Sama nigdy nie stosowałam diety Dukana, ale zdarza mi się od czasu do czasu robić sobie dni z samym białkiem. Czuję wtedy że mój organizm zaczyna działać na szybszych obrotach, jestem mniej zmęczona i poprawia mi się trawienie. Początkowo nie miałam pomysłu na moje białkowe dni. Jadłam to co można, ale bez specjalnego zapału. Jajka, tuńczyk z puszki w sosie własnym, pierś z kurczaka pieczony w rękawie, chudy ser biały, jogurt naturalny 0%, generalnie nudna prawie głodówka. Oczywiście sama nie wymyśliłam takiej fajnej diety, z nią jest tak samo jak z bezglutenowym jedzeniem, o którym już kiedyś pisałam.
Pewnego dnia gdy zarządzony został dzień białkowy uznałam, że koniec z tym bezpłciowym jedzeniem. Dokładnie wypytałam co możemy jeść, a co jest zabronione i zrobiłam sałatkę. Jest prosta, szybka i bezglutenowa, a jeśli ma być trochę podkręcona wystarczy dosypać do niej posiekanego szczypiorku.
Do jej przygotowania potrzeba:
6 jajek ugotowanych na twardo
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
5 czubatych łyżek jogurtu naturalnego 0%
2 łyżki musztardy francuziej
sól
kolorowy pieprz
posiekany koperek
posiekana natka pietruszki.
Jajka kroję w kostkę i dodaję do nich tuńczyka. Jogurt mieszam z musztardą, odrobiną soli, kolorowym pieprzem, siekanym koprem i pietruszką. Proporcje przypraw zależą od gustu przyrządzającego. Wszystko trzeba wymieszać i gotowe.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 lutego 2015
piątek, 26 grudnia 2014
Bezglutenowe krokiety
Kuchnia bezglutenowa ostatnio jest bardzo popularna. Nie tylko osoby z nietolerancja na gluten stosują tę dietę. Od jakiegoś czasu stała się ona po prostu modna. Nieprzyswajalność glutenu nie jest wyrokiem. Można przyrządzać bardzo ciekawe dania, nawet świąteczne, a pokarmów z których trzeba zrezygnować naprawdę nie jest tak dużo. Świąteczne potrawy nie są wyjątkiem. U mnie w domu do barszczu były podawane krokiety. Jak krokiety, to trzeba przygotować naleśniki. Mąkę pszenną z powodzeniem można zastąpić mąką z ciecierzycy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
czwartek, 11 grudnia 2014
Puszyste śniadanie z omletem białkowym i bez glutenu
"Śniadanie to podstawowy posiłek", zdanie powtarzane jak mantra. No cóż czy się to komuś podoba czy nie tak jest. Ja osobiście nie jestem wielbicielką śniadań. Do godziny 13:00 spokojnie mogę nie jeść i wcale nie odczuwam głodu. Trzy kawy świetnie zastępują mi posiłek. Jednak zdrowy rozsądek stuka mi gdzieś w tył czaszki i powtarza, że tak nie można. W ramach życzeń na trzydziestkę ktoś podesłał mi link do artykułu. Był on o tym dzieje z organizmem po trzeciej dekadzie i trochę się przestraszyłam. Postanowiłam, że koniec zwalania wszystkiego na brak czasu i trzeba się za siebie wziąć. Nie jestem rano głodna, ale staram się zjeść coś zdrowego, żeby nie wychodzić do pracy z pustym żołądkiem i nie robić przysługi wrzodom.
W dni wolne staram się bardziej. Ostatnio przygotowałam na śniadanie omlet białkowy i sałatkę z fenkułem. Sałatka była niczego sobie. Znalazłam przepis w internecie, trochę go oczywiście zmodyfikowałam. Jednak kiedy doszło do konsumpcji uznałam, że receptura wymaga dopracowania. Dlatego na razie w ramach dygresji od omletu tylko zdjęcie, a przepis w najbliższym czasie.
Tymczasem pomysł na omlet pojawił się kiedy czytałam jakieś jadłospisy znanych ludzi. Co druga osoba, ponoć codziennie jada takie omlety na śniadanie. Miałam kilka białek w lodówce (żółtka wylądowały w carbonarze) i uznałam, że to ten moment. Jak pisałam jakiś czas temu moda na unikanie glutenu zagościła pod moim dachem i jakoś nie chce minąć. Dlatego omlet dodatkowo był bezglutenowy. Do jego przygotowania potrzebowałam:
3 białek
łyżkę mąki z ciecierzycy
3 plastry szynki szwarcwaldzkiej
kawałek awokado
kawałek niebieskiego, twardego sera pleśniowego
ziarna słonecznika
olej słonecznikowy
masło
Białka ubiłam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodałam łyżkę mąki i miksowałam, aż całość miało gładką fakturę. Na patelnię wylałam trochę oleju i dałam kawałek masła. Na rozgrzany tłuszcz wysypałam trochę ziaren słonecznika, żeby się zarumieniły. Do piany dodałam, delikatnie mieszając: szynkę, awokado i ser. Wszystko pokrojone na drobne kawałki. Białą masę przełożyłam na patelnię. Omlet obróciłam jak zarumienił się z jednej strony, a kiedy druga była złota, śniadanie było gotowe.
W dni wolne staram się bardziej. Ostatnio przygotowałam na śniadanie omlet białkowy i sałatkę z fenkułem. Sałatka była niczego sobie. Znalazłam przepis w internecie, trochę go oczywiście zmodyfikowałam. Jednak kiedy doszło do konsumpcji uznałam, że receptura wymaga dopracowania. Dlatego na razie w ramach dygresji od omletu tylko zdjęcie, a przepis w najbliższym czasie.
Tymczasem pomysł na omlet pojawił się kiedy czytałam jakieś jadłospisy znanych ludzi. Co druga osoba, ponoć codziennie jada takie omlety na śniadanie. Miałam kilka białek w lodówce (żółtka wylądowały w carbonarze) i uznałam, że to ten moment. Jak pisałam jakiś czas temu moda na unikanie glutenu zagościła pod moim dachem i jakoś nie chce minąć. Dlatego omlet dodatkowo był bezglutenowy. Do jego przygotowania potrzebowałam:
3 białek
łyżkę mąki z ciecierzycy
3 plastry szynki szwarcwaldzkiej
kawałek awokado
kawałek niebieskiego, twardego sera pleśniowego
ziarna słonecznika
olej słonecznikowy
masło
Białka ubiłam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodałam łyżkę mąki i miksowałam, aż całość miało gładką fakturę. Na patelnię wylałam trochę oleju i dałam kawałek masła. Na rozgrzany tłuszcz wysypałam trochę ziaren słonecznika, żeby się zarumieniły. Do piany dodałam, delikatnie mieszając: szynkę, awokado i ser. Wszystko pokrojone na drobne kawałki. Białą masę przełożyłam na patelnię. Omlet obróciłam jak zarumienił się z jednej strony, a kiedy druga była złota, śniadanie było gotowe.
czwartek, 20 listopada 2014
Bezglutenowy chleb
Pisząc ostatnio o brawnie wspomniałam, że zaprowadzono w moim domu dietę bezglutenową, na potrzeby sprawdzenia teorii spiskowych dotyczących pszenicy. Przyjęłam ją pokornie i bez buntu. Przerobiłam kilka diet w swoim życiu, można i taką. A nuż się uda. Początkowo całkowicie zrezygnowaliśmy z pieczywa. Przecież we wszystkim co jest dostępne w normalnych sklepach czai się podstępny gluten. Po kilku dniach zaczęło mi do tego stopnia jednak brakować chleba, że zaczęłam podjadać wafle ryżowe, których naprawdę nie lubię. Kryzys się pogłębiał, więc tupnęłam nogą i powiedziałam basta! Upiekę własny chleb.
Przeszperałam internet w poszukiwaniu pieczywa z mąki ziemniaczanej. Znalazłam przepisy tylko z mieszanych mąk. Odniosłam wrażenie, że wszędzie królowała mąka z migdałów. Jak się okazało jest cholernie droga. 500g mąki za 35 złoty to jest fanaberia, a nie zdrowa dieta. Nie jestem pewna czy w przepisie, na który się zdecydowałam nie było jej przypadkiem w składzie. Gdy wlałam mleko tak jak było napisane, to w misce powstało bardzo rzadkie ciasto na naleśniki. Kserowałam kartki z przepisem i chyba ją przysłoniłam. To jednak nie jest istotne. Zwiększyłam ilość innych mąk, a co najważniejsze jest, że upiekłam chleb bezglutenowy.
Do jego przygotowania zużyłam:
250g mąki ryżowej
200g mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki suszonych drożdży
300ml ciepłego mleka
1 duże jajko
trochę soli
trochę cukru
Wszystkie suche składniki połączyłam ze sobą, dodałam mleko i miksowałam. Na koniec wbiłam całe jajko. Miksowałam jeszcze przez chwilę, a potem zaczęłam wyrabiać ciasto ręcznie. Kiedy uznałam, że ma dość, odstawiłam je w ciepłe miejsce i zostawiłam na godzinę, przykryte ścierką. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona i raczej wątpiłam w zwiększanie objętość. Ku mojemu zaskoczeniu jednak urosło. Podłużną foremkę wysmarowałam masłem i przełożyłam do niej ciasto. Miało śmieszną konsystencję. Podejrzewam, że to przez mąkę ryżową. Było jakby suche, łamało się. W foremce odstało jeszcze jakieś trzy kwadranse. Zastosowałam się do zaleceń i zwilżyłam ciasto z wierzchu wodą. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 190 stopni Celsjusza na około 45 min. Co ciekawe udało się. Chleb w smaku był delikatny i był najbielszym pieczywem jakie widziałam. Teraz koniecznie muszę spróbować chleba z samej mąki ziemniaczanej. Szczerze wierzę, że taki musi istnieć.
Przeszperałam internet w poszukiwaniu pieczywa z mąki ziemniaczanej. Znalazłam przepisy tylko z mieszanych mąk. Odniosłam wrażenie, że wszędzie królowała mąka z migdałów. Jak się okazało jest cholernie droga. 500g mąki za 35 złoty to jest fanaberia, a nie zdrowa dieta. Nie jestem pewna czy w przepisie, na który się zdecydowałam nie było jej przypadkiem w składzie. Gdy wlałam mleko tak jak było napisane, to w misce powstało bardzo rzadkie ciasto na naleśniki. Kserowałam kartki z przepisem i chyba ją przysłoniłam. To jednak nie jest istotne. Zwiększyłam ilość innych mąk, a co najważniejsze jest, że upiekłam chleb bezglutenowy.
Do jego przygotowania zużyłam:
250g mąki ryżowej
200g mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki suszonych drożdży
300ml ciepłego mleka
1 duże jajko
trochę soli
trochę cukru
Wszystkie suche składniki połączyłam ze sobą, dodałam mleko i miksowałam. Na koniec wbiłam całe jajko. Miksowałam jeszcze przez chwilę, a potem zaczęłam wyrabiać ciasto ręcznie. Kiedy uznałam, że ma dość, odstawiłam je w ciepłe miejsce i zostawiłam na godzinę, przykryte ścierką. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona i raczej wątpiłam w zwiększanie objętość. Ku mojemu zaskoczeniu jednak urosło. Podłużną foremkę wysmarowałam masłem i przełożyłam do niej ciasto. Miało śmieszną konsystencję. Podejrzewam, że to przez mąkę ryżową. Było jakby suche, łamało się. W foremce odstało jeszcze jakieś trzy kwadranse. Zastosowałam się do zaleceń i zwilżyłam ciasto z wierzchu wodą. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 190 stopni Celsjusza na około 45 min. Co ciekawe udało się. Chleb w smaku był delikatny i był najbielszym pieczywem jakie widziałam. Teraz koniecznie muszę spróbować chleba z samej mąki ziemniaczanej. Szczerze wierzę, że taki musi istnieć.
niedziela, 16 listopada 2014
Brownie czyli grzech w czystej postaci
Robiąc porządki w książkach kucharskich trafiłam na starą teczkę, w której było pełno podejrzanych wydruków i powyrywanych stron z gazet, a nawet kilka dodatków specjalnych. Wśród nich była kuchnia amerykańska, dodatek do gazety wyborczej z przed 10 lat. Trafiłam ta na przepis na brownie. Uwielbiam czekoladą i nie mogłam sobie odmówić. Nie miałam w domu orzechów włoskich więc zastąpiłam je płatkami migdałów, zresztą bez dodatków też wychodzą świetne. W przepisie zastanowiło mnie rozpuszczanie masła i czekolady na parze. Zawsze robiłam to w kąpieli wodnej, ale jak mus to mus.
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
poniedziałek, 15 lipca 2013
Bezglutenowe placuszki z łososiem
Wybrałam się w odwiedziny do rodziców.
Nie zawsze jestem na bieżąco z tym co się u nich dzieje. Jak
przyjechałam to się okazało, że moja siostra nie toleruje
glutenu. Widziałam w restauracyjnych menu znaczki, że danie jest
bezglutenowe, słyszałam, że ktoś ma nietolerancje na gluten, ale
co to i czego nie można jeść, to nie wiedziałam. Samo pojęcie
słyszałam, ale definicję... No cóż dopóki nas coś bezpośrednio
nie dotyczy to mało nas to obchodzi.
Skoro problem zaczął mnie pośrednio dotyczyć,a i tak grasowałam w kuchni uznałam, że coś jej przygotuję. Nie bardzo wiedziałam, czego mogę użyć. Znalazłam długą tabelkę w internecie. Skonfrontowałam jej zawartość z zawartością lodówki i szafek, a w efekcie końcowym pojawił się recept. Usmażyłam placuszki z łososiem. Do ich przygotowania potrzeba:
1/2 szklanki kaszy kukurydzianej
1 puszkę łososia w oleju
4 papryczki pepperoni
2 jajka
sól
pieprz kolorowy
Kaszę kukurydzianą ugotowałam według zaleceń, kiedy wystygła przełożyłam ją do miski, dodałam odsączonego łososia i pokrojone drobno papryczki. Wbiłam dwa jajka, przyprawiłam solą i pieprzem i usmażyłam na oleju kukurydzianym, bo taki akurat znalazłam.
Same placki to trochę mało. Przygotowałam do nich cukinię z melonem miodowym. Trochę minęła mi mania na cukinię, ale jeszcze nie do końca. Lubię ją zestawiać ze słodkimi owocami. Zabrakło mi granatu, niestety nigdzie w okolicy nie można było dostać. Planowałam gotowe danie posypać świeżymi czerwonymi kuleczkami, no cóż nie można mieć wszystkiego. Do przygotowania cukinii oprócz patelni grillowej potrzebowałam:
1 średnią cukinię
1/2 melona miodowego
pieprz
sól
1/2 cytryny (sok)
Cukinię pokroiłam w cienkie półksiężyce, przełożyłam na rozgrzaną patelnię. Mieszałam dosyć często i czekałam, aż cukinia się zarumieni, wtedy wrzuciłam na patelnię pokrojonego w cienkie plasterki melona. Odparowałam zawartość patelni, przyprawiłam, dodałam sok z cytryny i na tym koniec.
Skoro problem zaczął mnie pośrednio dotyczyć,a i tak grasowałam w kuchni uznałam, że coś jej przygotuję. Nie bardzo wiedziałam, czego mogę użyć. Znalazłam długą tabelkę w internecie. Skonfrontowałam jej zawartość z zawartością lodówki i szafek, a w efekcie końcowym pojawił się recept. Usmażyłam placuszki z łososiem. Do ich przygotowania potrzeba:
1/2 szklanki kaszy kukurydzianej
1 puszkę łososia w oleju
4 papryczki pepperoni
2 jajka
sól
pieprz kolorowy
Kaszę kukurydzianą ugotowałam według zaleceń, kiedy wystygła przełożyłam ją do miski, dodałam odsączonego łososia i pokrojone drobno papryczki. Wbiłam dwa jajka, przyprawiłam solą i pieprzem i usmażyłam na oleju kukurydzianym, bo taki akurat znalazłam.
Same placki to trochę mało. Przygotowałam do nich cukinię z melonem miodowym. Trochę minęła mi mania na cukinię, ale jeszcze nie do końca. Lubię ją zestawiać ze słodkimi owocami. Zabrakło mi granatu, niestety nigdzie w okolicy nie można było dostać. Planowałam gotowe danie posypać świeżymi czerwonymi kuleczkami, no cóż nie można mieć wszystkiego. Do przygotowania cukinii oprócz patelni grillowej potrzebowałam:
1 średnią cukinię
1/2 melona miodowego
pieprz
sól
1/2 cytryny (sok)
Cukinię pokroiłam w cienkie półksiężyce, przełożyłam na rozgrzaną patelnię. Mieszałam dosyć często i czekałam, aż cukinia się zarumieni, wtedy wrzuciłam na patelnię pokrojonego w cienkie plasterki melona. Odparowałam zawartość patelni, przyprawiłam, dodałam sok z cytryny i na tym koniec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


