, nie lubię oliwy z oliwek na ciepło i to była jedyna zmiana na jaką przystał. Ugotowałam makaron, oczywiście musiał być al dente (wiadomo - u nas to niedogotowany), w miedzy czasie drobno posiekałam cebulę, zeszkliłam ją na oleju i wlałam do niej rosół. Cebula musi się poddusić w nim. Jak będzie miękka dodajemy tuńczyka. Potem wystarczy na patelnię wrzucić makaron, dodać posiekaną pietruszkę i obiad gotowy. Mój makaron wyszedł trochę za suchy, dodałam za mało rosołu, następnym razem będzie na pewno lepiej.

makaron, tuńczyk, obiad, pasta with tuna, pâtes au thon, Pasta mit Thunfisch, pasta con atún

piątek, 19 kwietnia 2013

Sprzątanie lodówki

Każdy posiadacz lodówki wie, że niektóre produkty podstępnie się chowają i nie zauważone przez nikogo "przetrminowują się". Efekt jest taki, że wyciągamy do połowy puste, a w połowie pełne opakowanie śmietany z zielonym futerkiem albo pokryty białym osadem ser żółty, czy śmierdzące "coś" co nie przypomina nic jadalnego. Zdarza się również, że brakuje pomysłu na obiad. Ja wtedy robię porządek. Wyciągam z lodówki wszystko co lada moment będzie chciało wyjść i przygotowuje leniwe naleśniki. Co to są leniwe naleśniki? Nic specjalnego. Ostatnio robiłam takie: należy przygotować ciasto jak na naleśniki tylko gęstsze i posprzątać lodówkę. Ciasto:

250g mąki
2 jajka
sól
1 łyżka oleju
mleko
woda

Do miski wsypuję mąkę, wbijam jajka, dodaję trochę soli. Wlewam pół szklanki mleka i pół szklanki wody. Miksuję całość na gładką masę. Nurkuję w lodówce i wyciągam jakąś resztkę wędliny, pieczarki, które zaraz się pomarszczą, kawałek pomidora ze śniadanie, końcówkę tartego parmezanu, jakiś ser żółty i co znajdę. Jeśli ciasto jest za gęste to dolewam jeszcze odrobinę mleka. Na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju wylewam ciasto z zawartości, nie formuję naleśnika tylko małe placuszki. Można jak ktoś lubi zrobić wersję na słodko z jagodami, czy jabłkiem.



Jeśli się zdarzy, że zostały mi w lodówce puszki z odrobina groszku, fasoli czy kukurydzy, a z reguły występują one u mnie w tym zestawie, to przygotowuję sos z mięsem do makaronu albo ryżu. Prócz resztek potrzebuję:

2 puszki krojonych pomidorów
średnią cebulę
pieprz
sól
tabasco
olej
masło

Ostatnio znalazłam w lodówce dwie papryczki chili, wiec zamiast tabasco dołożyłam je do mięsa... ale po kolei. Na maśle z dodatkiem oleju przeszkliłam cebule pokrojoną w drobna kostkę, wrzuciłam mięso i przesmażyłam je. Znalazłam kawałek pora, pokroiłam go i dołożyłam do mięsa, razem z zawartością dwóch puszek pomidorów krojonych oraz dwoma umytymi, całymi papryczkami. Ugotowałam makaron i obiad miałam gotowy.

piątek, 1 marca 2013

Po co się szpinać

Jestem okrutnie sentymentalna. W kółko coś wspominam, najczęściej te same rzeczy, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że tymi nudnymi historyjkami zamęczam wszystkich dookoła. Pamiętam swój pierwszy świadomy kontakt ze szpinakiem. Było to na studiach. Razem z kolegą, który był świetny w gotowaniu, mieliśmy jakiś projekt już nie pamiętam jaki, przecież to był pierwszy rok, czyli bardzo dawno temu. Była godzina popołudniowa i pora obiadu. Doszliśmy do wniosku, że coś u mnie zjemy. Wtedy nie gotowałam. Okazało się, że w lodówce oprócz jajek mam wielki słój oliwek jakąś śmietanę i ser żółty, w szafce znalazła się sól, biały pieprz i makaron. Kolega zastanowił się chwilę, popatrzył na oliwki i bez słowa wyszedł. Po kilkunastu minutach wrócił ze sklepu z czosnkiem i paczką prasowanego szpinaku. Nie pamiętam tajemnych słów, jakie wypowiadał nad garnkiem, pamiętam natomiast efekt. Szpinak z oliwkami i makaron. Może nie było to jakieś specjalne danie, ale wprawiło mnie w zachwyt. Zapałałam szczerą i nie pohamowaną miłością do szpinaku, bo przecież nie do kolegi, on był brzydki.

Tamtego popołudnia nauczyłam się jednej bardzo ważnej rzeczy. Gotowanie to nie przepis, którego trzeba się bezwzględnie trzymać. Gotowanie to wielka improwizacja. Liczy się chęć, zapał i kreatywność. Trzeba poznawać smaki i próbować je łączyć. Przygotowanie jedzenia nie może być przymusem, fizjologiczną potrzebą, musi być przyjemne i sprawiać radość temu, który stoi nad kuchenką i temu, który je. Nie można się spinać, a już na pewno nie szpinakiem. Jest on świetny i co najważniejsze nie trzeba długo się z nim bawić, taka solucja na obiad w 15 minut.

Często robię szpinak w podobny sposób, jak tamtego popołudnia przygotował go mój kolega. Jest wygodny, bo mogę go zabrać do pracy i podgrzać na miejscu w mikrofalówce. Do makaronu preferuję mrożony rozdrobniony, a liściasty mrożony jest bombowy do babeczek, ale o tym nie dzisiaj. Do przygotowania mojego

Szpinaku z oliwkami potrzeba:

1 paczka szpinaku mrożonego
2 ząbki czosnku
1 łyżka śmietany, taka z górką
1 łyżka serka naturalnego typu almette, też z górką
1 spora garść czarnych pokrojonych oliwek
1 łyżka tartego sera typu parmezan
sól
pieprz

Taki szpinak jest świetny solo, jest świetny w parze z makaronem, może też występować jako alternatywa dla ziemniaków z owym makaronem na talerzu przy rybie. Przygotowanie jest bajecznie proste. Do garnka wrzucam szpinak i podlewam go odrobiną wody, jak się rozmrozi, wyciskam do niego dwa ząbki czosnku, wrzucam oliwki dodaję serek naturalny, śmietanę i sól. Po kilku minutach jak wszystko się podgrzeje i pobulgocze razem, i smaki się połączą dodaje pieprz, ewentualnie jeszcze trochę soli i ser tarty. Ważne, żeby szpinak nie był zbyt wodnisty, dlatego jak się rozpuści i zanim cokolwiek dodam odlewam nadmiar wody. Kiedy cała zielona papka jest gotowa dorzucam ugotowany makaron, mieszam, żeby się równomiernie połączyło i voilà.Obiad gotowy.