Świąteczne lenistwo czasem bywa inspirujące. W pierwszy dzień świąt leżałam na kanapie, czytałam książkę, którą znalazłam pod choinką i jednym okiem zerkałam na telewizor. Leciał akurat bożonarodzeniowy Jamie Oliver. Wśród całej masy pysznych potraw, które pewnie są opublikowane w jakiejś książce, były też domowe lody. Nie zapamiętała oczywiście receptury. Pamiętała składniki. Lody robił na bazie kremu waniliowego o jakiejś włoskiej nazwie. Pomyślałam, że spróbuję, szczególnie, że ktoś bardzo mi bliski miał mieć urodziny.
Do przygotowania lodów potrzebowałam:
4 jajka
170 ml śmietanki 30%
100 g cukru
3 Snickersy
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 laska wanilli
szczypta soli
Oddzieliłam białka od żółtek. Białka wstawiłam do lodówki. Żółtka utarłam z cukrem i dodałam wanilię.
W między czasie rozpuściłam w kąpieli wodnej tabliczkę czekolady i dwa Snickersy. Do białek dodałam szczyptę soli i ubiłam je na sztywną pianę. Śmietanę również ubiłam. Białka, żółtka i śmietanę połączyłam delikatnie mieszając, aż masa stała się jednolita. Na koniec wlałam rozpuszczoną czekoladę z batonikami robiąc marmurkowy wzorek jak w programie. Ostatniego Snickersa posiekałam i posypałam gotową masę, którą wstawiłam do lodówki na całą noc. Wafle kupiłam, może kiedyś spróbuje zrobić sama. Tym czasem mam w planach lody truskawkowe. Na szczęście mrożone truskawki można dostać przez cały rok.
Translate
niedziela, 28 grudnia 2014
piątek, 26 grudnia 2014
Bezglutenowe krokiety
Kuchnia bezglutenowa ostatnio jest bardzo popularna. Nie tylko osoby z nietolerancja na gluten stosują tę dietę. Od jakiegoś czasu stała się ona po prostu modna. Nieprzyswajalność glutenu nie jest wyrokiem. Można przyrządzać bardzo ciekawe dania, nawet świąteczne, a pokarmów z których trzeba zrezygnować naprawdę nie jest tak dużo. Świąteczne potrawy nie są wyjątkiem. U mnie w domu do barszczu były podawane krokiety. Jak krokiety, to trzeba przygotować naleśniki. Mąkę pszenną z powodzeniem można zastąpić mąką z ciecierzycy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
Naleśniki mają bogatszy smak. Taki odrobinę fasolowy. Do przygotowania bezglutenowych naleśników potrzeba:
250 g mąki z ciecierzyce
2 jaka
sól
wodę
mleko
3 łyżki olej
Jak w przypadku wersji standardowej należy wszystko wymieszać tak, żeby nie było grudek, a ciasto było odpowiednio rzadkie. Za gęste nie chce rozlewać się ładnie po patelni. Naleśniki z ciecierzycy smażymy jak każde inne. Są nieco sztywniejsze dlatego dodaję więcej oleju do ciasta, co sprawia że jest bardziej elastyczne.
Farsz do bezglutenowych naleśników zrobiłam słodki. Smak standardowych pieczarek jakoś gryzł mi się z fasolowymi naleśnikami. Do jego przygotowania potrzebowałam:
800 g pieczarek
1 średnią cebulę
1 dużą garść żurawiny
1 łyżka miodu
masło
odrobinę oleju
kieliszek rieslingu
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Na patelnie wyłożyłam masło i dodałam odrobinę oleju. Masło nie pali się jeśli ma olej do towarzystwa. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam drobno posiekaną cebulkę. Kiedy się zeszkliła dodałam obrane i pokrojone w kostkę pieczarki. Posypałam je solą żeby puściły wodę. Jak zmiękły dolałam wino, wsypałam garść posiekanej żurawiny i łyżkę miodu. Dusiłam przez jakiś czas, aż większość wody odparowała. Posypałam pieprzem i farsz był gotowy.
czwartek, 11 grudnia 2014
Puszyste śniadanie z omletem białkowym i bez glutenu
"Śniadanie to podstawowy posiłek", zdanie powtarzane jak mantra. No cóż czy się to komuś podoba czy nie tak jest. Ja osobiście nie jestem wielbicielką śniadań. Do godziny 13:00 spokojnie mogę nie jeść i wcale nie odczuwam głodu. Trzy kawy świetnie zastępują mi posiłek. Jednak zdrowy rozsądek stuka mi gdzieś w tył czaszki i powtarza, że tak nie można. W ramach życzeń na trzydziestkę ktoś podesłał mi link do artykułu. Był on o tym dzieje z organizmem po trzeciej dekadzie i trochę się przestraszyłam. Postanowiłam, że koniec zwalania wszystkiego na brak czasu i trzeba się za siebie wziąć. Nie jestem rano głodna, ale staram się zjeść coś zdrowego, żeby nie wychodzić do pracy z pustym żołądkiem i nie robić przysługi wrzodom.
W dni wolne staram się bardziej. Ostatnio przygotowałam na śniadanie omlet białkowy i sałatkę z fenkułem. Sałatka była niczego sobie. Znalazłam przepis w internecie, trochę go oczywiście zmodyfikowałam. Jednak kiedy doszło do konsumpcji uznałam, że receptura wymaga dopracowania. Dlatego na razie w ramach dygresji od omletu tylko zdjęcie, a przepis w najbliższym czasie.
Tymczasem pomysł na omlet pojawił się kiedy czytałam jakieś jadłospisy znanych ludzi. Co druga osoba, ponoć codziennie jada takie omlety na śniadanie. Miałam kilka białek w lodówce (żółtka wylądowały w carbonarze) i uznałam, że to ten moment. Jak pisałam jakiś czas temu moda na unikanie glutenu zagościła pod moim dachem i jakoś nie chce minąć. Dlatego omlet dodatkowo był bezglutenowy. Do jego przygotowania potrzebowałam:
3 białek
łyżkę mąki z ciecierzycy
3 plastry szynki szwarcwaldzkiej
kawałek awokado
kawałek niebieskiego, twardego sera pleśniowego
ziarna słonecznika
olej słonecznikowy
masło
Białka ubiłam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodałam łyżkę mąki i miksowałam, aż całość miało gładką fakturę. Na patelnię wylałam trochę oleju i dałam kawałek masła. Na rozgrzany tłuszcz wysypałam trochę ziaren słonecznika, żeby się zarumieniły. Do piany dodałam, delikatnie mieszając: szynkę, awokado i ser. Wszystko pokrojone na drobne kawałki. Białą masę przełożyłam na patelnię. Omlet obróciłam jak zarumienił się z jednej strony, a kiedy druga była złota, śniadanie było gotowe.
W dni wolne staram się bardziej. Ostatnio przygotowałam na śniadanie omlet białkowy i sałatkę z fenkułem. Sałatka była niczego sobie. Znalazłam przepis w internecie, trochę go oczywiście zmodyfikowałam. Jednak kiedy doszło do konsumpcji uznałam, że receptura wymaga dopracowania. Dlatego na razie w ramach dygresji od omletu tylko zdjęcie, a przepis w najbliższym czasie.
Tymczasem pomysł na omlet pojawił się kiedy czytałam jakieś jadłospisy znanych ludzi. Co druga osoba, ponoć codziennie jada takie omlety na śniadanie. Miałam kilka białek w lodówce (żółtka wylądowały w carbonarze) i uznałam, że to ten moment. Jak pisałam jakiś czas temu moda na unikanie glutenu zagościła pod moim dachem i jakoś nie chce minąć. Dlatego omlet dodatkowo był bezglutenowy. Do jego przygotowania potrzebowałam:
3 białek
łyżkę mąki z ciecierzycy
3 plastry szynki szwarcwaldzkiej
kawałek awokado
kawałek niebieskiego, twardego sera pleśniowego
ziarna słonecznika
olej słonecznikowy
masło
Białka ubiłam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodałam łyżkę mąki i miksowałam, aż całość miało gładką fakturę. Na patelnię wylałam trochę oleju i dałam kawałek masła. Na rozgrzany tłuszcz wysypałam trochę ziaren słonecznika, żeby się zarumieniły. Do piany dodałam, delikatnie mieszając: szynkę, awokado i ser. Wszystko pokrojone na drobne kawałki. Białą masę przełożyłam na patelnię. Omlet obróciłam jak zarumienił się z jednej strony, a kiedy druga była złota, śniadanie było gotowe.
niedziela, 7 grudnia 2014
Cynamonowe bułeczki
Zbliżają się święta, pora na pachnące cynamonem, imbirem i żurawiną słodkie wypieki. Powoli się przygotowuję na wielki pieczenie i co parę dni testuje nowe pomysły. Ostatnio piekłam ślimaczki cynamonowe. Ubóstwiam cynamon w każdej postaci i nigdy nie mam go dość. Niestety mój niejadek nie podziela tego entuzjazmu i z kilometra wyczuję choćby szczyptę cynamonu. Wtedy zaczyna od razu się wykrzywiać. Ja jednak się nie poddaję i cały czas próbuję go namówić chociaż na mały kęs.
Cynamonki przygotowałam na bazie ciasta drożdżowego. W planach mam jeszcze eksperymenty z innymi ciastami. Do przygotowania ślimaczków cynamonowych potrzeba:
1/2 kg mąki pszennej
2 jajka
1 paczkę suszonych drożdży
mleko
3/4 szklanki cukru
3 łyżki oleju
szczyptę soli
Ciasto przygotowałam jak zwykle. Mąkę pszenną zmieszałam z drożdżami, dodałam jajka, cukier i ciepłe mleko. Nigdy nie wiem ile go dokładnie leję, wydaje mi się że około 3/4 szklanki. Oczywiście do wszystkiego należy wsypać szczyptę soli, ciasto drożdżowe nie jest wyjątkiem. Nasypałam ok. pół łyżeczki białych kryształków. Wyrobiłam ciasto i na koniec dolałam jeszcze dwie łyżki oleju z prażonych orzechów włoskich. Ciasto dokładnie zagniotłam i poczekałam aż wyrośnie.
Wyrośnięte podzieliłam na dwie części, każdą rozwałkowałam na łady prostokąt i posmarowałam masą cynamonową, która jest bardzo prosta, do jej przygotowania potrzeba:
1/2 kostki masła
100g cukru
2 łyżeczki cynamonu
Bardzo miękkie masło dokładnie zmieszałam z cukrem i cynamonem. Następnie posmarowałam cynamonową papką rozwałkowany placki drożdżowe. Ciasto zwinęłam w rulon i odcinałam 2 cm kawałki, które układałam na papierze do pieczenia. Blaszkę włożyłam do piekarnika rozgrzanego do dwustu stopni i piekłam, aż zrobiły się rumiane.
Cynamonki przygotowałam na bazie ciasta drożdżowego. W planach mam jeszcze eksperymenty z innymi ciastami. Do przygotowania ślimaczków cynamonowych potrzeba:
1/2 kg mąki pszennej
2 jajka
1 paczkę suszonych drożdży
mleko
3/4 szklanki cukru
3 łyżki oleju
szczyptę soli
Ciasto przygotowałam jak zwykle. Mąkę pszenną zmieszałam z drożdżami, dodałam jajka, cukier i ciepłe mleko. Nigdy nie wiem ile go dokładnie leję, wydaje mi się że około 3/4 szklanki. Oczywiście do wszystkiego należy wsypać szczyptę soli, ciasto drożdżowe nie jest wyjątkiem. Nasypałam ok. pół łyżeczki białych kryształków. Wyrobiłam ciasto i na koniec dolałam jeszcze dwie łyżki oleju z prażonych orzechów włoskich. Ciasto dokładnie zagniotłam i poczekałam aż wyrośnie.
Wyrośnięte podzieliłam na dwie części, każdą rozwałkowałam na łady prostokąt i posmarowałam masą cynamonową, która jest bardzo prosta, do jej przygotowania potrzeba:
1/2 kostki masła
100g cukru
2 łyżeczki cynamonu
Bardzo miękkie masło dokładnie zmieszałam z cukrem i cynamonem. Następnie posmarowałam cynamonową papką rozwałkowany placki drożdżowe. Ciasto zwinęłam w rulon i odcinałam 2 cm kawałki, które układałam na papierze do pieczenia. Blaszkę włożyłam do piekarnika rozgrzanego do dwustu stopni i piekłam, aż zrobiły się rumiane.
niedziela, 30 listopada 2014
Kremowa zupa pomidorowa z mozzarellą
Wczoraj były Andrzejki, jakoś się tak poskładało, że mieliśmy gości. Czyli trafiła się okazja, żeby sobie pogotować. Wśród gości były dzieci, dlatego zdecydowałam się na słodkie menu, nie w stu procentach, ale słodyczy było zdecydowanie więcej niż zwykle. Musiało też być coś na ciepło. Przygotowałam krem z pomidorów z mozzarellą, do którego było focaccio z czarnymi oliwkami. Postawiłam na szwedzki bufet, a zupę postawiłam w garnku, wazy mam niestety za małe.
Bazą do zupy było sofritto. Na oleju z prażonych pistacji podsmażyłam marchewkę, korzeń pietruszki i średnią cebulę. Do przygotowanie kremu z pomidorów potrzeba:
olej albo oliwa co kto lubi
marchewkę
korzeń pietruszki
cebulę
6 puszek pomidorów
400 ml przecieru pomidorowego
2 mozzarelle kulki
świeżą bazylię
sól
czarny pieprz
Jak widać porcja jest na więcej niż dwie osoby. Do garnka z gotowym sofrito wlałam zawartość puszek i przecier. Zostawiłam na małym ogniu na jakieś trzy kwadranse, żeby się odparowało. Zdjęłam z kuchenki garnek, dodałam garść świeżych liści bazylii, sól, pieprz i pocięta na kawałki mozzarellę, na koniec wszystko potraktowałam blenderem.
Bazą do zupy było sofritto. Na oleju z prażonych pistacji podsmażyłam marchewkę, korzeń pietruszki i średnią cebulę. Do przygotowanie kremu z pomidorów potrzeba:
olej albo oliwa co kto lubi
marchewkę
korzeń pietruszki
cebulę
6 puszek pomidorów
400 ml przecieru pomidorowego
2 mozzarelle kulki
świeżą bazylię
sól
czarny pieprz
Jak widać porcja jest na więcej niż dwie osoby. Do garnka z gotowym sofrito wlałam zawartość puszek i przecier. Zostawiłam na małym ogniu na jakieś trzy kwadranse, żeby się odparowało. Zdjęłam z kuchenki garnek, dodałam garść świeżych liści bazylii, sól, pieprz i pocięta na kawałki mozzarellę, na koniec wszystko potraktowałam blenderem.
czwartek, 20 listopada 2014
Bezglutenowy chleb
Pisząc ostatnio o brawnie wspomniałam, że zaprowadzono w moim domu dietę bezglutenową, na potrzeby sprawdzenia teorii spiskowych dotyczących pszenicy. Przyjęłam ją pokornie i bez buntu. Przerobiłam kilka diet w swoim życiu, można i taką. A nuż się uda. Początkowo całkowicie zrezygnowaliśmy z pieczywa. Przecież we wszystkim co jest dostępne w normalnych sklepach czai się podstępny gluten. Po kilku dniach zaczęło mi do tego stopnia jednak brakować chleba, że zaczęłam podjadać wafle ryżowe, których naprawdę nie lubię. Kryzys się pogłębiał, więc tupnęłam nogą i powiedziałam basta! Upiekę własny chleb.
Przeszperałam internet w poszukiwaniu pieczywa z mąki ziemniaczanej. Znalazłam przepisy tylko z mieszanych mąk. Odniosłam wrażenie, że wszędzie królowała mąka z migdałów. Jak się okazało jest cholernie droga. 500g mąki za 35 złoty to jest fanaberia, a nie zdrowa dieta. Nie jestem pewna czy w przepisie, na który się zdecydowałam nie było jej przypadkiem w składzie. Gdy wlałam mleko tak jak było napisane, to w misce powstało bardzo rzadkie ciasto na naleśniki. Kserowałam kartki z przepisem i chyba ją przysłoniłam. To jednak nie jest istotne. Zwiększyłam ilość innych mąk, a co najważniejsze jest, że upiekłam chleb bezglutenowy.
Do jego przygotowania zużyłam:
250g mąki ryżowej
200g mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki suszonych drożdży
300ml ciepłego mleka
1 duże jajko
trochę soli
trochę cukru
Wszystkie suche składniki połączyłam ze sobą, dodałam mleko i miksowałam. Na koniec wbiłam całe jajko. Miksowałam jeszcze przez chwilę, a potem zaczęłam wyrabiać ciasto ręcznie. Kiedy uznałam, że ma dość, odstawiłam je w ciepłe miejsce i zostawiłam na godzinę, przykryte ścierką. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona i raczej wątpiłam w zwiększanie objętość. Ku mojemu zaskoczeniu jednak urosło. Podłużną foremkę wysmarowałam masłem i przełożyłam do niej ciasto. Miało śmieszną konsystencję. Podejrzewam, że to przez mąkę ryżową. Było jakby suche, łamało się. W foremce odstało jeszcze jakieś trzy kwadranse. Zastosowałam się do zaleceń i zwilżyłam ciasto z wierzchu wodą. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 190 stopni Celsjusza na około 45 min. Co ciekawe udało się. Chleb w smaku był delikatny i był najbielszym pieczywem jakie widziałam. Teraz koniecznie muszę spróbować chleba z samej mąki ziemniaczanej. Szczerze wierzę, że taki musi istnieć.
Przeszperałam internet w poszukiwaniu pieczywa z mąki ziemniaczanej. Znalazłam przepisy tylko z mieszanych mąk. Odniosłam wrażenie, że wszędzie królowała mąka z migdałów. Jak się okazało jest cholernie droga. 500g mąki za 35 złoty to jest fanaberia, a nie zdrowa dieta. Nie jestem pewna czy w przepisie, na który się zdecydowałam nie było jej przypadkiem w składzie. Gdy wlałam mleko tak jak było napisane, to w misce powstało bardzo rzadkie ciasto na naleśniki. Kserowałam kartki z przepisem i chyba ją przysłoniłam. To jednak nie jest istotne. Zwiększyłam ilość innych mąk, a co najważniejsze jest, że upiekłam chleb bezglutenowy.
Do jego przygotowania zużyłam:
250g mąki ryżowej
200g mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki suszonych drożdży
300ml ciepłego mleka
1 duże jajko
trochę soli
trochę cukru
Wszystkie suche składniki połączyłam ze sobą, dodałam mleko i miksowałam. Na koniec wbiłam całe jajko. Miksowałam jeszcze przez chwilę, a potem zaczęłam wyrabiać ciasto ręcznie. Kiedy uznałam, że ma dość, odstawiłam je w ciepłe miejsce i zostawiłam na godzinę, przykryte ścierką. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona i raczej wątpiłam w zwiększanie objętość. Ku mojemu zaskoczeniu jednak urosło. Podłużną foremkę wysmarowałam masłem i przełożyłam do niej ciasto. Miało śmieszną konsystencję. Podejrzewam, że to przez mąkę ryżową. Było jakby suche, łamało się. W foremce odstało jeszcze jakieś trzy kwadranse. Zastosowałam się do zaleceń i zwilżyłam ciasto z wierzchu wodą. Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 190 stopni Celsjusza na około 45 min. Co ciekawe udało się. Chleb w smaku był delikatny i był najbielszym pieczywem jakie widziałam. Teraz koniecznie muszę spróbować chleba z samej mąki ziemniaczanej. Szczerze wierzę, że taki musi istnieć.
niedziela, 16 listopada 2014
Brownie czyli grzech w czystej postaci
Robiąc porządki w książkach kucharskich trafiłam na starą teczkę, w której było pełno podejrzanych wydruków i powyrywanych stron z gazet, a nawet kilka dodatków specjalnych. Wśród nich była kuchnia amerykańska, dodatek do gazety wyborczej z przed 10 lat. Trafiłam ta na przepis na brownie. Uwielbiam czekoladą i nie mogłam sobie odmówić. Nie miałam w domu orzechów włoskich więc zastąpiłam je płatkami migdałów, zresztą bez dodatków też wychodzą świetne. W przepisie zastanowiło mnie rozpuszczanie masła i czekolady na parze. Zawsze robiłam to w kąpieli wodnej, ale jak mus to mus.
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

