W moim domu warzywa są ważnym elementem posiłków. Niestety obiady, które mój mąż jada w pracy bywają ich pozbawione. Dlatego jak tylko mogę staram się serwować ich jak najwięcej. Ostatnio wpadliśmy w cug jedzenia pałeczkami. Sprzyja to przygotowywaniu dań, których bazą są warzywa. Lubię jak są pocięte w zapałkę, wtedy nawet nielubiane przez niejadka marchewki są przyjemną przekąska, oczywiście w wersji na surowo. W zeszły łikend przygotowałam warzywa inspirowane kuchnią azjatycką. Mimo strasznie długiej listy składników poniżej jest to danie jednogarnkowe. Do przygotowania warzyw w wersji azjatyckie potrzeba:
50 g groszku cukrowego
1 marchewka
1 mały korzeń pietruszki
1/2 małego pora
1/2 żółtej papryczki chilli
1 czerwona papryka
2 ząbki czosnku
kawałek świeżego imbiru
łyżka sosu słodkie chilli
1/2 łyżki pasty z tamaryndowca
2 łyżki sosu sojowego
olej kokosowy
Imbir, czosnek i papryczkę chilli kroimy w cienkie plasterki, wrzucamy na rozgrzany olej kokosowy. Za nimi idzie marchewka, pietruszka i papryka pokrojone w zapałkę i por w plastry. Groszek cukrowy dodajemy w całości. Mieszamy wszystko na patelni albo w woku. Dolewamy sos chilli, pastę z tamaryndowca i sos sojowy. Wszystko dusi się we własnym sosie dopóki warzywa trochę nie zmiękną.
Warzywa same w sobie są świetne. Jako danie obiadowe pasują na przykład do makaronu sobe (75g na dwie osoby w zupełności wystarczy). Można dodać na wierzch również krewetki w tempurze.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 stycznia 2017
poniedziałek, 2 stycznia 2017
Sałatka izraelska
Bardzo ją lubię i chętnie jadłabym ją przez okrągły rok. Niestety w zimie warzywa u nas nie smakują słońcem i cały czar tego dania pryska. Wprowadziłam kilka zmian w oryginalnym przepisie, żeby choć trochę lata zatrzymać na talerzu. Zieloną paprykę zastąpiłam czerwoną szpiczastą, która w zimie nie smakuje jak papier i dodałam coś co nierozłącznie kojarzy mi się z bliskim wschodem.
Sekretem sałatki są świeże, pachnące warzywa, dlatego nie powinna dłużej stać w lodówce niż 24 godziny, wtedy traci swój urok. Do jej przygotowania potrzeba:
2 dużych dojrzałych pomidorów, najlepsze są malinówki
1 dużego ogórka
1 paprykę szpiczastą
1 dużą czerwoną cebulę
garść świeżych liści natki pietruszki
trochę świeżych liści mięty
łyżkę pasty sezamowej
3 łyżki oliwy z oliwek
sól
czarny pieprz
sok z jednej cytryny
Oliwę, pastę sezamową i sok z cytryny mieszamy ze sobą. Pomidory, ogórka, i paprykę pozbawiamy nasion. Kroimy je w drobną kostkę, a cebulę w jeszcze drobniejszą. Umyte listki siekamy. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i zalewamy wcześniej przygotowanym dresingiem. Na koniec przyprawiam solą i pieprzem.
Sekretem sałatki są świeże, pachnące warzywa, dlatego nie powinna dłużej stać w lodówce niż 24 godziny, wtedy traci swój urok. Do jej przygotowania potrzeba:
2 dużych dojrzałych pomidorów, najlepsze są malinówki
1 dużego ogórka
1 paprykę szpiczastą
1 dużą czerwoną cebulę
garść świeżych liści natki pietruszki
trochę świeżych liści mięty
łyżkę pasty sezamowej
3 łyżki oliwy z oliwek
sól
czarny pieprz
sok z jednej cytryny
Oliwę, pastę sezamową i sok z cytryny mieszamy ze sobą. Pomidory, ogórka, i paprykę pozbawiamy nasion. Kroimy je w drobną kostkę, a cebulę w jeszcze drobniejszą. Umyte listki siekamy. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i zalewamy wcześniej przygotowanym dresingiem. Na koniec przyprawiam solą i pieprzem.
poniedziałek, 23 marca 2015
Przepyszny krem z warzyw
Któregoś dnia zostałam dotknięta klęską urodzaju. Niejadek się pochorował i wszystkie życzliwe osoby przyniosły mi rosół. Sama zdążyłam też ugotować wielki gar. Na szczęście jest kilka sposobów na nie marnowanie pysznej zupy. Część zamroziłam, część zjadł rekonwalescent, a część przetworzyłam. Wśród dorosłych domowników brakuję entuzjastów królowej zup. Za to wszystkie inne są chętnie zjadana. Dlatego jakieś 1,5 litra rosołu zamieniło się w aromatyczny krem z warzyw. Do przygotowania mojej zupki potrzebowałam:
1 1/2 litra rosołu
2 duże marchewki
1 dużą pietruszkę (korzeń)
1 łodygę selera naciowego
1/2 papryki
garść suszonych pomidorów
sok z cytryny
sól czarny pieprz
Jest to zupa absolutnie porasta w przygotowaniu. Wystarczy, że warzywa pokroiłam w cienkie plasterki, wrzuciłam do garnka z rosołem i gotowałam tak długo, aż zrobiły się miękkie. W mieszkaniu unosił się charakterystyczny zapach pietruszki, którą bardzo lubię.W między czasie na maśle z dodatkiem oleju zrobiłam grzanki z czerstwego chleba. Zupy kremy trzeba przełamać czymś do pogryzienia inaczej są nudne. Po ugotowaniu zawartość garnka potraktowałam blenderem. Byłam bezlitosna, wszystko zmieniłam w papkę. Przyprawiłam sokiem z cytryny solą i pieprzem. Przed podaniem dodawałam grzanki, rzeżuchę i ziarna słonecznika.
Postanowiłam trochę poeksperymentować z taką koncepcją przyrządzania zup. Dzisiejsza była inspirowana smakami orientu, ale o tym następnym razem
1 1/2 litra rosołu
2 duże marchewki
1 dużą pietruszkę (korzeń)
1 łodygę selera naciowego
1/2 papryki
garść suszonych pomidorów
sok z cytryny
sól czarny pieprz
Jest to zupa absolutnie porasta w przygotowaniu. Wystarczy, że warzywa pokroiłam w cienkie plasterki, wrzuciłam do garnka z rosołem i gotowałam tak długo, aż zrobiły się miękkie. W mieszkaniu unosił się charakterystyczny zapach pietruszki, którą bardzo lubię.W między czasie na maśle z dodatkiem oleju zrobiłam grzanki z czerstwego chleba. Zupy kremy trzeba przełamać czymś do pogryzienia inaczej są nudne. Po ugotowaniu zawartość garnka potraktowałam blenderem. Byłam bezlitosna, wszystko zmieniłam w papkę. Przyprawiłam sokiem z cytryny solą i pieprzem. Przed podaniem dodawałam grzanki, rzeżuchę i ziarna słonecznika.
Postanowiłam trochę poeksperymentować z taką koncepcją przyrządzania zup. Dzisiejsza była inspirowana smakami orientu, ale o tym następnym razem
czwartek, 25 kwietnia 2013
Bakłażan w towarzystwie pomidorów
Pamiętam
nasze pierwsze spotkanie. Przypadkiem w sklepie dotknęłam jego
skóry, była tak aksamitna i delikatna. Zbliżyłam się do niego.
Nie mogłam się powstrzymać. Pachniał tak niesamowicie świeżo,
trochę cytrynowo. Położyłam na nim obie dłonie. Byłam tylko ja
i on. Otoczenie nie istniało. Działał na mnie tak magnetycznie.
Musiałam go mieć! Oszalałabym bez niego... Tak właśnie kupiłam
swojego pierwszego bakłażana. Nie miałam początkowo pojęcia, ani
pomysłu co z nim zrobić. Leżał kilka dni w lodówce w
towarzystwie cukinii, aż w końcu wylądowali razem na patelni.
Przez
ostatnie dwa tygodnie chodził za mną bakłażan. Nie przyrządzałam
go od zeszłego roku. Te najładniej pachnące o cudownej w dotyku
skórce nie występują niestety jeszcze w warzywniakach.
Kupiłam wczoraj takiego przystojniaka i dzisiaj się nim zajęłam.
Bakłażana przyprawiam zawsze tymiankiem. Mam w zamrażalniku
zatopiony w oliwie z oliwek zeszłoroczny tymianek z pewnego ogródka
działkowego, który latem plądruje co jakiś czas (za zgodą
właścicieli oczywiście), ale uznałam, że pierwszy tegoroczny
bakłażan zasługuje na świeże zioła. Kupiłam doniczkę pełną
rozczochranego tymianku i zabrałam się do gotowania. Podczas
zakupów zapomniałam limonki, ale dzięki pomocy pewnej młodej damy
mały zielony owoc szybko pojawił się w mojej kuchni. Do
przygotowania bakłażana w towarzystwie pomidorów potrzebuję:
1
bakłażana
2
łyżki oliwy z oliwek
2
ząbki czosnku
200g
pomidorów koktajlowych
1
puszkę pomidorów bez skórki
1/2
czerwonej papryki
1
papryczkę chili
świeży
tymianek
sól
czarny
świeżo mielony pieprz
Na
rozgrzaną patelnie wylałam dwie łyżki oliwy z oliwek, kiedy się
odpowiednio zagrzała, wrzuciłam bakłażana pokrojonego w kostkę i
pocięty w plasterki czosnek, posoliłam. Kiedy bakłażan się
zarumienił, dodałam paprykę pokrojoną również w kostkę,
połówki pomidorów koktajlowych i całą papryczkę chili, żeby
składniki przeszły jej smakiem, a danie nie było zbyt ostre. Potem
w rękach rozdrobniłam pomidory z puszki i wlałam płynną
zawartość metalowego opakowania. Mieszałam i dokładałam kolejne
listki świeżego tymianku, po dziesięciu - piętnastu minutach
całość była gotowa. Nie szczędząc pieprzu dokonałam finalnego
przyprawiania.
Takie
warzywa zjadam bez dodatków, ale znam amatorów tortilli z takim
nadzieniem. Przypadkiem dwoje takich amatorów kręciło mi się po
domu, a i tortille się znalazły. Do wersji w kukurydzianym placku
dodałam ser żółty. Taki mocno twardy o wyrazistym ostrym smaku. I
na tym zakończyłam mój dzisiejszy pobyt między garami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
