Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

Domowe nachos

Zastanawiałam się czy można w warunkach domowych zrobić nachos. Przekopałam internet i znalazłam przepis ze zdjęciem, na którym trójkąciki z ciasta wyglądały całkiem apetycznie. Zastosowałam się do zaleceń z receptu i na przyjęcie sylwestrowe przygotowałam nachosy. Jednak nie bardzo przypominały takie paczkowane ze sklepu. Przede wszystkim były z mąki pszennej i z dużą ilością masła. Nie powiem były bardzo smaczne. Jednak to nie było to.

Jakiś czas później robiłam chlebek z ciecierzycy i mnie oświeciło. Przepis na nachosy musi być prosty. Podjęłam więc drugą próbę. Nie pamiętam proporcji, ale przy takich składnikach są one zupełnie bez znaczenia. Na oko widać czy ciasto ma właściwą konsystencje.  Do przygotowania nachosów potrzebowałam:

mąkę kukurydzianą
olej kukurydziany
wrzącą wodę
sól
ostrą, suszoną paprykę

Mąkę kukurydzianą usypałam w stożek, zrobiłam w nim wgłębienia i powoli wlewałam wrzątek, zagarniając mąkę z zewnątrz, tak samo jak z ciastem na pierogami. Kiedy prawie cała mąka była zarobiona, poczekałam aż  przestygnie. Posypałam ją solą i ostrą papryką, dodałam oleju tak żeby ciasto było elastyczne.   Wyrobiłam i uformowałam wałek jak na kopytka. Dużą patelnię postawiłam na palniku, żeby się porządnie rozgrzała. Kawałki ciasta rozwałkowywałam i wycinałam z nich trójkąty (nie wszystkie równoboczne :D), które układałam na gorącej suchej patelni. Żeby ciasto nie przywierało podczas wałkowania, wałek i stolnice smarowałam w newralgicznych punktach olejem. Kawałki ciasta wystarczyło raz obrócić. Przekąska na wieczór była gotowa brakowało tylko guacamole.


 nachos

poniedziałek, 29 września 2014

Urodzinowe paszteciki

W zeszłym roku na swoje urodziny postanowiłam upiec do pracy ciasto. Niestety przez urok, przypadkowo rzucony nic z tego nie wyszło. Jedno było zakalcem, a drugie za mocno się spiekło. W tym roku postanowiłam nie ryzykować i zrobić coś na słono i w mniejszym formacie. Padło na paszteciki.Oczywiście jak to co roku bywa, musiało coś nawalić. Tym razem nigdzie nie było pieczarek. Udało mi się kupić tylko  25dag. Zaplanowałam połowę pasztecików z pieczarkami, a drugą połowę ze szpinakiem. Niestety większość zrobiłam z zielonym nadzieniem. Na braki w zaopatrzeniu w okolicznych sklepach nic nie da się poradzić. 

Najpierw przygotowałam farsze. Pieczarki obrałam i pokroiłam w plastry i jeszcze na pół. Potrzebna była jeszcze duża cebula. Pokroiłam ją w kostkę i podsmażyłam, dodałam pieczarki, posoliłam i smażyłam, aż był miękkie, na koniec posypałam czarnym pieprzem.

Szpinak miałam mrożony. Gotowałam go na wolnym ogniu, żeby odparować jak najwięcej wody. Dodałam do niego trzy wyciśnięte ząbki czosnku, sól i pieprz. Kiedy większość wody zniknęła dodałam pół kostki fety i gotowałam jeszcze jakieś piętnaście minut.

Kluczowe było ciasto. Do jego przygotowania potrzebowałam:

0,5kg mąki pszennej
0,5 kostki świeżych drożdży
2 jajka
ciepłą wodę
sól 2 łyżki oleju słonecznikowego
żółtko
odrobinę mleka

W przesianej mące zrobiłam dołek i wlałam rozrobione drożdże. Kiedy urosły dodałam jajka, wodę i sól. Pod koniec wyrabiania dodałam olej. Ciasto zostawiłam do wyrośnięcia i włączyłam piekarnik ustawiając go na 200 stopni. Kiedy ciasto wyrosło dzieliłam je na części i rozwałkowywałam na szerokie pasy. W środkowej części układałam farsz, zlepiałam brzegi i smarowałam ciasto z wierzchu żółtkiem rozrobiony z odrobiną mleka. Następnie kroiłam "roladę" na paski i  układałam na papierze do pieczenia. Trzymałam w piekarniku, aż miały złoty kolor i wyglądały jak na poniższym zdjęciu.


 



środa, 3 lipca 2013

Przekąska do zimnego piwa

Wreszcie wakacje! Zapowiadali straszne upały. Liczyłam na słońce. Po tylu miesiącach przedłużającej się zimy miałam nadzieję wreszcie się po opalać, a tu... Nie wypada używać publicznie niecenzuralnych słów. Moje marzenia o byciu kotlecikiem i smażyć po pół godziny z każdej stronę muszą jeszcze trochę poczekać. Póki co jest parno, duszno i na deszcz się zbiera. Może przynajmniej jakaś porządna burz będzie, o tak dla rozrywki. Ja w ogóle to lubię deszcz, ale nie jak wreszcie mogę się polenić. 


Tym czasem jest okrutnie gorąco i miło jest sobie posiedzieć pogapić się w przestrzeń na naturę albo architekturę i chłeptać coś zimnego. Wybór napoi jest spory i chyba coś napisze o takich domowej roboty, ale to następnym razem. Teraz warto sobie pofolgować i skoro minęła godzina 13.00 można pozwolić sobie na jakieś procenty. Na skwar najlepsze jest białe wino stołowe rozcieńczone gazowaną wodą mineralną, ale kto co lubi. Niektórzy preferują zimne piwo z puszystą pianką.


Jak już się coś popija, to też chce się coś przegryźć. Sklepowe półki uginają się od przekąsek, mniej lub bardziej niezdrowych. Najczęściej do piwa wybiera się chipsy albo fistaszki czy paluszki. Warto jednak czasem spędzić trochę czasu w kuchni i spróbować czegoś innego. Na przykład ptysi z camembertem i papryczkami pepperoni. Do ich przygotowania potrzeba:

100g masła
100g mąki
2 jajka
ok. 100g camemberta
2 papryczki pepperoni 
sól 
czarny pieprz
olej
200ml wody



Wlałam do garnka wodę i rozpuściłam w niej masło, kiedy mieszanka się zagotowała wsypałam mąkę i mieszałam trzepaczką, aż masa zrobiła się gładka. Jestem wyjątkowo niecierpliwa, więc, żeby szybciej wystygło postawiłam garnek przed wentylatorem. Roztrzepałam jajka i połączyłam je z masą. Camembertem starłam wcześniej na dużych oczkach. Dla ułatwienia zadania, najpierw go zamroziłam, wtedy łatwiej idzie. Wcześniej też przygotowałam sobie dwie papryczki pepperoni. Pokroiłam je w drobną kostkę, wybrałam zieloną i czerwoną, daje to zdecydowanie lepszy efekt wizualny. Ser i papryczki połączyłam z ciastem, posypałam solą i dużą ilością pieprzu. Ptysie smaży się na głębokim tłuszczu. Napełniłam garnek olejem i poczekałam, aż mocno się rozgrzeje. Kładłam na tłuszcz po kilka porcji ciasta, które bardzo szybko nabierało złotego koloru. Pasowały do piwa, myślę że za kilka dni powtórzę proceder.