W takie upały należy bezwzględnie nawadniać organizm. Oczywiście woda jest najlepsza, ale ile można, czasem ma się ochotę na coś co inaczej smakuje. Jednak, jak mam wybierać między sokami w kartonach, których zawartość owocu w soku owocowym bywa różna, a najczęściej przewyższa ją ilość cukru albo gazowanymi, sztucznie barwionymi napojami wolę coś sama przygotować. Nie jest to zajęcie bardziej czasochłonne od zaparzenia kawy, a ilość przygotowanego płynu jest znacznie większa niż jeden kubek gorącego płynu.
Jednym z moich ulubionych napoi jest czerwony smoothi. Do jego przygotowania potrzeba:
czerwone porzeczki
truskawki
dojrzałego banana
kostki lodu albo zamrożony mus z truskawek
Porzeczki najczęściej są kwaśne i żeby nie używać cukru dodaję banana, wszystko dokładnie miksuję i napój jest gotowy.
Upały mają to do siebie, że ciało puchnie. Szczególnie jak jest się już po trzydziestce. Nadmiar wody z organizmu można usunąć m.in. dzięki cytrynie czy żurawinie. Jak mam inne cytrusy pod ręką też je dodaję. Do przygotowania napoju, który widać na zdjęciu użyłam:
1 cytryny
1 grejfruta
1 garści suszonej żurawiny
przegotowaną wodę
Wyciśnięty sok z cytrusów zmieszałam z wodą (dopełniłam dzbanek do 0,75l) dodałam żurawinę i dokładnie zmiksowałam blenderem.
Ostatnia propozycja na upalne dni to klasyka gatunku jaką bardzo wielu z nas pamięta z dzieciństwa. Kompot! Ostatnio przygotowałam agrestowy. Nie jestem pewna ile wlałam wody do garnka (garnek był duży), ale wyszło mi ok. półtora litra esencjonalnego płynu. Prócz wody do garnka trafiło:
1/2 kg agrestu
1 jabłko
laska wanilii bez nasionek
brązowy cukier
Agrest umyłam i przełożyłam do garnka, dodałam jabłko, obrane, oczyszczone z gniazd nasiennych i pokrojone w kostkę oraz laskę wanilii. Dlaczego bez nasion? Odpowiedź jest prosta zużyłam je do czegoś innego. A pustą laskę schowałam dla aromatu i właśnie do kompotu się przydała. Zalałam wszystko wodą i gotowałam aż płyn stał się esencjonalny. Agrest był strasznie kwaśny więc dodałam brązowego cukru. Przecedziłam i rozlałam do butelek. Kompocik na upał był bombowy.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurawina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurawina. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 lipca 2015
piątek, 26 grudnia 2014
Bezglutenowe krokiety
Kuchnia bezglutenowa ostatnio jest bardzo popularna. Nie tylko osoby z nietolerancja na gluten stosują tę dietę. Od jakiegoś czasu stała się ona po prostu modna. Nieprzyswajalność glutenu nie jest wyrokiem. Można przyrządzać bardzo ciekawe dania, nawet świąteczne, a pokarmów z których trzeba zrezygnować naprawdę nie jest tak dużo. Świąteczne potrawy nie są wyjątkiem. U mnie w domu do barszczu były podawane krokiety. Jak krokiety, to trzeba przygotować naleśniki. Mąkę pszenną z powodzeniem można zastąpić mąką z ciecierzycy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


