Jak to zwykle ze mną bywa, co jakiś czas przeprowadzam akcję dieta. Staram się jeść mniej, gardzę chlebem i kombinuję jak nie umrzeć z głodu. Największy problem mam z pieczywem. Od zawsze był to podstawowy składnik mojego jadłospisu. Niestety w połączeniu z osiadłym trybę życia i miłością do tłustych serów, zapewnia mi ono mięciutkie boczki. Ograniczam się do jednej kanapki rano. Staram się również rezygnować z płatków owsianych, makaronów i ryżów. Pojawia się tu problem ze posiłkiem do pracy.
Jak już parokrotnie narzekałam cierpię na brak czasu. Obowiązków mi jakoś nie ubywa, a wręcz odwrotnie. Miałam cudowny plan upieczenia piersi z kurczaka, ale zasnęłam usypiając niejadka i się oczywiście nie wyrobiłam. W zasadzie to nawet zapomniałam, że miałam to zrobić. Zerwałam się rano i okazało się, że nie bardzo mam co zabrać ze sobą. Przegrzebałam lodówkę i wpadłam na szybki, ba ekspresowy pomysł, a w dodatku całkiem smaczny. Sałatka! Jadłam kiedyś na mieście coś podobnego. Do przygotowania śniadania potrzeba:
seler naciowy
świeżego ogórka
paluszki surimi
posiekaną natkę pietruszki
sok z limetki
sól
Z premedytacją nie podałam ilości składników, wszystko zależy od indywidualnych preferencji, a poza tym nie pamiętam dokładnie jakie były. Śpieszyłam się strasznie. Paluszki i ogórka pocięłam w kostkę, selera w plasterki. Do dyspozycji miałam tylko suszoną natkę pietruszki i właśnie jej użyłam. Posypałam wszystko solą i wycisnęłam trochę soku z limetki. Wymieszałam, zamknęłam pojemnik i wrzuciłam do torby. Nie wiem czy zajęło mi to pięć minut. Serdecznie polecam każdemu na diecie.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 lutego 2014
sobota, 24 sierpnia 2013
Sałata? Oczywiśćie, poproszę!
Przez wiele lat mój stosunek do sałaty był nijaki. W zasadzie znałam tylko masłową, czasem zdarzało mi się kupić fryzyjską. Jedyne co robiłam z zielonymi listkami to oblewałam je śmietaną i były warzywnym dodatkiem do obiadu albo wciskałam je między dwie kromki chleba jako towarzystwo dla sera i szynki. Sałata przede wszystkim kojarzy mi się jako przysmak mojego nieżyjącego kanarka. Powoli zaczęłam się przekonywać do listków. Pierwsze moje spotkanie z rukolą było z mojej perspektywy niesmaczne. Postanowiłam się jednak nie zrażać. Koncepcji na wykorzystanie sałaty jest cała masa. Ostatnio koleżanka opowiadała, że jej babcia przynosiła świeżą sałatę z ogródka, potem ją myła i wilgotną posypywała cukrem. Sałata na słodko? Chyba trzeba tego spróbować.
Ja postanowiłam w bardziej konwencjonalny sposób podejść do tematu i zrobić sałatkę. W zasadzie to wyszła ona przez przypadek. Miałam trochę rukoli z botwinką w lodówce, które kupiłam do kanapek z łososiem i uznałam, że przecież jej nie wyrzucę. Do realizacji mojego pomysłu na sałatkę potrzeba:
125 g rukoli
2 łyżki żółtej gorczycy
1 łyżka czarnej gorczycy
1 opakowanie twarożku koziego do smarowania
100 g boczku parzonego
2 łyżeczki soku z limonki
2 łyżeczki oleju z pestek winogron
2 łyżeczki płynnego miodu
Umytą i osuszoną rukolę przekładam do miski. Twarożek w miarę możliwości kroję w kostkę, świetnie nadaję się taki w prostokątnym opakowaniu, popularnej polskiej firmy i kładę go na sałacie. Gorczycę prażę i posypuję nią zawartość miski. Na tej samej patelni smażę boczek. Kupuję ten w plastrach i kroję go w kwadraciki. Limonkę, olej i miód łączę ze sobą. Usmażony prawie na skwarki boczek przekładam do miski i wszystko polewam słodko-kwaśnym dresingiem.
Kilka dni po pierwszej, wyjątkowo udanej próbie (przynajmniej w mojej ocenie) postanowiłam wykonać alternatywną wersję. Też była udana. Bazowe składniki zastąpiłam innymi. Do przygotowania wersji beta potrzeba:
125 g roszponki
100 g obranych niesolonych fistaszków
100 g ricotty
100 g salami
Dresing jest ten sam: limonka, olej i miód. Fistaszki siekam i prażę, salami traktuję jak boczek, a ricottę jak twarożek. Efekt był również zadowalający, chociaż pierwsza wersja bardziej mi się podobała.
Ja postanowiłam w bardziej konwencjonalny sposób podejść do tematu i zrobić sałatkę. W zasadzie to wyszła ona przez przypadek. Miałam trochę rukoli z botwinką w lodówce, które kupiłam do kanapek z łososiem i uznałam, że przecież jej nie wyrzucę. Do realizacji mojego pomysłu na sałatkę potrzeba:
125 g rukoli
2 łyżki żółtej gorczycy
1 łyżka czarnej gorczycy
1 opakowanie twarożku koziego do smarowania
100 g boczku parzonego
2 łyżeczki soku z limonki
2 łyżeczki oleju z pestek winogron
2 łyżeczki płynnego miodu
Umytą i osuszoną rukolę przekładam do miski. Twarożek w miarę możliwości kroję w kostkę, świetnie nadaję się taki w prostokątnym opakowaniu, popularnej polskiej firmy i kładę go na sałacie. Gorczycę prażę i posypuję nią zawartość miski. Na tej samej patelni smażę boczek. Kupuję ten w plastrach i kroję go w kwadraciki. Limonkę, olej i miód łączę ze sobą. Usmażony prawie na skwarki boczek przekładam do miski i wszystko polewam słodko-kwaśnym dresingiem.
Kilka dni po pierwszej, wyjątkowo udanej próbie (przynajmniej w mojej ocenie) postanowiłam wykonać alternatywną wersję. Też była udana. Bazowe składniki zastąpiłam innymi. Do przygotowania wersji beta potrzeba:
125 g roszponki
100 g obranych niesolonych fistaszków
100 g ricotty
100 g salami
Dresing jest ten sam: limonka, olej i miód. Fistaszki siekam i prażę, salami traktuję jak boczek, a ricottę jak twarożek. Efekt był również zadowalający, chociaż pierwsza wersja bardziej mi się podobała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

