W moim domu warzywa są ważnym elementem posiłków. Niestety obiady, które mój mąż jada w pracy bywają ich pozbawione. Dlatego jak tylko mogę staram się serwować ich jak najwięcej. Ostatnio wpadliśmy w cug jedzenia pałeczkami. Sprzyja to przygotowywaniu dań, których bazą są warzywa. Lubię jak są pocięte w zapałkę, wtedy nawet nielubiane przez niejadka marchewki są przyjemną przekąska, oczywiście w wersji na surowo. W zeszły łikend przygotowałam warzywa inspirowane kuchnią azjatycką. Mimo strasznie długiej listy składników poniżej jest to danie jednogarnkowe. Do przygotowania warzyw w wersji azjatyckie potrzeba:
50 g groszku cukrowego
1 marchewka
1 mały korzeń pietruszki
1/2 małego pora
1/2 żółtej papryczki chilli
1 czerwona papryka
2 ząbki czosnku
kawałek świeżego imbiru
łyżka sosu słodkie chilli
1/2 łyżki pasty z tamaryndowca
2 łyżki sosu sojowego
olej kokosowy
Imbir, czosnek i papryczkę chilli kroimy w cienkie plasterki, wrzucamy na rozgrzany olej kokosowy. Za nimi idzie marchewka, pietruszka i papryka pokrojone w zapałkę i por w plastry. Groszek cukrowy dodajemy w całości. Mieszamy wszystko na patelni albo w woku. Dolewamy sos chilli, pastę z tamaryndowca i sos sojowy. Wszystko dusi się we własnym sosie dopóki warzywa trochę nie zmiękną.
Warzywa same w sobie są świetne. Jako danie obiadowe pasują na przykład do makaronu sobe (75g na dwie osoby w zupełności wystarczy). Można dodać na wierzch również krewetki w tempurze.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 stycznia 2017
niedziela, 7 kwietnia 2013
Żądam świeżości
Dzisiaj
za oknem trochę lepsza pogoda niż ostatnio, ale dalej szaro brudno
i ponuro. Pierwszy tydzień kwietnia mija, a zima nie ma wstydu, nie
chce się spakować i kulturalnie odejść. Brakuje mi warzyw i
owoców, takich które
można kupić od starszych pań pod super samem. Rzodkiewki, które
teraz można dostać smakują jak styropian, a pomidory w ogóle
smaku nie mają. Nic nie pachnie tak jak powinno. Ta przedłużająca
się zima sprawiła, że jestem stęskniona za latem jak jeszcze
nigdy w życiu. Marzy mi się arbuz, truskawki i bób. Chce
pachnących młodych ziemniaków z maślanką i mizerii ze świeżego
ogórka. Przez cały zeszły tydzień starałam się poprawić sobie
humor owocami i warzywami na tyle na ile to było możliwe
wiosenno-letnimi smakami. Znalazłam w zamrażalniku maliny i
zrobiłam z nich koktajl. Trochę mnie zasmuciły bo były strasznie
kwaśne i musiałam dosypać cukru. Kupiłam mrożone truskawki i te
też okazały się kwaśne. Znowu bez cukru się nie obeszło. Na
dzbanek koktajlu potrzebowałam:
1 opakowanie mrożonych truskawek
1 i
1/2 szklanki maślanki
2
łyżki cukru pudru
Koktajl był pyszny. Brakowało w nim niestety naturalnej słodyczy truskawek. W czwartek do obiadu starłam marchewkę z jabłkiem. Mój niejadek kręcił nosem, że to nie ogórki (jest największym fanem ogórków jakiego znam), więc na następny dzień dostał mizerie i były ziemniaki. Na moim talerzu kartofelki posypane koperkiem topiły się w maślance. Do surówki z marchewki potrzebowałam starte na małych oczkach
2 małe słodkie jabłka
2
średnie marchewki
sok
z cytryny
Mizeria jest drugą najszybszą surówką świata. Pierwsze miejsce zdecydowanie należy do sałaty ze śmietaną w wersji podstawowej. Do ogórków i śmietany prócz soli i pieprzu zawsze wsypuję koperek, najlepiej świeży. Połączenie ogórków i koperku jest bardzo udanym związkiem. Ogórek bez koperku jest jak rower bez kół.
Zwieńczeniem
mojej tęsknoty za latem były mini tarty z pomidorami. W sobotę
wieczorem miałam gości. Obiecałam upiec babeczki. Jednak to było
trochę mało, więc postanowiłam zrobić małe tarty. Część
zrobiłam z tapenadą i fetą, a część z siekanymi pomidorami,
bazylią i mozzarellą. Kombinowałam z czosnkiem. Ucieram go z bazylią i oliwą z oliwek, ale mam taki katar, że nie
czuję smaku. Czosnek ponoć było czuć na korytarzu, a ja
mogłam wsadzić nos w moździerz i nic. Na wszelki wypadek
odpuściłam eksperymenty do chwili kiedy wróci mi powonienie i
smak. Babeczki wyszły tak piekielnie ostre, że zrobiłam do
nich sos czosnkowy, bez czegoś wilgotnego były okrutnie palące. Do
zrobienia tart z pomidorem potrzebowałam:
1 puszkę pomidorów
7
dużych liści świeżej bazylii
sól
czarny
pieprz
ciasto
francuskie
tartą
mozzarellę do zapiekania
żółtko
mleko
Z
ciasta wycięłam kółka, ułożyłam je na blaszce wyłożonej
papierem do pieczenia. Żółtko rozbełtałam z odrobiną mleka i
posmarowałam nim ciasto. Pomidory posiekałam dodałam do nich
drobno pociętą bazylię i jeszcze posiekałam. Bazylię tnę
nożyczkami. Dodałam pieprz i sól. Nałożyłam trochę na każdy
krążek ciasta i posypałam mozzarellą. Piekłam w temperaturze
180°C do momentu, w którym ciasto było złote. Ostre babeczki
sprawiły, że wrócił mi trochę smak. Pomidorki były prawie jak w
lecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
