Opętani sprawami dnia powszedniego często zapominamy o małych przyjemnościach, które sprawiają, że patrzymy na siebie z czułością. Walentynki jako święto importowane jest często krytykowane, ale z drugiej strony, jeśli raz w roku cały świat przypomina o tym, że o naszą drugą połówkę przydałoby się zadbać, to nie ma co się obrażać, ani tym bardziej bojkotować. Dla nie których walentynki są przez cały rok, dla innych to wyjątkowy dzień. Jedni i drudzy mogą zawsze zrobić dla ukochanej osoby słodkie śniadanko. Proponuję gęsty koktajl i słodki omlet. Porcja dla dwóch osób. Do przygotowania koktajlu potrzeba:
1 puszka mleczka kokos
laska wanilii
2 szklanki malin
1 łyżka cukru pudru
Mleczko kokosowe zagotowałam z rozkrojoną laską wanilii, wsypałam cukier i zostawiłam do wystudzeniu. Pestki wyjęłam do mleczka dodałam maliny i zmiksowałam. Jakby koktajl był za gęsty zawsze można dolać chudego mleka krowiego.
Do zrobienia dwóch omletów albo jednego dużegoooo dla dwóch osób potrzeba:
4 jajka
1 łyżkę brązowo cukru
2 łyżki mąki ryżowej
250 ml śmietanki 30%
cukier puder
sok z limonki albo cytryny
szczypta soli
świeże owoce
Śmietanę ubiłam z sokiem z cytryny, szczyptą soli i cukrem pudrem (słodkość śmietany zależy od upodobań). Jajka roztrzepałam z brązowym cukrem i mąką ryżową. Olet usmażyłam na oleju kokosowy, zdecydowałam się na niego ponieważ prawie nie ma smaku. Oblałam jeszcze gorący bita śmietaną i obsypałam owocami.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko kokosowe. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 lutego 2016
piątek, 4 grudnia 2015
Zupa dyniowa bez mleczka kokosowego
Doba jest zdecydowanie za krótka. Czas ostatnio ucieka mi w tak zastraszającym tempie, że nie wiem nawet kiedy miną listopad. Miałam przygotowanych kilka postów i nie udało mi się wygospodarować choć jednego popołudnia, żeby je wrzucić. Czego bardzo żałuję, bo np. zupa dyniowa, którą przygotowałam na imprezę halołinową była świetna. Nie była to zupa z rodzaju dyniowa tajska z mlekiem kokosowym, ale porządna rozgrzewająca jesienna zupa. Do jej przygotowani potrzebowałam:
1 średnią dynię
3 papryki
2 papryczki chilli
2 ząbki czosnku
1 średnią marchewkę
kawałek selera naciowego
olej z orzechów włoskich
sól pieprz
2 litry rosołu
mały kubek śmietany 30%
pestki z dyni
Pokrojoną na kawałki i oczyszczoną dynię zawinęłam w folię aluminiową, tak samo zrobiłam z połówkami papryk. Położyłam na blachę i piekłam, aż zrobiły się mięciutkie. Do garnka wlałam trochę oleju (jesienią i zimą lubię potrawy z aromatem orzechowym, ale w tej zupie nie jest to konieczne) i zaczęłam go powoli rozgrzewać, kiedy był już mocno ciepły wrzuciłam posiekany ząbek czosnku, plastry marchewki i selera, żeby się zarumieniły. Wlałam do garnka rosół i dodałam kawałki dyni i papryki, które dzięki pieczeniu ładnie odeszły od skóry. Zmiksowałam całość blenderem i zostawiłam, żeby się gotowało na małym ogniu, przej jakieś 30 min. Pod koniec wsypałam do wesoło bulgoczącej brei posiekane papryczki chilli, trochę soli i trochę pieprz. Jeśli dobrze pamiętam, to chyba jeszcze dodałam wody bo była za gęsta ( w końcu gość w dom woda w zupę :P). Jak odrobinę przestygła to zabieliłam ją śmietaną. Pestki był tylko do posypania.
1 średnią dynię
3 papryki
2 papryczki chilli
2 ząbki czosnku
1 średnią marchewkę
kawałek selera naciowego
olej z orzechów włoskich
sól pieprz
2 litry rosołu
mały kubek śmietany 30%
pestki z dyni
Pokrojoną na kawałki i oczyszczoną dynię zawinęłam w folię aluminiową, tak samo zrobiłam z połówkami papryk. Położyłam na blachę i piekłam, aż zrobiły się mięciutkie. Do garnka wlałam trochę oleju (jesienią i zimą lubię potrawy z aromatem orzechowym, ale w tej zupie nie jest to konieczne) i zaczęłam go powoli rozgrzewać, kiedy był już mocno ciepły wrzuciłam posiekany ząbek czosnku, plastry marchewki i selera, żeby się zarumieniły. Wlałam do garnka rosół i dodałam kawałki dyni i papryki, które dzięki pieczeniu ładnie odeszły od skóry. Zmiksowałam całość blenderem i zostawiłam, żeby się gotowało na małym ogniu, przej jakieś 30 min. Pod koniec wsypałam do wesoło bulgoczącej brei posiekane papryczki chilli, trochę soli i trochę pieprz. Jeśli dobrze pamiętam, to chyba jeszcze dodałam wody bo była za gęsta ( w końcu gość w dom woda w zupę :P). Jak odrobinę przestygła to zabieliłam ją śmietaną. Pestki był tylko do posypania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

