Z reguły w moje urodziny wydarza się coś. Najczęściej jakaś katastrofa. Czasem taka malutka, a czasem jak gruchnie to przez tydzień nie ma ochoty wychodzić z domu. W tym roku obudziłam się w dobrym humorze, słoneczko świeciło i wszystko wskazywało na to że dzień będzie udany. Pomyślałam, że ktoś może wpaść z wizytą i powinnam upiec jakieś ciasto. Tak na wszelki wypadek. Przypomniała sobie o starym przepisie, który dostałam jeszcze na studiach od mamy. Prostszej szarlotki nie ma. Wystarczy (proporcje na tortownicę):
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy mannej
1 szklanka cukru
1/2 torebki cukru wanilinowego
100 g masła
mus z jabłek albo po prostu starte jabłka
Wszystkie sypkie składniki mieszamy ze sobą. Blaszkę wykładamy papierem i wysypujemy na nią połowę proszku. Warto ścianki podsypać tak, żeby mus jabłkowy nie stykał z papierem. Wykładamy mus, a na niego wysypujemy resztę proszku. Kroimy masło w plastry i układamy na "sypkim" cieście. Pieczemy w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez ok. 30 minut. Ciasto powinno wystygnąć, zanim je pokroimy.
Dzień moich urodzin był całkiem udany. Szarlotka zniknęła do wieczora całkowicie. Jednak zgodnie z tradycją coś musiało się wydarzyć. Kiedy skończyłam piec ciasto. Miałam chwilę dla siebie. Postanowiłam poczytać książkę, która kilka dni temu przyszła pocztą. Bardzo się na nią cieszyła. Książka jednak zniknęła z półki. Chwyciłam za telefon. Moje podejrzenia był trafione. Mąż ją zabrał wychodząc z domu. Pomyślał, że sobie poczyta. To jednak nie było najgorsze. Po powrocie do domu przyznał się, że jak czytał to na stronę jedenastą defekował mu ptak jakimiś jagodami... No, ale przynajmniej szarlotka się udała.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 września 2016
sobota, 30 stycznia 2016
Babka z gorzką czekoladą i malinami
Przepis na bakę z czekoladą i malinami podejrzałam w książce, którą dostałam od przyjaciółki na urodziny "Die moderne jüdische Küche", autorstwa L. Koenig. Przygotowanie ciasta w książce jawiło się niczym magiczny rytuał. Już dosyć dawno zauważyłam, że większość książek kulinarnych jest pisana w taki sposób, który wymusza na odbiorcy wykonywania wielu zbędnych czynności, a obrzędy związane z przygotowaniem składają się z wielu zawiłych etapów, których nie można pokonać bez szczegółowego śledzenia krok po kroku wskazówek autora.
Taki "styl" zdenerwował mnie do tego stopnia, że przestałam zaglądać do literatury tematu na długie miesiące. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i teraz czytam dokładnie przepis i przekładam go "na nasze", przy okazji przeliczając zagraniczne proporcje. Zauważyłam, że z drożdżami albo szklankami jest problem. Książki tłumaczone często zawierają błędy wynikające z lenistwa wydawców względem różnicy w objętościach (nie tylko chodzi o ilość mąki w szklance ale i zawartość cukru w cukrze). Jako, że książka jest niemiecka od razu musiałam zabrać się za przeliczenie proporcji. Efekt był następujący:
600g mąki
1,5 paczki suchych drożdży
szczyptę soli
3 jajka
60g miękkiego masła
100 ml ciepłej wody
olej z orzechów włoskich (może być inny)
Wszystkie powyższe składniki zmieszałam ze sobą przy pomocy niezawodnego trzydziestoletniego miksera, który mam nadzieję, że posłuży mi kolejne tyle i odstawiłam do wyrośnięcia. Muszę zaznaczyć, że z tego przepisu wychodzą dwie babki. Jedną zawsze można zanieść do pracy (ja tak zrobiłam), podrzucić znajomemu fascynatowi słodkich wypieków albo lokalnej pani sprzątającej, która następnym razem przychylniej przejedzie miotłą okolicę naszej wycieraczki.
W między czasie trzeba przygotować masę, która będzie wewnątrz naszych babek. Składa się na nią:
240g konfitury malinowej
4 łyżki gorzkiego kakao
50g cukru
1 tabliczka gorzkiej czekolady
2 łyżki masła
Tabliczkę czekolady należy posiekać. Im drobniej tym lepiej i wymieszać z resztą składników.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części, które rozwałkowujemy na prostokąty i smarujemy czekoladowo-malinową masą. Następnie zwijamy w rulon, który rozcinamy wzdłuż, pozostawiając jednak początek połączony. Obie części zaplatamy ze sobą i wkładamy w foremce wyłożonej papierem do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusz na 30-40 min.
Zostało jeszcze przygotowanie musu. Mrożone maliny podlewamy odrobiną wrzątku, dodajemy cukier do smaku i załatwiamy na cacy blenderem. Gorącą babkę smarujemy musem, żeby miała lśniącą skórkę. Resztę musu podajemy gościom, przy popołudniowej herbatce do naszego wyśmienitego wypieku.
Taki "styl" zdenerwował mnie do tego stopnia, że przestałam zaglądać do literatury tematu na długie miesiące. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i teraz czytam dokładnie przepis i przekładam go "na nasze", przy okazji przeliczając zagraniczne proporcje. Zauważyłam, że z drożdżami albo szklankami jest problem. Książki tłumaczone często zawierają błędy wynikające z lenistwa wydawców względem różnicy w objętościach (nie tylko chodzi o ilość mąki w szklance ale i zawartość cukru w cukrze). Jako, że książka jest niemiecka od razu musiałam zabrać się za przeliczenie proporcji. Efekt był następujący:
600g mąki
1,5 paczki suchych drożdży
szczyptę soli
3 jajka
60g miękkiego masła
100 ml ciepłej wody
olej z orzechów włoskich (może być inny)
Wszystkie powyższe składniki zmieszałam ze sobą przy pomocy niezawodnego trzydziestoletniego miksera, który mam nadzieję, że posłuży mi kolejne tyle i odstawiłam do wyrośnięcia. Muszę zaznaczyć, że z tego przepisu wychodzą dwie babki. Jedną zawsze można zanieść do pracy (ja tak zrobiłam), podrzucić znajomemu fascynatowi słodkich wypieków albo lokalnej pani sprzątającej, która następnym razem przychylniej przejedzie miotłą okolicę naszej wycieraczki.
W między czasie trzeba przygotować masę, która będzie wewnątrz naszych babek. Składa się na nią:
240g konfitury malinowej
4 łyżki gorzkiego kakao
50g cukru
1 tabliczka gorzkiej czekolady
2 łyżki masła
Tabliczkę czekolady należy posiekać. Im drobniej tym lepiej i wymieszać z resztą składników.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części, które rozwałkowujemy na prostokąty i smarujemy czekoladowo-malinową masą. Następnie zwijamy w rulon, który rozcinamy wzdłuż, pozostawiając jednak początek połączony. Obie części zaplatamy ze sobą i wkładamy w foremce wyłożonej papierem do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusz na 30-40 min.
Zostało jeszcze przygotowanie musu. Mrożone maliny podlewamy odrobiną wrzątku, dodajemy cukier do smaku i załatwiamy na cacy blenderem. Gorącą babkę smarujemy musem, żeby miała lśniącą skórkę. Resztę musu podajemy gościom, przy popołudniowej herbatce do naszego wyśmienitego wypieku.
czwartek, 15 października 2015
Gwiezdna tarta z musem czekoladowym
Wielki fan Star Wars miał imieniny. Nie było imprezy. Tylko książka o odpowiedniej tematyce i coś na słodko. Wymyśliłam sobie tarte z musem czekoladowym, która miała wyglądać kosmicznie - jak asteroida. Kilka tygodni temu zamówiłam sylikonowe foremki Sokoła Milenium. Zrobiłam więc pralinki w tym kształcie. Do przygotowania czekoladek potrzebowałam:
białą czekoladę
gorzką czekoladę 70% kakao
dżem malinowy bez pestek (domowa robota)
Czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej wypełniłam ścianki foremki zostawiając pusty środek. Wstawiłam do zamrażalnika na jakieś 10 minut. Wyjęłam, nałożyłam dżemu malinowego i oblałam czekoladą. Włożyłam do lodówki żeby pralinki dobrze zastygły.
Zamiast trzymać się przepisu, który znalazłam na spód do tarty zaczęłam kombinować. Wszystko by się dobrze skończyło, gdym użyła jak pierwotnie zakładałam - tortownicy sylikonowej, a nie ceramicznego naczynia do tarty. Wymyśliłam sobie, że zamiast mąki pszennej upiekę ciasto z mąki z orzechów ziemnych. Ciasto wyszło smaczne, tylko przywarło do formy i mimo że była mocno natłuszczona ciężko było je wyciągnąć. Swoją drogą trochę je przypiekłam. Do przygotowania orzechowego spodu potrzeba:
200g mąki z orzechów ziemnych
100g masła
1 jajko
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
Wszystko trzeba wyrobić na gładką masę, uformować kulkę i włożyć do zamrażalnika na ok. godzinę. Po wyjęciu przełożyć do foremki sylikonowej i piec przez 30 min w temperaturze 220 stopni Celsjusza. Ciasto oczywiście trzeba tak uformować, żeby miało wyższe brzegi, a spód nakłuć widelcem.
Mus jest bardzo prosty w przygotowaniu. Potrzeba cztery składniki i trochę cierpliwości.
200ml śmietanki 30%
1 tabliczka gorzkiej czekolady
pół szklanki cukru pudru
szczypta soli
Śmietanę ze szczyptą soli ubijamy na sztywno dodając stopniowo cukier. Potem dodajemy roztopioną w kąpieli wodnej czekoladę, oczywiście nieco przestudzoną. Na zimny, orzechowy spód wykładamy mus i wstawiamy ciasto na całą noc do lodówki. Przed podaniem układamy na nim Sokoła Milenium i borówki amerykańskie.
Myślę, że powtórzę ten wypiek, ale wprowadzę kilka drobnych zmian. Przede wszystkim zastosuję foremkę sylikonową i pomyślę o dodaniu jakiś potworów, które będą się ukrywały pod musem.
białą czekoladę
gorzką czekoladę 70% kakao
dżem malinowy bez pestek (domowa robota)
Czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej wypełniłam ścianki foremki zostawiając pusty środek. Wstawiłam do zamrażalnika na jakieś 10 minut. Wyjęłam, nałożyłam dżemu malinowego i oblałam czekoladą. Włożyłam do lodówki żeby pralinki dobrze zastygły.
Zamiast trzymać się przepisu, który znalazłam na spód do tarty zaczęłam kombinować. Wszystko by się dobrze skończyło, gdym użyła jak pierwotnie zakładałam - tortownicy sylikonowej, a nie ceramicznego naczynia do tarty. Wymyśliłam sobie, że zamiast mąki pszennej upiekę ciasto z mąki z orzechów ziemnych. Ciasto wyszło smaczne, tylko przywarło do formy i mimo że była mocno natłuszczona ciężko było je wyciągnąć. Swoją drogą trochę je przypiekłam. Do przygotowania orzechowego spodu potrzeba:
200g mąki z orzechów ziemnych
100g masła
1 jajko
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
Wszystko trzeba wyrobić na gładką masę, uformować kulkę i włożyć do zamrażalnika na ok. godzinę. Po wyjęciu przełożyć do foremki sylikonowej i piec przez 30 min w temperaturze 220 stopni Celsjusza. Ciasto oczywiście trzeba tak uformować, żeby miało wyższe brzegi, a spód nakłuć widelcem.
Mus jest bardzo prosty w przygotowaniu. Potrzeba cztery składniki i trochę cierpliwości.
200ml śmietanki 30%
1 tabliczka gorzkiej czekolady
pół szklanki cukru pudru
szczypta soli
Śmietanę ze szczyptą soli ubijamy na sztywno dodając stopniowo cukier. Potem dodajemy roztopioną w kąpieli wodnej czekoladę, oczywiście nieco przestudzoną. Na zimny, orzechowy spód wykładamy mus i wstawiamy ciasto na całą noc do lodówki. Przed podaniem układamy na nim Sokoła Milenium i borówki amerykańskie.
Myślę, że powtórzę ten wypiek, ale wprowadzę kilka drobnych zmian. Przede wszystkim zastosuję foremkę sylikonową i pomyślę o dodaniu jakiś potworów, które będą się ukrywały pod musem.
niedziela, 16 listopada 2014
Brownie czyli grzech w czystej postaci
Robiąc porządki w książkach kucharskich trafiłam na starą teczkę, w której było pełno podejrzanych wydruków i powyrywanych stron z gazet, a nawet kilka dodatków specjalnych. Wśród nich była kuchnia amerykańska, dodatek do gazety wyborczej z przed 10 lat. Trafiłam ta na przepis na brownie. Uwielbiam czekoladą i nie mogłam sobie odmówić. Nie miałam w domu orzechów włoskich więc zastąpiłam je płatkami migdałów, zresztą bez dodatków też wychodzą świetne. W przepisie zastanowiło mnie rozpuszczanie masła i czekolady na parze. Zawsze robiłam to w kąpieli wodnej, ale jak mus to mus.
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
Do przygotowania grzechu w czystej postaci potrzeba:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 kostkę masła
6 dużych jajek
30 dag cukru
10 dag mąki
1 garść orzechów włoskich
Taki był oryginalny przepis, jak wyżej wspomniałam ja zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów. Do garnka z sitkiem, takiego do gotowania na parze wstawiłam metalową miskę. Wrzuciłam do niej pokruszoną czekoladę i pociętą na kawałki kostkę masła, przykryłam pokrywką i podkręciłam temperaturę. Woda w garnku szybko zaczęła bulgotać. W między czasie wbiłam do miski sześć jajek. Po kilku próbach jestem przekonana, że muszą to być duże jajka, inaczej ciasto wyjdzie suche. Jajka połączyłam z cukrem i mąką. Czekolada z masłem ładnie się rozpuściła. Rozmieszałam je trzepaczką i wystawiłam miskę na balkon, żeby trochę przestygły. Dużą prostokątną blachę wyłożyłam papierem do pieczenia. Połączyłam obie masy i wylałam na papier. Ciasto piekło się 20 minut w temperaturze 200 stopni bez termoobiegu.
Ostatnio padł pomysł, żeby przetestować dietę bezglutenową. Wiadomo, cała teoria spiskowa wokół modyfikacji genetycznej pszenicy. Nie jestem przekonana czy to prawda, ale postanowiłam spróbować. Po drodze wypadł jednak oficjalny obiad i musiałam upiec jakieś ciasto. Postawiłam na browni! Zastąpiłam mąkę pszenną mąką ryżową. Ta wersja browni była najlepsza. Od tej pory innej mąki do ciasta nie będę dodawać. Bezglutenowe browni rządzą!!!
poniedziałek, 30 września 2013
Dzień w którym zawsze coś pójdzie nie tak, ale przynajmniej ciasto z migdałami sie udało
Jak każdy raz w roku mam urodziny i raz w roku wszystko musi pójść nie tak. To jest dzień w którym mogę być pewna, że coś się będzie działo i to na sto procent nie tak jakbym tego chciała. Były pomylone rezerwacje, goście którzy nie przyszli, braki w barku, spóźnienia, awantury i cała masa nieprzyjemnych scen. Przez lata się trochę tego nazbierało. Nauczona doświadczeniem uznałam, że imprez nie będzie, upiekę tylko ciasto i wezmę do pracy. Wymyśliłam, że ciasta będą dwa. Jedno migdałowe, które uwielbia i wszyscy mi znajomi też, duża blach rozchodzi się w kilkanaście minut. Problem z tym ciastem jest jeden, przygotowanie go jest czasochłonne. Poza tym przepis mam z niemieckiej książki, a sposób ich pisania jest rozwlekły, więc zanim doczytam do końca, to zawsze jakiś element pominę. W tym roku zapomniałam o drożdżach i wrzuciłam je w zasadzie w ostatniej chwili.
Drugie ciasto jakie chciałam upiec było z wiśniami. Nie skomplikowane, z książki o słonych i słodkich wypiekach, o której wspominałam w poście o brunetce. Wszystko byłoby super gdyby nie zbieg niefortunnych okoliczności. Po pierwsze moje urodziny, a po drugie, koleżanka mi ciasta przeklęła. Nie zrobiła tego specjalnie, ale muszę trzy razy bardziej uważać jak mi mówi, że wiesz "jak się będziesz starać to ci nic z tego nie wyjdzie". I tak było. Ciasto z migdałami się zbyt mocno przypiekło, a z ciasta z wiśniami wyszedł zakalec. O zakalcu napisze następnym razem. Tym czasem wracając do ciasta migdałowego.
Przepis jest niemiecki. Pamiętam je z przeszklonych lad w piekarniach na zachodzie. Jest absolutnie pyszne i pachnące. Mam tylko problem z przepisem. Dlatego teraz zanotuję go po swojemu i przy następnej akcji pieczenia będę z komputera korzystać. Do przygotowania ciasta z migdałami potrzeba:
225 ml ciepłego mleka mleka
500 g mąki
sól
50 g cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 żółtko
skórka z jednej cytryny
70 g masła
42 g świeżych drożdży
Przygotowanie ciasta jest całkiem proste. Mąkę mieszamy z solą, cukrem, cukrem wanilinowym, skórka z cytryny. Wbijamy żółtko, dodajemy miękkie masło, wlewamy ciepłe mleko i kruszymy drożdże. Miksujemy ciasto, a na koniec wyrabiamy je dłońmi, aż będzie gładkie i elastyczne. Obsypujemy je mąką i zostawiamy na pół godziny w misce. Kiedy podrośnie, znowu je zagniatamy i zostawiamy na kolejne pół godziny. W między czasie, trzeba nasmarować dużą blachę tłuszcze i wsadzić kostkę masła do zamrażalnika. Ciasto które jest dwa razy większe wykładamy na blachę i robimy w nim dołki łyżeczką. Blachę przykrywamy i pozwalamy mu jeszcze urosnąć. Do skończenia ciasta potrzeba:
150 g płatków migdałów
1 kostkę masła
150 g cukru
Na wyrośnięte ciasto trzeba wysypać migdały, na tarce z dużymi oczkami zetrzeć zmrożone masło i posypać wszystko cukrem. Potem już tylko wstawić ciasto do piekarnika rozgrzanego do 200° C i trzymać je tam przez jakieś 25 minut. Warto go pilnować, żeby się nie spiekło.
Drugie ciasto jakie chciałam upiec było z wiśniami. Nie skomplikowane, z książki o słonych i słodkich wypiekach, o której wspominałam w poście o brunetce. Wszystko byłoby super gdyby nie zbieg niefortunnych okoliczności. Po pierwsze moje urodziny, a po drugie, koleżanka mi ciasta przeklęła. Nie zrobiła tego specjalnie, ale muszę trzy razy bardziej uważać jak mi mówi, że wiesz "jak się będziesz starać to ci nic z tego nie wyjdzie". I tak było. Ciasto z migdałami się zbyt mocno przypiekło, a z ciasta z wiśniami wyszedł zakalec. O zakalcu napisze następnym razem. Tym czasem wracając do ciasta migdałowego.
Przepis jest niemiecki. Pamiętam je z przeszklonych lad w piekarniach na zachodzie. Jest absolutnie pyszne i pachnące. Mam tylko problem z przepisem. Dlatego teraz zanotuję go po swojemu i przy następnej akcji pieczenia będę z komputera korzystać. Do przygotowania ciasta z migdałami potrzeba:
225 ml ciepłego mleka mleka
500 g mąki
sól
50 g cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
1 żółtko
skórka z jednej cytryny
70 g masła
42 g świeżych drożdży
Przygotowanie ciasta jest całkiem proste. Mąkę mieszamy z solą, cukrem, cukrem wanilinowym, skórka z cytryny. Wbijamy żółtko, dodajemy miękkie masło, wlewamy ciepłe mleko i kruszymy drożdże. Miksujemy ciasto, a na koniec wyrabiamy je dłońmi, aż będzie gładkie i elastyczne. Obsypujemy je mąką i zostawiamy na pół godziny w misce. Kiedy podrośnie, znowu je zagniatamy i zostawiamy na kolejne pół godziny. W między czasie, trzeba nasmarować dużą blachę tłuszcze i wsadzić kostkę masła do zamrażalnika. Ciasto które jest dwa razy większe wykładamy na blachę i robimy w nim dołki łyżeczką. Blachę przykrywamy i pozwalamy mu jeszcze urosnąć. Do skończenia ciasta potrzeba:
150 g płatków migdałów
1 kostkę masła
150 g cukru
Na wyrośnięte ciasto trzeba wysypać migdały, na tarce z dużymi oczkami zetrzeć zmrożone masło i posypać wszystko cukrem. Potem już tylko wstawić ciasto do piekarnika rozgrzanego do 200° C i trzymać je tam przez jakieś 25 minut. Warto go pilnować, żeby się nie spiekło.
poniedziałek, 6 maja 2013
Brunetka w blond peruce
Pewna moja koleżanka
miała ostatnio urodziny. Wyłączyła się z tego powodu z życia
publicznego na pewien czas. Zanim jednak to zrobiła zapytałam się
jaki by chciała tort. Przecież piekę je dla wszystkich. Odpowiedź
była jednoznaczna, pełna gróźb i stanowczej negacji pomysłu.
Groźby poskutkowały nie spróbowałam nawet zabrać się za tort.
Upiekłam ciasto. Dzisiaj się widziałyśmy, nie składałam jej
życzeń tylko powiedziałam, że się stęskniłam i stąd to
pudełko ze słodką zawartością.
Chciałam zrobić ciasto z kakaem. Wzięłam książkę, którą dostałam o mamy przy okazji ostatnich świąt Ciasta słone i słodkie Małgorzaty Caprari i zaczęłam ją wertować. Znalazłam przepis na Brunetkę. Margarynę zastąpiłam masłem i wymyśliłam swoje zwieńczenie. Moja brunetka miał blond perukę z białej czekolady. Do przygotowania Brunetki potrzeba:
1 szklankę mąki
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
3 łyżeczki gorzkiego kakao
100g masła
1 szklankę cukru pudru
1 łyżeczkę cukru wanilinowego
3 jajka
1/2 szklanki mleka
szczyptę soli
Zgodnie z zaleceniami autorki przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i solą. Następnie roztopiłam masło i utarłam je z cukrami, dodawałam po jednym jajku na przemian z przesianymi proszkami z drugiej miski. Ciasto miało ładną kremową konsystencje, więc się zagapiłam i zapomniałam o mleku. Niestety połapałam się dopiero jak ciasto było już wyjęte z piekarnika, w którym wygrzewało się przez prawie 40 minut w temperaturze 180°C. Kiedy wystygło oblałam je roztopioną białą czekoladą i posypałam siekanymi, uprażonymi migdałami. Bałam się że będzie za suche, ale wyszło całkiem nieźle. Postanowiłam, że zamiast kombinować, to będę częściej sięgała do literatury tematu. Tylko najpierw muszę zebrać bibliografię.
Chciałam zrobić ciasto z kakaem. Wzięłam książkę, którą dostałam o mamy przy okazji ostatnich świąt Ciasta słone i słodkie Małgorzaty Caprari i zaczęłam ją wertować. Znalazłam przepis na Brunetkę. Margarynę zastąpiłam masłem i wymyśliłam swoje zwieńczenie. Moja brunetka miał blond perukę z białej czekolady. Do przygotowania Brunetki potrzeba:
1 szklankę mąki
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
3 łyżeczki gorzkiego kakao
100g masła
1 szklankę cukru pudru
1 łyżeczkę cukru wanilinowego
3 jajka
1/2 szklanki mleka
szczyptę soli
Zgodnie z zaleceniami autorki przesiałam mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i solą. Następnie roztopiłam masło i utarłam je z cukrami, dodawałam po jednym jajku na przemian z przesianymi proszkami z drugiej miski. Ciasto miało ładną kremową konsystencje, więc się zagapiłam i zapomniałam o mleku. Niestety połapałam się dopiero jak ciasto było już wyjęte z piekarnika, w którym wygrzewało się przez prawie 40 minut w temperaturze 180°C. Kiedy wystygło oblałam je roztopioną białą czekoladą i posypałam siekanymi, uprażonymi migdałami. Bałam się że będzie za suche, ale wyszło całkiem nieźle. Postanowiłam, że zamiast kombinować, to będę częściej sięgała do literatury tematu. Tylko najpierw muszę zebrać bibliografię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







