Zacznę inaczej niż zwykle, bo od zdjęcia. Bardzo chciałam zrobić zdjęcie adekwatne do smaku dania, które na nim jest. Tylko problemem zawsze było światło. Uważam, że najtrudniejszym obiektem do sfotografowania jest mięso. Poświęcam taki zdjęciom wiele czasu i uwagi. Jednak w tym przypadku coś zawiodło, a raczej wszystko skomplikował brak czasu. Od zdjęcia poniżej, na który jest również kolorowa, pieczona marchew minęło chyba półtora miesiąca. Klopsy robię średnio co pięć, sześć dni, a jednak nie udało mi się ich uchwycić w lepszym świetle. Trudno, klopsy mi jakoś wybaczą. Zapewniam, że smakują o niebo lepiej niż wyglądają.
Mój niejadek jada coraz więcej. I próbuje coraz więcej. Niedługo przestane pisać o nim niejadek, a żarłok. Swego czasu jedynym mięsem jakie spożywał były klopsy z Ikei. Nie mam nic przeciwko gotowym danią od czasu do czasu, ale co za dużo to nie zdrowo. Ja lubię gotować i poświęcenie godziny snu na rzecz zdrowego posiłku dla dziecka nie jest tragedią, a wręcz przyjemnością. Okazało się, że uprzedniego faworyta zdeklasowałam zupełnie. Moje klopsy są "najlepsze na świecie", oczywiście zdaję sobie sprawę, że mówiąc to niejadek podlizuje się. Jednak to nieważne, jest mi i tak miło bo talerz zostawia pusty.
Do przygotowania klopsów potzrebuję:
1/2 kg mięsa mielonego (wybieram wieprzowo-wołowe, dobrej jakości)
1 ciemna bułka z ziarnami
3 łyżki siemienia lnianego
1 mała cebulka
1 jajko
1 łyżka świeżego cząbru
sól
czarny pieprz
oliwa z oliwek
Najpierw moczę bułkę w wodzie, a gdy zmięknie odciskam ją dokładnie. Dzięki niej klopsy są wilgotne w środku. Dodaje mięso, drobno posiekaną cebulkę, pocięte listki cząbru, siemię lniane, jajko, trochę soli i pieprzu, a potem dokładnie wyrabiam ręką. W międzyczasie ustawiam piekarnik na 200 stopni z termoobiegiem i smaruję gliniane naczynie (a w zasadzie to dwa) do zapiekanek oliwą z oliwek. Tłustymi rączkami łatwiej się ugniata zawartość miski. Kiedy wszystkie składniki są dokładnie połączone, robię kulki o średnicy ok. 4cm i układam w formach. Piekę, aż mięso z wierzchu będzie ciemno brązowe, jak na zdjęciu poniżej.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso mielone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso mielone. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 29 października 2015
wtorek, 1 kwietnia 2014
Klopsiki z indyka
Znalezienie sposobu na niejadka nie jest proste. Ma swoje ulubione dania i koniec. W dziewięciu przypadkach na dziesięć nawet nie chce spróbować. Któregoś razu dał się namówić na degustację marynowanych pędów bambusa. Doszedł do wniosku, że skoro pandy to jedzą to musi być dobre. I guzik! Pluł dalej niż widział. W sumie to mu się nie dziwię, bo taki bambus bez niczego to najsmaczniejszy nie jest.
Ostatnio się pochorował i zaliczaliśmy przymusową odsiadkę w czterech ścianach. Był osłabiony i chciałam, żeby coś prócz rosołku zjadł. Wymyśliłam, że zrobię mu klopsiki z indyka, dla chorego jak znalazł. Nie mogłam robić gotowanych bo byłyby mokre od jakiegoś sosu, a to od startu dyskwalifikuje potrawę. Zdecydowałam się je usmażyć. Musze nadmienić, że klopsiki szwedzkie z wiadomego supermarketu meblowego to danie, które mógłby wcinać o każdej porze dnia i nocy. Z reguły kłuci się ze mną, że biorę mu za małą porcję.
Moje klopsiki z indyka starłam się upodobnić do tych, które tak lubi. Niestety nie poszło mi najlepiej, co nie oznacza, że nie były smaczne. Do ich przygotowania potrzebowałam:
500g mięsa mielonego z indyka
2 jajka
sól
czarny pieprze
majeranek
bułkę tartą
olej słonecznikowy
Mięso z jajkami i przyprawami wymieszałam dokładnie. Dodałam odrobinę bułki tartej, żeby były mniej wilgotne i jeszcze je w niej obtoczyłam. Potem smażyłam na głębokim oleju. Zawołałam niejadka do kuchni. Popatrz jakie klopsiki zrobiłam na obiad. Nastała chwila niepokojącej ciszy. Krytycznym wzrokiem wpatrywał się w mięsne kulki. Nagle padło. Nie, nie będę jadł. To nie są szwedzki klopsiki. Co miałam zrobić. Z takim gigantem jak szwedzki supermarket meblowy nie da się wygrać. Następnym razem kupię u nich paczkę mrożonych kulek mięsnych według szwedzkiej receptury.
Ostatnio się pochorował i zaliczaliśmy przymusową odsiadkę w czterech ścianach. Był osłabiony i chciałam, żeby coś prócz rosołku zjadł. Wymyśliłam, że zrobię mu klopsiki z indyka, dla chorego jak znalazł. Nie mogłam robić gotowanych bo byłyby mokre od jakiegoś sosu, a to od startu dyskwalifikuje potrawę. Zdecydowałam się je usmażyć. Musze nadmienić, że klopsiki szwedzkie z wiadomego supermarketu meblowego to danie, które mógłby wcinać o każdej porze dnia i nocy. Z reguły kłuci się ze mną, że biorę mu za małą porcję.
Moje klopsiki z indyka starłam się upodobnić do tych, które tak lubi. Niestety nie poszło mi najlepiej, co nie oznacza, że nie były smaczne. Do ich przygotowania potrzebowałam:
500g mięsa mielonego z indyka
2 jajka
sól
czarny pieprze
majeranek
bułkę tartą
olej słonecznikowy
Mięso z jajkami i przyprawami wymieszałam dokładnie. Dodałam odrobinę bułki tartej, żeby były mniej wilgotne i jeszcze je w niej obtoczyłam. Potem smażyłam na głębokim oleju. Zawołałam niejadka do kuchni. Popatrz jakie klopsiki zrobiłam na obiad. Nastała chwila niepokojącej ciszy. Krytycznym wzrokiem wpatrywał się w mięsne kulki. Nagle padło. Nie, nie będę jadł. To nie są szwedzki klopsiki. Co miałam zrobić. Z takim gigantem jak szwedzki supermarket meblowy nie da się wygrać. Następnym razem kupię u nich paczkę mrożonych kulek mięsnych według szwedzkiej receptury.
wtorek, 28 stycznia 2014
Gorąca, ostra i w stylu meksykańskim - zupa na mróz
Jestem potwornym zmarzluchem. Pamiętam gorsze mrozy, które lepiej znosiłam. Niestety przez ostatnie tygodnie chyba nieco się rozwydrzyłam i dwa na minusie to dla mnie zdecydowanie za niska temperatura. Postanowiłam przynajmniej poprawić sobie humor, gorącą i sycącą zupą. Nie główkowałam długo. Pomysł miałam gotowy. Ostatnio w restauracji jadłam zupę meksykańską, która bardzo mi smakowała. Podobał mi się też pomysł z mięsem mielonym pływającym na łyżce. Jedyne co mi się nie podobało, to to, że zupa była rzadka. Konsystencja rosołu nie bardzo mi odpowiadała.
Wyskoczyłam na ekspresowe zakupy do biedronki, które okazały się długie jak kolejka na trzydzieści osób. Część składników miałam w zamrażalniku. W lecie dostałam zieloną fasolkę szparagową w nadmiarze i kukurydzy gotowanej też mi kiedyś trochę został. Wymarzłam się jak diabli na dziesięciominutowym spacerze. Wpadłam więc do kuchni i zabrałam się od razu za gotowanie. Do przygotowania mojej zupy potrzebowałam:
500g mięsa mielonego
1 dużą cebulę
3 puszki pomidorów
kawałek papryki
1 garść kukurydzy
2 garści zielonej fasolki szparagowej
1 puszkę czerwonej fasoli
2 papryczki chili
1/2 awokado
sok z limonki
olej
sól
czarny pieprz
słodka papryka w proszku
ostra papryka w proszku
nachos serowe
Zaczęłam od wysmażenia mięsa na małej ilości oleju. W międzyczasie zmiksowałam dokładnie zawartość trzech puszek pomidorów w dużym garnku. Czerwoną fasolę wypłukałam pod bieżącą wodą i wrzuciłam do garnka, tak samo jak kukurydzę, fasolę szparagową, całe papryczki chilli i paprykę pokrojoną w kostkę. Temperatura w garnku powoli zaczęła się podnosić, a ja dodałam zarumienione mięso. Na tej samej patelni przeszkliłam cebulę pokrojoną w drobną kostkę i połączyłam z resztą. Pół obranego awokado starłam na drobnych oczkach prosto do bulgoczącej zupy. Kiedy fasolka szparagowa zmiękłą, użyłam soku z limonki i przypraw. Gorącą zupę podawałam z pokruszonymi serowymi nachos. Na dworze było minus dwanaście stopni, nie pamiętam kiedy ostre jedzenie cieszyło mnie tak bardzo.
Wyskoczyłam na ekspresowe zakupy do biedronki, które okazały się długie jak kolejka na trzydzieści osób. Część składników miałam w zamrażalniku. W lecie dostałam zieloną fasolkę szparagową w nadmiarze i kukurydzy gotowanej też mi kiedyś trochę został. Wymarzłam się jak diabli na dziesięciominutowym spacerze. Wpadłam więc do kuchni i zabrałam się od razu za gotowanie. Do przygotowania mojej zupy potrzebowałam:
500g mięsa mielonego
1 dużą cebulę
3 puszki pomidorów
kawałek papryki
1 garść kukurydzy
2 garści zielonej fasolki szparagowej
1 puszkę czerwonej fasoli
2 papryczki chili
1/2 awokado
sok z limonki
olej
sól
czarny pieprz
słodka papryka w proszku
ostra papryka w proszku
nachos serowe
Zaczęłam od wysmażenia mięsa na małej ilości oleju. W międzyczasie zmiksowałam dokładnie zawartość trzech puszek pomidorów w dużym garnku. Czerwoną fasolę wypłukałam pod bieżącą wodą i wrzuciłam do garnka, tak samo jak kukurydzę, fasolę szparagową, całe papryczki chilli i paprykę pokrojoną w kostkę. Temperatura w garnku powoli zaczęła się podnosić, a ja dodałam zarumienione mięso. Na tej samej patelni przeszkliłam cebulę pokrojoną w drobną kostkę i połączyłam z resztą. Pół obranego awokado starłam na drobnych oczkach prosto do bulgoczącej zupy. Kiedy fasolka szparagowa zmiękłą, użyłam soku z limonki i przypraw. Gorącą zupę podawałam z pokruszonymi serowymi nachos. Na dworze było minus dwanaście stopni, nie pamiętam kiedy ostre jedzenie cieszyło mnie tak bardzo.
Etykiety:
awokado,
chilli,
fasola,
fasola szparagowa,
kukurydza,
meksykańska,
mięso mielone,
nachos,
obiad,
ostra,
papryka,
pomidory,
rozgrzewające,
zupa
Subskrybuj:
Posty (Atom)


