Ciecierzyca kojarzy mi się przede wszystkim z daniami wegetariańskim. Przez myśl mi nie przeszło, że można ją łączyć z mięsem. Zostało mi w lodówce pudełko z ugotowaną ciecierzycą i nie bardzo miałam pomysł co z nią zrobić. Było jej, tak na oko, dwie szklanki. Postanowiłam, że zrobię to co zawsze. Wykombinuję coś z produktów, które są w lodówce i szafkach kuchennych, zanim część z nich będzie chciała wymaszerować. Znalazłam i wykorzystałam następujące z nich:
2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
5 plastrów boczku
100 ml białego wina (bezalkoholowego)
łyżkę masła orzechowego
sól
czarny pieprz
2 garści świeżych liści szpinaku
Pewnego wyjaśnienia wymaga wino bezalkoholowe. Może oczywiście być alkoholowe. Ja miałam tylko bezalkoholowe ponieważ brzuch mi rośnie i alkoholu nie tykam. Mąż twierdzi, że ta wersja jest jak każde inne wino tylko ma posmak lekkiego rozczarowania. W potrawach nie czuć różnicy bo alkohol i tak odparowuje. Wracając do ciecierzycy. Plastry boczku pokroiłam na małe paseczki i wrzuciłam na rozgrzaną patelnię. Gdy się porządnie zarumieniły na patelni wylądowała ciecierzyca. Podlałam ją winem i dodałam solidną łyżkę masła orzechowego z fistaszków (moje miało kawałki niezmielonych orzechów). Kiedy wszystkie składniki dokładnie się połączyły zdjęłam patelnię z kuchenki. Gorącą ciecierzycę podałam na listkach świeżego szpinaku, jako dodatek do burgerów. Takie danie może być świetną przystawką albo nawet daniem głównym.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przystawka. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 marca 2016
sobota, 25 maja 2013
Cukinia mango limonka
Jemy oczami. Niewiele
osób może powiedzieć, że jest inaczej. Jak coś ładnie wygląda to danie
od razu wydaje się być smaczne, choć byłoby to coś czego
przenigdy byśmy do ust nie wzięli. Opakowanie powinno być ładne z
ładnym zdjęciem zachęcającym do konsumpcji. Nie policzę ile razy
się nadziałam na gotowe danie, które na pudełku wyglądało
absolutnie apetycznie, a po otwarciu nie przypominało to jedzenia.
Na talerzu musi być porządek i równowaga kolorystyczna. Kiedy
zabieram się za gotowanie, prawie nigdy nie mam gotowej wizji,
często zastanawiam się nad przyprawami i jakimiś dodatkowymi
smaczkami w trakcie stania nad kuchenką. Wychodzę z założenia, że
jeśli gotowe danie będzie ładnie wyglądało i kolory będą
zrównoważone, to będzie dobrze smakować. Tyczy się to
szczególnie jednogarnkowych i jednopatelniowych dań. Kolor to ważna
rzecz. Melville poświęcił całkiem obszerny rozdział w Moby
Dick'u białemu.
Tym czasem ja od dłuższego czasu miałam prześladowcę. Było to zdjęcie z książki o kawie i przekąskach pasujących do niej lub z jej dodatkiem. Pamiętam z niego cukinię i żółty kolor i jakieś orzeszki. Uparłam się, że nie będę zaglądać do przepisu i zmajstruję coś sama opierając się na mglisty wspomnieniu fotografii. Kilka dni zastanawiałam się, aż w końcu wybrałam się do Hali Targowej po ingredienty. Podstawą oczywiście była cukinia, jedyny składnik ze zdjęcia, którego byłam absolutnie pewna. Wyszło mi coś na kształt przystawki dla dwojga albo lekkiego obiadu. Do przygotowania tego dania potrzeba:
1 małą cukinię
1 dojrzałe mango
1 limonkę
czarny pieprz
sól
20g orzeszków piniowych
Cukinię obrałam i pokroiłam w plastry, gdyby mniej poobijała się w torbie i miała ładniejszą skórkę pewnie nie robiła bym tego. Ze świeżym mango miałam pierwszy raz do czynienia. Obrałam je ze skórki i pokroiłam na różniące się kształtem, ale tej samej wielkości kawałki. Na suchą rozgrzaną patelnię położyłam kawałki owocu i plastry cukinii. Mieszałam dosyć często. Kiedy mango było już mocno zarumienione zalałam wszystko niecałą szklanką wody. Gotowało się około 10-15 minut, na wolnym ogniu, do chwili kiedy woda prawie się zredukowała. Z limonki starłam skórkę, a z jednej połówki wycisnęłam sok na cukinię i mango. Dodałam jeszcze odrobinę soli i świeżo zmielony czarny pieprz. Na małej suchej patelni uprażyłam orzeszki. Cukinie i mango ułożyłam na talerzu, posypałam skórką z limonki i orzeszkami pinii. Kolorystyczny efekt nie był tak dobry jak na mglistej fotografii, no cóż w końcu to był inny przepis. Trafiłam w dwa składniki z długiej listy w recepcie z książki: cukinie i orzeszki piniowe. Na to wygląda, że mam nie najgorszą pamięć fotograficzną. Jeśli chodzi o moje danie to zdjęcie efektu końcowego można zobaczyć na fejsie.
Tym czasem ja od dłuższego czasu miałam prześladowcę. Było to zdjęcie z książki o kawie i przekąskach pasujących do niej lub z jej dodatkiem. Pamiętam z niego cukinię i żółty kolor i jakieś orzeszki. Uparłam się, że nie będę zaglądać do przepisu i zmajstruję coś sama opierając się na mglisty wspomnieniu fotografii. Kilka dni zastanawiałam się, aż w końcu wybrałam się do Hali Targowej po ingredienty. Podstawą oczywiście była cukinia, jedyny składnik ze zdjęcia, którego byłam absolutnie pewna. Wyszło mi coś na kształt przystawki dla dwojga albo lekkiego obiadu. Do przygotowania tego dania potrzeba:
1 małą cukinię
1 dojrzałe mango
1 limonkę
czarny pieprz
sól
20g orzeszków piniowych
Cukinię obrałam i pokroiłam w plastry, gdyby mniej poobijała się w torbie i miała ładniejszą skórkę pewnie nie robiła bym tego. Ze świeżym mango miałam pierwszy raz do czynienia. Obrałam je ze skórki i pokroiłam na różniące się kształtem, ale tej samej wielkości kawałki. Na suchą rozgrzaną patelnię położyłam kawałki owocu i plastry cukinii. Mieszałam dosyć często. Kiedy mango było już mocno zarumienione zalałam wszystko niecałą szklanką wody. Gotowało się około 10-15 minut, na wolnym ogniu, do chwili kiedy woda prawie się zredukowała. Z limonki starłam skórkę, a z jednej połówki wycisnęłam sok na cukinię i mango. Dodałam jeszcze odrobinę soli i świeżo zmielony czarny pieprz. Na małej suchej patelni uprażyłam orzeszki. Cukinie i mango ułożyłam na talerzu, posypałam skórką z limonki i orzeszkami pinii. Kolorystyczny efekt nie był tak dobry jak na mglistej fotografii, no cóż w końcu to był inny przepis. Trafiłam w dwa składniki z długiej listy w recepcie z książki: cukinie i orzeszki piniowe. Na to wygląda, że mam nie najgorszą pamięć fotograficzną. Jeśli chodzi o moje danie to zdjęcie efektu końcowego można zobaczyć na fejsie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

