W lecie dostałam od męża książkę o curry. Przyznam się pokornie, że tylko ją przerzuciłam i nie specjalnie się wczytałam. Jest świetnie wydana i sądząc po wspaniałych fotografiach przepisy w niej opublikowane muszą być receptami na pyszne, aromatyczne dania. Prędzej czy później zacznę z niej czerpać, ale póki co opierając się na swoim instynkcie przygotowałam czerwonek curry z ananasem (którego podobnie jak arbuza mogę pochłaniać w każdych ilościach). Do przygotowania tego całkiem szybkiego posiłku potrzebowałam:
500g piersi z kurczaka
1 świeżego ananasa
1 czerwoną paprykę
pastę z czerwonego curry
sól
olej
Mięso umyłam i pokroiłam w średniej wielkości kostkę. Podsmażyłam na oleju z orzechów ziemnych (bardzo go lubię i do dań o orientalnym zabarwieniu świetnie pasuje, ale to tylko kwestia upodobania). Kiedy mięso się zarumieniło dodałam ananas i paprykę pokrojone na kawałki zbliżonej wielkości do kurczaka. Dolałam około 200 ml wody i tak przez 15 minut na wolnym ogniu smaki się ze sobą łączyły. Kiedy wody zrobiło się o połowę mniej dodałam pastę curry, w zasadzie to całkiem sporo, lubię ostre potrawy i szczyptę soli. Danie było gotowe w momencie kiedy sos stał się aksamitny. Czerwone curry podałam z ryżem.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak z ananasem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak z ananasem. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 lutego 2016
środa, 22 maja 2013
Trochę słodki i trochę ostry kurczak, który słoika nie widział
W
ostatni łikend, miałam okazję urzędować po raz kolejny w
nieswojej kuchni. Byłam z synem u rodziców. Miałam zamiar trochę
odpocząć i nie gotować. Strach przed kuchnią po ostatnim wielkim
pieczeniu tlił się jeszcze gdzieś w środku. W okolicy południa
mama zaczęła przeprowadzać mały researcher, w celu stwierdzenia
kto na co ma ochotę. Ja nie miałam zdania. Mały nie odpowiedział,
był straszliwie zajęty czytaniem Encyklopedii Star Wars. Z
kręgu milczenia wyłamał się ojciec, który stwierdził, że dawno
nie jadł ryżu z takim sosem ze słoika.
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Nie
miałam ochoty na gotowanie, ale opcja obiadu ze słoika zmroziła mi
krew w żyłach. Nie to, abym była jakąś straszną przeciwniczką
słoików. Swego czasu to nawet byłam ich wielbicielką, ale teraz
kiedy większość produktów z benzoesanem mi szkodzi, nie chętnie
po nie sięgam. Sytuacja dojrzała do tego, żebym wzięła się za
gotowanie. Poprosiłam mamę, żeby kupiła podwójny płat z
kurczaka i ugotowała ryż. Po resztę zakupów poszłam z małym i
przy okazji zaliczyliśmy całkiem długi spacer. Wchodząc do
sklepu, nie wiedziałam do końca czego chcę. Ostateczna wizja
narodziła się gdzieś między działami warzywnym, a owocowym.
Planowałam zrobić sos niepomidorowy i coś z nutką orientalną.
Trochę pokręciliśmy się po sklepie, dałam się naciągnąć na
ciasteczka i spędziliśmy sporo czasu przed regałem z przyprawami.
Jako zawodowo czynny bibliotekarz, doszukuję się jakiegoś porządku
i układu w tych małych torebkach. Nigdy go jeszcze nie odnalazłam,
choć wciąż mam nadzieję. Niestety zawsze trafiam na ścianę
chaosu. Nie lepiej było by to ustawić w układzie alfabetycznym
albo chociaż rzeczowym?
Zakupy
zrobiłam, nie udało mi się kupić niesolonych fistaszków, więc
zadowoliłam się tymi przyprawionymi. Przed posiekaniem po prostu je
opłukałam. Daniem na sobotni obiad był kurczak słodko-ostry, do
jego przygotowania potrzeba:
Fistaszki opłukałam i posiekałam, paprykę zieloną pokroiłam na nieduże paski, pepperoni w plasterki, a kurczaka i ananasa w kostkę. Orzeszki uprażyłam na suchej patelni. Na patelnię po fistaszkach wlałam olej i go rozgrzałam po czym smażyłam kurczaka aż osiągnął złoty kolor. Wtedy dodałam oba rodzaje papryki, ananasa i zalałam syropem. Kiedy wszystko się poddusiło, wsypałam orzeszki, pieprz i kurkumę. W zasadzie to sporo kurkumy, a mało pieprzu, przecież pepperoni sama w sobie jest dość ostra. Doprawiłam kilkoma szczyptami soli i cynamonu. Wcisnęłam pół limetki. Na koniec w małej ilości zimnej wody roztrzepałam pół łyżki skrobi i zagęściłam nią sos. Mi osobiście smakowało. Ojciec początkowo kręcił nosem, że mu za słodko, ale jak zamiast ananasa natrafił na pepperoni to przestał marudzić, a pozostali w ogóle nie narzekali.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


